piątek, 26 października 2012

Rozdział 10

- Co się stało? - zmartwiona udałam się do chłopaków.
- Nic. - Louis machnął ręką i włączył telewizor. - Niedługo mu przejdzie.
- Na pewno? - posłał mi szeroki uśmiech i kiwnął głową. - To dobrze. - odetchnęłam z ulgą, jednak cały czas się o niego martwiłam. Pogadam z nim później. - Chodźcie na obiad. - oznajmiłam i wróciłam do kuchni, w której blondyn próbował właśnie pokroić lasagne. Zaśmiałam się na ten widok, gdyż robił to dosyć niezdarnie. - Zostaw, ja to pokroję. - zwróciłam się do niebieskookiego , a on posłał mi dziękujące spojrzenie. Po rozłożeniu dania na talerze poszłam na górę. Odnalazłam pokój loczka i zapukałam do drzwi. Raz, drugi, jednak nikt mi nie odpowiadał. Niepewnie otworzyłam drzwi i ujrzałam Stylesa stojącego przy oknie, który natarczywie wpatrywał się w jeden punkt znajdujący się za szybą.
- Hazza? - zaczęłam nieśmiało. Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie. - Wszystko okej?
- Tak. - odparł sucho nie wykonując nawet najmniejszego ruchu.
- Przecież widzę. - zrobiłam krok do przodu. - Powiesz co się stało? Czasami dobrze jest się komuś wyżalić. - zrobiłam kolejny krok i delikatnie uśmiechnęłam się, widząc jak zerka na mnie z ukosa.
- A kim ty dla mnie jesteś, że mam Ci o wszystkim mówić?! - wybuchł i odwrócił się w moją stronę. W jego oczach zobaczyłam złość, strach i może trochę bezradności. Jego słowa mnie zabolały. Czułam się jakby ktoś wbijał mi małe szpilki w serce.
- Myślałam, że jesteśmy znajomymi. Dobrymi znajomymi? Myślałam, że - przerwałam na chwilkę i głośno przełknęłam ślinę. - że mi ufasz. - Może oni wszyscy udają, że coś dla nich znaczę? Przecież po co im zwykła osoba, której na ulicy nikt nie rozpoznaje? Na pewno woleliby spotykać się z kimś równie sławni jak oni. Odwróciłam się na pięcie i z zeszklonymi oczami chciałam opuścić pokój, jednak przeszkodziła mi w tym zimna ręka Harrego, którą położył na moim ramieniu i która spowodowała, że przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- To są po prostu trudne sprawy i nawet chłopcy o nich nie wiedzą. - odparł już łagodniejszym tonem. - Bo wiesz, ja często spotykam się z wieloma dziewczynami. Często są to jednorazowe "odskoki od rzeczywistości". Chyba rozumiesz o czym mówię? - popatrzyłam w jego zielone oczy i pokiwałam głową. - Po prostu nie jestem stały w emocjach. - wziął głęboki oddech i przechylił głowę w lewą stronę. - Jedna z dziewczyn powiedziała, że jest ze mną w ciąży, a to przecież niemożliwe! Zawsze się zabezpieczam. Ona chce to powiedzieć całemu światu, a jak to zrobi to moja jak i zespołu reputacja i opinia o nas spadnie. I możliwe, że to będzie koniec.
- Uspokój się. - położyłam dłoń na jego ramieniu i uśmiechem próbowałam dodać mu otuchy. - A teraz posłuchaj: czy jest jakakolwiek szansa, że zrobiłeś sobie dziecko?
- Nie. - zaprzeczył i przymrużył oczy.
- Skoro jesteś tego pewien to trzeba będzie tak mówić fanom, a oni na pewno Ci uwierzą. Jeśli to dziecko rzeczywiście jest i się urodzi, zrobisz test i udowodnisz, że nie jesteś jego ojcem. Teraz chodź zjeść obiad, a potem wszystko wytłumaczysz chłopakom, jasne? 0 uniosłam jedną brew do góry.
- Zoe, dzięki. - uśmiechnął się i mocno mnie do siebie przytulił. - I przepraszam, że najpierw byłem taki niemiły, ale po prostu trudno mi było komukolwiek o tym powiedzieć.
- Nie ma sprawy. - posłałam mu delikatny uśmiech. Wypuścił mnie z objęć i razem udaliśmy się do jadalni. Po zjedzonym posiłku loczek wyjaśnił powód swojego wcześniejszego zachowania. Chłopaki przyjęli to wszystko i oznajmili, że będą wspierać swojego przyjaciela.
Może jednak nie jestem im tak obojętna jak myślałam? Przecież to mi pierwszej Harry powiedział o swoim problemie. Może kiedyś będę częścią tej zwariowanej grupki? Spróbuje mieć też dobra kontakty z Mią i Nicole, sprowadzę Kasię na resztę wakacji, tylko najpierw będę musiała urządzić dom. Tak, od dzisiaj będę żyła pełnią życia. Zawsze można spróbować. Moje rozmyślania przerwał Louis, który szturchał mnie w ramię.
- Zoe! Nad czym się tak zamyśliłaś, że w ogóle przestałaś nas słuchać? - oburzył się i zrobił smutną minę.
- Nie ważne. O czym rozmawiacie? - przytuliłam bruneta,  a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Zastanawiamy się co będziemy dzisiaj robić! - odpowiedział Harry. - Znowu do klubu?
- Ja nie mogę i wydaje mi się, że wy też. Jutro idę do pracy, a wy macie jaką sesję i wywiad. - zaśmiałam się widząc ich zdziwione spojrzenia. - Zajrzałam rano do waszego kalendarza.
- To lipaaaaa. - mruknął Zayn i włożył słuchawki do uszu.
- To ja się będę zbierać. - uśmiechnęłam się i wstałam z kanapy. Zaczęłam zbierać wszystkie swoje rzeczy i wkładałam je do torebki. - To cześć! - pomachałam do nich i wyszłam z ich domu.
- Poczekaj! - usłyszałam wołanie blondyna. - Odwiozę Cię!
- Czemu nie. - zaśmiałam się i usiadłam na miejscu pasażera. Niall całą drogę opowiadał o Irlandii, zespole i różnych innych rzeczach. Buzia się mu po prostu nie zamykała! - Dzięki za podwiezienie. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma za co. I to ja dziękuję za to, że pogadałaś z Hazzą. Gdybyś tego nie zrobiła to pewnie nigdy by nam nie powiedział. Dzięki. - pocałował mnie w policzek, a gdy wysiadłam z auta odjechał do siebie. Resztę dnia spędziłam na oglądaniu horrorów, jedzeniu popcornu i piciu pysznej angielskiej herbaty.






*    *    *
Cześć kochani :*

Przepraszam, że tak długo musieliście czekać i, że jest taki krótki, ale nie mam za dużo czasu. Cały czas się uczę, w końcu w kwietniu mam egzaminy ♥. Poza tym niedługo mam już koniec semestru (w mojej genialnej szkole mam 4 semestry, co jest totalną pomyłką). Teraz postaram się dodawać częściej, jednak nic nie obiecuję. 
Mam do was prośbę i pytanie.
1) Proszę osoby, które czytają moje opowiadanie o dodawanie komentarzy, bo wiele to dla mnie znaczy.
2) Czy chcielibyście abym dodawała jakieś swoje ulubione piosenki do każdego rozdziału?

Kocham was, mam dzięki wam coraz więcej wyświetleń 

P.S. Ostatnia ankieta się popsuła, wyświetlało mi się w każdym 0 głosów. Pamiętam, że Niall i Zayn mieli po 3 głosy, a reszta po jednym. Dodaję nową ankietę, tym razem sam Zayn i Niall. GŁOSUJCIE!  X

niedziela, 7 października 2012

Rozdział 9

- Wstawać! - nad sobą usłyszałam radosny głos Louisa. - Zoe, Liam! Pobudka, Harry zrobił śniadanie! - otworzyłam swoje ciężkie powieki i przed sobą zobaczyłam roześmianą, różową buźkę Tomlinsona. Od razu szeroko się uśmiechnęłam i zapominając o bólu głowy wstałam z łózka. Tommo od razu rzucił się na Liama, który zrzucił go z siebie na podłogę. Usłyszałam cichy jęk i radośnie się zaśmiałam. To niesamowite, a zarazem dosyć dziwne, że w tym wieku zachowują się jak małe dzieci. Po prostu zapominają o całym świecie i żyją chwilą. Carpe diem-chwytaj dzień. To dzięki piątce, wydawałoby się, że normalnych chłopaków zaczęłam powoli otwierać się na ludzi i odzyskiwać do nich zaufanie.
- Cześć Lou, cześć Liam. - obydwu obdarowałam uśmiechem i wyszłam z pokoju, by potem zejść na dół, gdzie rozchodził się wspaniały zapach.
-  Jajecznica z grzankami dla pani! - Harry postawił właśnie talerz na stole i pokazał ruchem ręki na krzesło, na którym już po chwili siedziałam.
- Mhmm. Takie poranki mogłabym mieć już zawsze. - mruknęłam i gryząc kawałek grzanki.

- Co dzisiaj robimy? - zapytał blondyn jedząc chipsy. Dopiero co zjedliśmy śniadanie, a on już musi coś jeść! Najlepsze jest to, że w ogóle nie tyje. Ile dziewczyn by tak chciało. Uśmiechnęłam się do swoich myśli i przyjrzałam się pozostałej czwórce. Liam, który siedział obok mnie zapatrzony był w telewizor, w którym leciał właśnie jakiś poranny program. Zayn z Louisem grali w coś na laptopie, a Harry siedział w fotelu i z zaciętą miną pisał z kimś smsy.
- Ja jestem już umówiony. - loczek szeroko się uśmiechnął, ukazując przy tym rządek równych i białych zębów.
- Ja mam zamiar w końcu pomalować salon.. - zaśmiałam się i podciągnęłam kolana pod brodę jednocześnie je obejmując.
- Idziemy z Tobą! - Lou przerwał granie i odwrócił się w naszą stronę.
- Na prawdę? Nie chcę wam zajmować wolnego czasu, którego i tak pewnie macie mało. - trochę zdziwiona jego propozycją przygryzłam dolną wargę.
- Nie przesadzaj. Idziemy!  Trzeba pomóc trochę naszej sąsiadce! - Liam poparł marchewkowego i posłał mi szeroki uśmiech. - Masz już kupione farby?
- No jasne! Na razie z dziewczynami kupiłyśmy wszystko do salonu. Na resztę nie miałyśmy już pieniędzy. - zmarszczyłam delikatnie nos. - Mam nadzieję, że się wam spodoba. Tylko  mamy pewien problem. Muszę się w coś przebrać.
- Możesz iść bez ubrań. - zaproponował Niall, za co oberwał ode mnie poduszką. - Dobra, dobra! Chodź, dam Ci coś na przebranie. - uniósł ręce do góry na znak niewinności i ruszył na piętro.

Ubrana w szare spodnie dresowe i białą bluzkę z nadrukiem, które należały do blondyna, ruszyłam razem z czwórką chłopaków do swojego domu.  Po dwóch godzinach nie tylko ściany, bo i my byliśmy cali w farbie.
- Zoe! - usłyszałam wołanie blondaska, więc uśmiechnięta i cała w farbie odwróciłam się w jego stronę. Jego Iphone wydał z siebie charakterystyczne "pstryk", które oznaczało, że właśnie zostałam sfotografowana Posłałam mu złowrogie spojrzenie i zaczęłam gonić go dookoła pokoju. Po chwili zrezygnowana usiadłam z założonymi rękoma na podłodze i postanowiłam sprawdzić facebooka i twittera w telefonie. Na pierwszym portalu nie znalazłam nic ciekawego, jednak na drugim zaciekawił mnie jeden wpis niejakiego Nialla Horana. Dodane było moje zdjęcie, które mi niedawno zrobił, a poniżej widniał podpis:

" Malowanie pokoju @ZoeMiles_x z @Real_Liam_Payne @zaynmalik i @Louis_Tomlinson. "

Głośno się zaśmiałam  i udałam się na poddasze, gdzie pewien czas temu  zniknęli chłopcy. Gdy uchyliłam białe drzwi moim oczom ukazał się pokój z błękitnymi ścianami. Na jednej z nich chłopcy, którzy właśnie siedzieli na podłodze i żywo o czymś rozmawiali, odcisnęli swoje dłonie i podpisali, który odcisk do kogo należy. Włączyłam się do rozmowy uprzednio dziękując za miłą niespodziankę.

- Jestem głodny! - jęknął Niall łapiąc się za brzuch, czym przerwał naszą sielankę, która trwała już ponad godzinę.
- Już piętnasta. - oznajmił Louis. - Idziemy coś zjeść! Tylko najpierw odciśnij swoją dłoń! - zwrócił się do mnie. Po chwili przykładałam dłoń całą w farbie do ściany.
- Za pomoc zrobię wam obiad! - zaśmiałam się i w piątkę udaliśmy się na drugą stronę uliczki, do ich domu.

- Może być lasagne? - krzyknęłam do chłopaków z kuchni. Usłyszałam okrzyk radości, więc uznałam, że zgadzają się na moją propozycję. W szafkach odszukałam wszystkie potrzebne produkty i zabrałam się do przyrządzania potrawy cicho sobie przy tym podśpiewując.
- Może Ci pomóc? - za sobą usłyszałam delikatny, może trochę zdenerwowany głos Zayna.
- Nie, dzięki. - odpowiedziałam trochę za ostro, nie odwracając się w jego stronę.
- Przepraszam za wczoraj. Liam mi wszystko powiedział. Przepraszam, po prostu za dużo wypiłem. - obróciłam się i zobaczyłam jego zmartwioną twarz i czekoladowe tęczówki, w których od razu utonęłam. Po chwili otrząsnęłam się i pokiwałam głową.
- Nic się nie stało. - kąciki moich ust delikatnie podniosły się do góry. - Tylko nigdy więcej tak nie rób, jasne?
- Jak słońce! - obydwoje się zaśmialiśmy i Mulat objął mnie swoimi silnymi ramionami, w których poczułam się bezpiecznie.
- No już, bo dusisz! - zaśmiałam się a on wypuścił mnie z uścisku.
- Na pewno nie potrzebujesz mojej pomocy? - uniósł jedną brew do góry i zawadiacko się uśmiechnął.
- Nie! - wytknęłam język w jego stronę. - Idź do chłopaków, zaraz skończę. - ciemnowłosy wyszedł z kuchni, a ja włożyłam lasagne do piekarnika. Nastawiłam timer i nalałam sobie wody do szklanki. Usiadłam na blacie i zaczęłam wymachiwać nogami.
- Zoe, kochanie! - krzyknął blondyn.
- Czego chcesz głupku? - w salonie rozniósł się śmiech chłopaków.
- Ładnie się tak odzywać do swojego chłopaka? - zakrztusiłam się wodą, którą właśnie piłam i zaczęłam kaszleć.
- CO? - krzyknęłam, gdy wszystko wróciło do normy i przestałam kaszleć. Zdziwiona udałam się do pokoju dziennego. - Czy przypadkiem coś mnie nie ominęło? - Liam, Louis i Niall siedzieli roześmiani na kanapie, a Zayn z kamienną twarzą wpatrywał się w jeden punkt za oknem. Nie powiem, trochę mnie to zdziwiło, przecież przed chwilą z nim rozmawiałam i wszystko było wporządku.
- Nasze fanki wymyśliły sobie, że jesteś dziewczyną Horana. - wyjaśnił Lou z szerokim uśmiechem na twarzy. Roześmiałam się i złowieszczo popatrzyłam na blondyna.
- Nialler, ekhem - odchrząknęłam. - To znaczy kochanie. Chodź na chwilę do kuchni. - pospiesznie wstał i ruszyliśmy do pomieszczenia obok. Usłyszałam za sobą ciche "uuuu' i pogwizdywanie brunetów, jednak nie zwróciłam na to żadnej uwagi, bo przecież nie jestem z nikim w związku.
- Tak? - pofalował zabawnie brwiami. - Po co mnie tu zagoniłaś?
- Rozłóż talerze! - zakomunikowałam, a na jego twarz wdarło się i rozczarowanie, i smutek.  - Już, już! Zaraz będzie obiad! - ponagliłam go. W pewnym momencie w całym domu można było usłyszeć trzask wejściowych drzwi i imię lokowatego, które wykrzykiwali chłopcy.


***

Cześć!
Mam nadzieję, że się spodoba.
Nadal nie wiem z kim ma być główna bohaterka. Dlatego mam nadzieję, że mi z tym trochę pomożecie.
Proszę też o komentarze, gdyż chciałbym wiedzieć czy się wam moje opowiadanie podoba.

Do następnego rozdziału. xx

czwartek, 13 września 2012

Rozdział 8

Wykręciłam numer do Louisa, jednak po pierwszym sygnale rozłączyłam się, gdyż przypomniałam sobie o moim problemie z głosem. Napisałam szybko smsa z zapytaniem czy nie podwiózłby mnie gdzieś. Po chwili dostałam wiadomość, że zaraz będzie pod blokiem. Założyłam ciemną bluzę blondyna, której mu wcześniej nie oddałam i zeszłam na dół, gdzie czekał już Tomlinson. Stał oparty o samochód i szeroko się do mnie uśmiechnął.
- Już się stęskniłaś? - zaśmiał się, a ja uśmiechnęłam się delikatnie. Jednak gdy przypomniałam sobie w jakim celu poprosiłam go o przysługę moje oczy zalały łzy. - Co się stało? - podszedł do mnie bliżej i mocno do siebie przytulił. Teraz rozpłakałam się na dobre. Ludzie patrzyli się na nas dosyć dziwnie, jednak nie przeszkadzało mi to teraz. Najważniejsze było, żeby dojechać do szpitala, w którym już dzisiaj niestety byłam. Telefon, który wcześniej odebrałam był właśnie stamtąd. Zadzwonili do mnie po to żebym przyjechała odebrać brata, który wczoraj miał wypadek.
- Jedziemy do szpitala. - wyszeptałam i wydostałam się z jego uścisku.
- Coś Ci się stało? Gorzej się czujesz? - pokręciłam tylko głową i usiadłam na miejscu pasażera. Po około dziesięciu minutach stania w korku popatrzyłam na bruneta, który był już dosyć poirytowany.
- Mój brat miał wypadek. - powiedziałam bardzo ochrypniętym głosem i zacisnęłam usta w wąską, żeby po raz kolejny się nie rozpłakać.
- Dojechaliśmy. - oznajmił po chwili Lou i położył rękę na moim ramieniu. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie i wysiedliśmy z auta. - Iść z Tobą czy poczekać tutaj? - wzruszyłam ramionami i udałam się do środka. Po chwili usłyszałam jak ktoś biegnie i łapie mnie za rękę odwracając w swoją stronę. No tak, Louis. Posłałam mu zdziwione spojrzenie. - Przecież ktoś musi mówić, prawda? - skinęłam głową i razem poszliśmy do recepcji. - Dzień dobry. Szukamy... właśnie kogo my szukamy? - zaśmiał się i popatrzył na mnie. Pokręciła głową z niedowierzaniem i głośno westchnęłam.
- Mojego brata. Max Miles. - wydukałam. - Gdzie jest?
- Jest na ostatnich badaniach. - oznajmiła dziewczyna mniej więcej w moim wieku o fioletowych włosach. - Zaczekajcie tutaj. - pokazała dłonią na krzesła naprzeciwko i szeroko się uśmiechnęła. Usiadłam na białym plastikowym krześle i zaczęłam grać w jakąś grę w telefonie. Jednak Lou zamiast usiąść obok mnie stał przy recepcji i ewidentnie flirtował z dziewczyną. Uśmiechnęłam się sama do siebie, jednak zaraz uśmiech zszedł mi z twarzy, gdyż zza białych drzwi wyszedł mój brat. Podbiegłam do niego i mocno się w niego wtuliłam.
- Ej, młoda tylko się nie popłacz. - zaśmiał się i objął mnie lewą ręką. Pocałował w czoło i pogłaskał po plecach. -Przecież nic ni się nie stało.
- Ale mogło. - dopiero teraz zobaczyłam, że prawą rękę ma w gipsie. Lekko się skrzywiłam i pokręciłam głową. - A to? - pokazałam na prawą rękę.
- To tylko złamanie. - uśmiechnął się i podszedł do nas Lou.
- Cześć, jestem Louis. - przedstawił się i podał mojemu bratu dłoń.
- Cześć. Ja Max. Miło mi. I dzięki, że przywiozłeś tutaj moją siostrę. - uścisnął jego dłoń i obydwaj się uśmiechnęli. - Wracamy? - zwrócił się do mnie, na co tylko pokiwałam głową.

* Tydzień później.

Ostatni tydzień miną mi bardzo szybko. Musiałam niańczyć tego idiotę, który sam nie mógł za wiele zrobić, przez tą złamaną rękę. Codziennie przychodził któryś z chłopaków, bo jak to mówili, jestem chora i ktoś musi się mną zająć. Bardzo ich przez ten czas polubiłam. Z resztą nie tylko ja, bo Max, też  się z nimi zakolegował.
- Spokój! Głowa mnie już boli od tych waszych wrzasków! - delikatnie się skrzywiłam i walnęłam poduszką najbliżej siedzącego obok mnie Louisa.
- Bitwa na poduszki! - pisnął Tomlinson i cała piątka, zaczęła obkładać się poduszkami. Szybko wycofałam się do kuchni i zamknęłam za sobą drzwi. Po chwili usłyszałam pisk Harrego, który pewnie dostał i od razu się roześmiałam.
- Z czego się śmiejesz? - nade mną stał Mulat i bacznie mi się przyglądał.
- Z was. - uśmiechnęłam się i nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki. - Harry jeszcze żyje? - Upiłam łyk napoju i uśmiechnęłam się pod nosem.
- Nie wiem. Ostatni raz widziałem jak leżał na podłodze. - zaśmiał się i usiadł obok mnie. - Jak się czujesz? Widzę, że już dużo lepiej. - uśmiechnął się pod nosem.
- Tak. Dzięki, że pytasz. - przygryzłam dolną wargę i wbiłam swój wzrok w palce, którymi nerwowo stukałam o stół. Zayn położył swoją dłoń na mojej po czym delikatnie ją pogłaskał. Popatrzyłam na niego zdziwiona i szybko zabrałam swoją dłoń. W tym samym momencie do pomieszczenia wbiegł Liam.
- Chodźcie! Idziemy do klubu! - zakomunikował uśmiechnięty od ucha do ucha. - Idź się szybko przebrać, bo już zamówiliśmy taksówki! - popatrzyłam na swoje ubranie. No tak, na sobie miałam szare dresy i białą za dużą koszulkę.
- A nie mogę jechać tak? - zaśmiałam się i wytknęłam język w jego stronę. Wstałam do stołu i udałam się do swojego pokoju. Założyłam czarną, przezroczystą koszulkę, którą wpuściłam w różowe spodnie i do tego czarne vansy. Rozczesałam szybko włosy i związałam je w wysokiego koka.
- Długo jeszcze? - ktoś zapukał do drzwi i delikatnie je uchylił.
- Jeszcze chwila! - odkrzyknęłam i zrobiłam równe kreski eyelinerem na powiekach.
- Mhmm, jak ładnie. - za moimi plecami pojawił się Zayn. Dotknął mojego ramienia, a ja od razu się wzdrygnęłam.
- To jak idziemy? - uśmiechnęłam się i szybkim krokiem wyszłam z pokoju.
- No w końcu! - na twarzy pozostałej czwórki pojawił się uśmiech. Popatrzyłam na zegar w przedpokoju. Była osiemnasta. Napisałam jeszcze karteczkę do brata, że nie wiem kiedy wrócę i całą szóstką zjechaliśmy windą na dół, gdzie czekały już dwie taksówki. W pierwszej usiedli Zayn, Louis i Harry, natomiast w drugiej ja, Niall i Liam.
- W końcu się zabawimy! - na twarzy farbowanego blondyna pojawił się uśmiech.
- Nie pijcie tylko za dużo. - Liam popatrzył na niego surowo i pokręcił głową.
- Nie wiem jak reszta, ale ja mam zamiar się upić.- zaśmiałam się i delikatnie walnęłam brązowowłosego w ramię. Po chwili byliśmy już pod klubem, więc wysiedliśmy z czarnego auta i udaliśmy się do środka. Od razu uderzył mnie pomieszany zapach alkoholu i papierosów.
- Tam jest wolny stolik! - Louis skierował się w stronę białej kanapy z czarnym stolikiem. - Co chcecie? - zapytał, gdy już wygodnie usiedliśmy.
- Weź dwie butelki wódki i szybko wracaj! - ponaglił go Harry. - I pięć kieliszków!
- Kto nie pije? - zdziwiłam się i popatrzyłam na nich zdziwiona.
- Ja! - uśmiechnął się siedzący obok mnie Liam.
- Dlaczego? - zapytałam nie za bardzo rozumiejąc dlaczego nie chce z nami wypić.
- Po prostu nie mogę. - przeczesał włosy dłonią i skierował swój wzrok na Louisa, który szedł już w naszą stronę.
- Proszę bardzo. Dwie butelki wódki, kieliszki i dla Ciebie sok pomarańczowy. Pamiętałem. - postawił wszystko na stoliku, zaśmiał się i puścił oczko do bruneta.

Trzy godziny później:
- Chodź zatańczyć! - oparłam swoją ciężką głowę o ramie Liama. - Proszę!
- Ty nawet nie ustoisz na własnych nogach. - objął mnie ramieniem i pocałował w czoło. - Chodźcie, zbieramy się!
- Nieee! - dało się słyszeć sprzeciw reszty. - Jeszcze trochę! - negocjował pijany loczek.
- Zaraz wrócę. - zakomunikowałam i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę baru. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu. Odwróciłam się i moim oczom ukazał się Zayn.
- Co tam ślicznotko? - objął mnie w tali, przysunął do siebie i zaczął całować.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam i walnęłam go w twarz. Szybko zrezygnowałam z udania się do baru i wróciłam do stolika. - Liam wracamy.
- Ale przecież chciałaś zostać. - zdezorientowany popatrzył na mnie. - No dobrze, już idziemy. Chłopaki dacie radę? - zapytał swoich przyjaciół
- Nie martw się. - Louis wypił kolejny kieliszek i poklepał go po ramieniu.
- Chodź księżniczko. - zaśmiał się i objął mnie ramieniem, żebym się nie potknęła. - Oj, chyba za dużo wypiłaś. - uśmiechnął się do mnie czarująco i gdy byliśmy już na zewnątrz wsiedliśmy do taksówki, która akurat była wolna.
- O matko niedobrze mi. - zasłoniłam swoje usta dłonią i zamknęłam oczy.
- Wytrzymaj jeszcze chwilę.  - położył mi dłoń na ramieniu. - Można trochę szybciej? - skierował swoje pytanie do kierowcy, więc po chwili wysiedliśmy już z auta. Przytrzymał moje potargane włosy z tyłu, a ja jak przystało na kulturalną dziewczynę zwymiotowałam w najbliższe krzaki. Liam wziął mnie na ręce i wniósł do ich domu.  Po chwili znalazłam się w dużym pokoju z jasnymi ścianami. Po prawej stronie stoi ogromna biała szafa przed którą znajduje się brązowa, podłużna pufa, a bok niej białe łóżko z brązową pościelą i kilkoma poduszkami. Naprzeciwko wejścia jest wielkie okno, a  naprzeciw łózka wisi telewizor. Natomiast z lewej strony znajduje się stolik na którym stoi wazon z białymi kwiatami.
- Ładnie tu masz. - uśmiechnęłam i rzuciłam się na łóżko. - I wygodnie. A ty gdzie będziesz spał?
- Pójdę na dół, do salonu. - usiadł po drugiej stronie łóżka i przykrył mnie pościelą.
- Daj spokój, kładź się tutaj. - poklepałam miejsce obok.
- A nie chcesz się w coś przebrać? - zapytał i zdjął swoją koszulkę ukazując swój umięśniony tors. Położył się na boku, twarzą do mnie i zaczął mi się uważnie przyglądać.
- Nie, nie mam już sił. Wyczuwam jutro wielkiego kaca. - delikatnie się skrzywiłam i zamknęłam oczy.
- Dlaczego chciałaś wcześniej wrócić?
- Na prawdę chcesz tego słuchać? - kiwną tylko głową. - Zayn się dziwnie zachowuje. I... I jak chciałam pójść po coś do picia do baru, to poszedł za mną i mnie pocałował. Potem dałam mu w twarz i od razu do Ciebie przyszłam. - w moich oczach pojawiły się łzy, a gdy brunet to zobaczył od razu mnie do siebie przytulił.
- Hej, nie płacz. - pogłaskał mnie po policzku. - Porozmawiam z nim. - wtuliłam się w jego klatkę piersiową i cicho westchnęłam. Och, jakie on miał śliczne perfumy. Odetchnęłam głęboko i od razu się uśmiechnęłam
- Pytanie za pytanie. Dlaczego nie piłeś? - zapytałam zaciekawiona i zaczęłam kreślić kółka na jego brzuchu.
- Łaskoczesz! - zaśmiał się i złapał moją dłoń. - Po prostu nie mam jednej nerki i boję się, że coś może mi się stać jak wypiję.
- Dobranoc. - ostatni raz poczułam jego słodki zapach i powoli zaczęłam odpływać do krainy snów.
- Dobranoc. - odpowiedział i położył swoją dłoń na mojej talii.


***

Jedno wielkie PRZEPRASZAM. Za to, że długo nie dodawałam. Ale miałam i nadal mam dylemat z kim związać główną bohaterkę.
Co sądzicie o rozdziale? Podoba się czy raczej nie? I czekam na wasze opinie z kim powinna być Zoe.

xx

piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział 7


- O matko! - pokładałam się ze śmiechu leżąc na kanapie. Gdy popatrzyłam na oburzoną minę blondyna mój śmiech stał się głośniejszy. - Przestraszyłeś się Louisa? - powiedziałam już uspokojona.
- Jestem aż taki straszny? - zmartwiony Tomlinson usiadł obok mnie i zrobił słodkie oczka.
- Jak tu można z wami wytrzymać? Jeden uważa się za najprzystojniejszego, a drugi jest tchórzem. - pokręciłam głową i przeszłam do kuchni. - Kto chce herbaty?
- Ja! - wykrzyknął Lou i przybiegł pędem za mną. - Masz taką dobrą, angielską? Moja ulubiona. - oblizał językiem swoje wargi i popatrzył na mnie wyczekująco.
- Herbata? Ja też chcę! - do pomieszczenia wbiegł już rozweselony Niall. - No co? - z Louisem popatrzyliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Nic, przed chwilą prawie płakałeś ze strachu, a teraz jesteś radosny i prosisz o herbatę. Szybka zmiana nastrojów. - brunet wytknął język w jego stronę.
- Oj, jak zwykle się czepiacie. - usiadł na krześle i popatrzył się na mnie. - Masz jakieś ciastka?
- Coś znajdę. - zaśmiałam się pod nosem i wyciągnęłam z szafki opakowanie ciasteczek. Otworzyłam witrynkę i wzięłam z niej trzy kubki: zielony, niebieski i pomarańczowy.
- Ja chcę pomarańczowy! Jak marchewki! - Loui rozsiadł się na drugim krześle i szturchnął blondyna.
- A ja zielony! Jak... jak koniczynka. - zaśmiał się i otworzył paczkę.
- Marudzicie. - mruknęłam pod nosem nastawiłam wodę.
- Słyszeliśmy! - zawołali razem i uśmiechnęli się szeroko. Usiadłam obok nich i zabrałam się za jedzenie słodkości.
- Głowa mnie boli. - oparłam głowę na dłoniach i przymknęłam oczy. Marchewkowy przyłożył dłoń do mojego czoła i pokręcił głową.
- Masz gorączkę. Marsz do łóżka! I to już! - pogłaskał mnie po włosach i wstał, żeby nalać wrzątku, gdyż czajnik wydał z siebie charakterystyczne "klik", które sygnalizowało zagotowanie się wody. - Idź, idź! - ponaglił mnie. Zrobiłam co nakazał i przykryłam się kołdrą. Po chwili do pokoju przyszedł Lou. - Zmierz temperaturę. - Tomlinson podał mi termometr. Nie mam pojęcia skąd go wziął, ale nie miałam już siły, żeby go o to zapytać.
- Gdzie moja herbata? - wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i popatrzyłam na niego.
- Ta gapa je tu niesie, jak przyniesie pół kubka to i tak będzie dobrze. - uśmiechnął się pod nosem i usiadł obok mnie na łóżku. - Jak się czujesz?
- Jakoś. - wytknęłam język w jego stronę i mrugnęłam lewym okiem. - Oprócz bólu głowy raczej okej. - w drzwiach pojawił się Niall niosący tacę z kubkami z zaciętą miną.
- Nic nie rozlałem! - ucieszył się, kiedy postawił tacę na szafeczce. - zapomniałem ciastek! - walną się dłonią w głowę i pobiegł po ciastka. Jak szybko wybiegł tak szybko wrócił i usiadł obok Louisa. - Co robimy?
- 38! - pomachałam blondynowi termometrem przed nosem i zrobiłam smutną minę. - Ja piję herbatę i idę spać, nie wiem jak wy, ale jest już dosyć późno.
- Gdzie masz jakieś tabletki? Trzeba Ci coś dać na ból głowy. - Louis pokręcił głową.
- Nie wiem gdzie Max je trzyma. - przygryzłam dolną wargę i upiłam łyk gorącego napoju. - Spokojnie, jakoś wytrzymam. Idźcie może już do domu, co? Zmęczeni na pewno jesteście.
- Zostaniemy z Tobą, aż Twój brat nie wróci. - zapewnił mnie Nialler i wepchnął sobie kolejne ciastko do ust.


Następnego dnia rano.


Obudziłam się około ósmej. W nogach łóżka zobaczyłam śpiącego Nialla, a na podłodze Louisa. Zaśmiałam się cicho i wyszłam z pokoju tak żeby żadnego z nich nie obudzić, albo nie nadepnąć. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w czarne rurki i bluzkę z grafiką galaktyki, włosy splotłam w warkocz i udałam się do kuchni. Zrobiłam trzy kawy i jajecznicę. Rozłożyłam ją na talerzyki i ustawiłam wszystko na stole.
- Wstawać! - chciałam krzyknąć jednak z moich ust wydobył się jedynie dziwny odgłos. Popędziłam do pokoju i zaczęłam potrząsać brunetem.
- Co się dzieje? - zaspany usiadł na podłodze i przetarł oczy. Palcem pokazałam na gardło i delikatnie się skrzywiłam. Coraz bardziej mnie bolało. - Nie możesz mówić? - pokiwałam głową i pokazałam ręką w stronę kuchni. Najprawdopodobniej mnie zrozumiał, bo zaczął budzić blondyna i po chwili we trójkę jedliśmy już śniadanie.

Tomlinson mył właśnie naczynia, a ja z Niallem oglądaliśmy jakiś poranny program. Na kartce napisałam: "Zadzwoniłbyś do mojej pracy i powiedział, że jestem chora?" i podałam ją blondynowi.
- Jasne! - posłałam mu uśmiech i zniknął gdzieś w głębi mieszkania.  Zerknęłam jak radzi sobie brunet i podałam mu kolejną kartkę z napisem: "Po co wczoraj przyszedłeś?". On tylko się roześmiał i wytarł ręce w ręcznik.
- Bo wiedziałem, że zastanę tu Horana, pozatym chciałem Cię bliżej poznać. - pokiwałam głową, na znak, że rozumiem i usiadłam na krześle. - Trochę lepiej? - zapytał, a ja pokręciłąm głową. - Poszukam może jakiś leków, albo może pojedźmy do szpitala, niech Cię ktoś zbada. - od razu zaczęłam zaprzeczać, poprzez kręcenie głową. Jednak on wbił sobie do głowy, że musimy jechać do szpitala. - Zakładaj buty, zaraz Cię zawiozę! - chwyciłam szybko smycz i podałam ją Louisowi. - Co mam z tym zrobić? Założyć Ci? - zdziwiony przyglądał się podanemu mu przeze mnie przedmiotowi. Westchnęłam i pokazałam palcem na psa, który właśnie biegł w naszym kierunku. - Aaaaaa! To dla niego! - podrapał się po głowie i popatrzył na mnie przepraszająco. Szeroko się uśmiechnęłam i założyłam vansy. Po chwili dołączył do nas Niall i powiadomił mnie, że mam wolne na kilka dni. Samochodem któregoś z nich dotarliśmy pod najbliższy szpital. Blondyn został przed budynkiem razem z Aaronem, a ja razem z najstarszym z zespołu udałam się do środka. Posłałam mu błagalne spojrzenie i przygryzłam dolną wargę. Objął mnie tylko ramieniem, żeby dodać mi otuchy i prawie, że wepchnął do środka jednego z gabinetów.
- Dzień dobry. Panie doktorze, mamy problem. Ta oto tutaj dama, ma nie lada problem. - mówił bardzo poważnie, że musiałam się na prawdę powstrzymywać, żeby nie wybuchnąć śmiechem. - Przeziębiła się. Miała gorączkę, bolała ją głowa i dzisiaj nam zaniemówiła. - uśmiechnęłam się delikatnie do starszego pana i usiadłam na krześle naprzeciwko niego. Po zbadaniu mnie ogłosił, że mam anginę i przez tydzień muszę zostać w domu. Zrezygnowana razem z Lou i receptą w ręku wyszłam ze szpitala. Szukaliśmy blondyna, jednak nigdzie nie mogliśmy go znaleźć. W końcu brunet do niego zadzwonił i okazało się, że poszedł na spacer z psem i siedzi właśnie w parku. Wykupiliśmy jeszcze antybiotyk i inne lekarstwa w aptece przy szpitalu i pojechaliśmy pod park. Dobre pół godziny chodziliśmy wśród drzew, krzewów i kwiatów, żeby przed naszymi oczami pojawił się Niall z Aaronem. Blondyn siedział na ławce, a pies leżał na trawie, którą miał nawet w pyszczku.  Pogłaskałam go i usiadłam po prawej stronie Niallera, a Louis po jego lewej.
- Jedziemy do domu, bo jeszcze bardziej się rozchorujesz. - blondasek podał mi swoją bluzę. Założyłam ją na siebie i podziękowałam blondynowi poprzez promienny uśmiech. Po dwóch godzinach dotarliśmy w końcu do mieszkania. Dlaczego po dwóch? Bo Niall był głodny i musieliśmy wstąpić do Nandos. Oczywiście nie obyło się bez góry jedzenia. Nie mam pojęcia gdzie on to wszystko mieści.
- To my już pójdziemy, bo trochę nas w domu nie było. - Louis podrapał się po głowie i popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Pokiwałam tylko głową i każdego z nich przytuliłam na pożegnanie. W taki sposób w słoneczne popołudnie zostałam sama w domu. Właśnie sama, a gdzie jest mój brat? Nie odpisał mi na wcześniejszego smsa. Wczoraj wieczorem próbowałam się jeszcze do niego dodzwonić, jednak bez skutku. Nieco zawiedziona brakiem kontaktu z Maxem rozsiadłam się na kanapie i włączyłam telewizor. W trybie natychmiastowym brązowa kulka wdrapała się na kanapę, a następnie na moje kolana. Pogłaskałam go i pocałowałam w czubek głowy. Siedziałam tak do godziny osiemnastej kiedy to od jakiegoś kolejnego dennego serialu oderwał mnie dźwięk mojego telefonu.




Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale byłam w Grecji i wróciłam w środę w nocy. Wczoraj coś napisałam i rak oto przeczytaliście chyba najnudniejszy rozdział jaki napisałam :c
Jak Wam minęły wakacje? Książki już kupione? xd Ach w poniedziałek rozpoczęcie roku szkolnego :D Z jednej strony się cieszę, bo przecież spotkam znajomych i przyjaciół. Z drugiej jednak tak strasznie nie chce mi się iść, gdyż w tym roku idę do 3 gim. i czekają mnie testy. :/ A wy do której idziecie klasy?
Do zobaczenia, mam nadzieję, że wkrótce. Xx

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rozdział 6

- Tak! - w całym domu można było słychać krzyk blondyna. - Wygrałem! - do pokoju zbiegli się Harry i Zayn, a Niall zaczął tańczyć taniec zwycięstwa co wywołało u wszystkich śmiech.
- Będę się zbierać. Muszę zrobić jakieś zakupy, wyjść z psem i może spotkać się z dziewczynami. - na moich ustach widniał uśmiech, gdyż przede mną stała trójka wydurniających się chłopaków.
- Jak to?- jęknęli i popatrzyli na mnie błagalnie. - Zostań jeszcze trochę.
- Nie ma mowy. - pokręciłam przecząco głową. - Postanowione. - zaśmiałam się i potargałam włosy loczkowi, który stał najbliżej mnie. - Do zobaczenia. - ruszyłam w stronę drzwi.
- Czyli jeszcze się spotkamy? - Mulat uniósł jedną brew do góry i we trójkę popatrzyli na mnie wyczekująco. Pokiwałam twierdząco głową, co ich bardzo ucieszyło i wyszłam z ich domu. Zrobiłam zakupy w najbliższym sklepie i postanowiłam wrócić do domu pieszo. W połowie drogi do wieżowca zaczął padać deszcz. Na początku była to mżawka, która w mgnieniu oka przemieniła się w potężną ulewę. Ścisnęłam mocniej siatkę z zakupami i zaczęłam biec. Gdy w końcu dotarłam do mieszkania byłam cała przemoczona.
- Kurwa. - przeklęłam pod nosem i odstawiłam zakupy w kuchni. Weszłam do łazienki i zdjęłam z siebie ubrania. Wzięłam gorący prysznic i owinięta ręcznikiem wkroczyłam do pokoju i wygrzebałam jakieś suche ubrania. Szybko założyłam nową bieliznę, szare spodnie dresowe i luźną białą bluzkę. Na stopy założyłam grube skarpety, rozwiesiłam przemoczone ciuchy i powlokłam się do kuchni. Rozpakowałam zakupy i zrobiłam sobie kanapkę z żółtym serem. Usiadłam na kanapie w salonie, przykryłam się kocem i jedząc zaczęłam oglądać jakiś film, który akurat leciał w telewizji. Po około godzinie ktoś zapukał do drzwi. Zwlokłam się z sofy i ruszyłam w ich stronę.
- Cześć. - przywitałam dziewczyny niemrawym uśmiechem. Dziwnie się czułam, drapało mnie w gardle, a ból głowy coraz bardziej się nasilał.
- Matko, przecież ty jesteś chora!- wykrzyknęła Mia. - Natychmiast do łóżka!- weszły do środka i zamknęły za sobą drzwi.
- Dziewczyno nie tak głośno! - skrzywiłam się i wykonałam jej polecenie. Zagrzebałam się pod kołdrą i szczelnie się nią przykryłam.
- Co ty dzisiaj robiłaś? - Nicole usiadła obok mnie i pokręciła głową.
- Oj, wracałam do domu i się rozpadało. Pewnie dlatego. - wytłumaczyłam. - Wcześniej nic mi nie było. - dodałam i przymknęłam oczy. - Która godzina?
- Prawie ósma. - blondynka podała mi kubek z herbatą. Uśmiechnęłam się do niej i chwyciłam go w dłonie. - Wiesz my powinnyśmy już iść, wiesz szkoła. Trzeba się trochę przygotować. Nie obrazisz się jak pójdziemy? - podrapała się po głowie i popatrzyła na mnie zmieszana.
- No co ty! Idźcie! - zaśmiałam się cicho. - Przyjdźcie jutro. Może będę się trochę lepiej czuła. - pożegnały się ze mną i wyszły z mieszkania. Napisałam smsa do Maxa: "Gdzie jesteś?". Upiłam łyk herbaty i usiadłam na brzegu łóżka. Wzięłam laptopa i z powrotem się położyłam. Włączyłam laptopa, przejrzałam facebooka i twitttera. Dodałam nowego posta: "Sama w domu. W dodatku chora. ;(" Odstawiłam laptopa na podłogę, przykryłam się kołdrą i zamknęłam swoje ciężkie powieki.


Niall.

Gdy Zoe wyszła z naszego domu poszedłem do swojego pokoju i położyłem się na łóżku. Włączyłem jakiś film na laptopie. Po obejrzeniu Iron Mena zrobiłem sobie kanapki w kuchni i wróciłem do pokoju. Zjadłem przygotowane wcześniej jedzenie i sprawdziłem twittera. Gdy zobaczyłem wpis brunetki od razu mój humor się pogorszył. Jest chora i do tego sama w domu. Założyłem na siebie bluzę, wziąłem kluczyki od samochodu i wyszedłem z domu. Podjechałem do jakiejś restauracji , kupiłem dla niej coś ciepłego do jedzenia i udałem się do jej domu. Zadzwoniłem dzwonkiem i po chwili w drzwiach pojawiła się zaspana niebieskooka.
- Co ty tu robisz? - zapytała zaskoczona moją wizytą. Uśmiechnąłem się do niej szeroko i wszedłem do środka.
- Jesteś chora, więc mam dla Ciebie coś do jedzenia. Oczywiście sam ugotowałem. - zaśmialiśmy się oboje. Objąłem ją ramieniem i mocno do siebie przytuliłem. Dziewczyna jednak odepchnęła mnie od siebie, zrobiłem smutną minkę i popatrzyłem na nią.
- Jestem chora, zarazisz się. - wytłumaczyła i ruszyła w stronę kuchni. - Pozatym nie jestem głodna. - poszedłem za nią i postawiłem dania na wynos na blacie kuchennym.
- Musisz coś zjeść, bo nigdy nie wyzdrowiejesz! - pokręciłem głową i podsunąłem jej pod nos miskę z zupą. - Jedz! - potargałem jej włosy i podałem łyżkę. - Ja dla siebie mam spaghetti! - Zaśmiałem się i zacząłem jeść.
- Strasznie dużo jesz. - uśmiechnęła się delikatnie. - Uwielbiam rosół, skąd wiedziałeś?
- Męska intuicja! - zawołałem i zjadłem kolejny widelec potrawy.
- Pfy! Nie ma takiego czegoś! - wytknęła język w moją stronę. Mhmm, pyszny. - powiedziała gdy skończyła.
- Jasne, że jest! - obużyłem się i widelcem zacząłem bawić się makaronem.
- Co, już nie możesz? - zaśmiała się, a ja tylko pokiwałem głową. - O matko Niall Horan nie chce jeść? - pokręciła głową, zabrała mi widelec i zaczęła jeść spaghetti.
- Widzę, że zdrowiejesz. - szturchnąłem ją w bok i obydwoje roześmialiśmy się. - Może obejrzymy jakiś film? - zaproponowałem po skończeniu posiłku.
- Horror! Uwielbiam horrory! - na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Co powiesz na "Krzyk 4"?
- Z wyborem filmu zdaję się na Ciebie. - usiedliśmy wygodnie na kanapie. - A gdzie jest Twój brat?
- Kto to wie? - wzruszyła ramionami i posmutniała. - Nie odpisuje mi. Trochę się o niego martwię.
- Nie martw się. - uśmiechnąłem się do niej. - Może jest na jakiejś imprezie. - położyłem dłoń na jej ramieniu.
- Na pewno. - uśmiechnęła się delikatnie i zaczęliśmy oglądać film. Bardzo boję się horrorów, więc co chwilę zasłaniałem sobie oczy poduszką albo dłonią swoją lub dziewczyny, natomiast ona śmiała się ze mnie i z filmu. - Dziękuję. - powiedziała po dłuższej chwili ciszy. Popatrzyłem na nią nieco zdziwiony. - No za to, że przyszedłeś i siedzisz tu teraz ze mną. I przepraszam, że jestem dla Was czasem niemiła, ale nie ufam ludziom, zraziłam się do nich. Nie zadawaj żadnych pytań, bo i tak Ci nie odpowiem. - zaśmiała się cicho i oparła głowę o moje ramię. - Jeszcze raz dziękuję.
- Nie ma za co. - odpowiedziałem nieco zszokowany i wróciłem do oglądania.

Zoe śpi, a film już dawno się skończył. Nie wiem czy mam sobie pójść czy może z nią zostać. Co chwilę rozglądam się po pomieszczeniu, gdyż boję się po horrorze i mam wrażenie, że ktoś zaraz tu wejdzie i coś nam zrobi. W pewnym momencie ktoś otworzył drzwi wejściowe. Moje serce zaczęło bić szybciej, od razu wstałem z kanapy jak oparzony i zacząłem budzić dziewczynę.
- Zoe, obudź się, ktoś się włamuje! - potrząsnąłem nią i krzyknąłem, ponieważ w salonie pojawił się osobnik płci męskiej nieco starszy ode mnie. - O matko! - krzyknąłem i schowałem się za kanapą.

***

Przepraszam, że długo nie dodawałam, ale nie miałam czasu. Jestem teraz na obozie, a potem jadę do Grecji i też nie będę często dodawać.
Jak myślicie kto włamał się do mieszkania Zoe?
Do napisania xx.

P.S. Przepraszam jeśli pojawią się jakieś błędy, ale pisałam to na telefonie i trudno mi tu wszystko sprawdzić.
Tak wiem, jest krótki ;(

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 5

- Chyba żartujecie! Mamy tym jechać? - na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy przed blokiem zobaczyłam czarną limuzynę. W końcu nie co dzień jeździ się takim "autem"
- Nie gadaj tylko wsiadaj. - zaśmiał się Louis. Dołączyłam więc do chłopaków, którzy siedzieli już w środku.
Bawiliśmy się świetnie, trochę tańczyliśmy, trochę siedzieliśmy i rozmawiając piliśmy różne drinki. Nie wypiłam za dużo jednak alkohol i tak zrobił swoje. Do domu wróciłam dopiero po godzinie drugiej.
- Dzięki za udany wieczór. - posłałam im buziaka w powietrzu i zamknęłam za sobą drzwi samochodu. Powolnym i nieco chwiejnym krokiem ruszyłam na górę i weszłam do mieszkania. - Jeszcze nie śpisz? - zdziwiłam się widząc siedzącego w salonie brata. Stanęłam w drzwiach i oparłam swoją głowę o framugę.
- Gdzie ty byłaś? - jego twarz była tak poważna, że nie wytrzymałam i głośno się zaśmiałam.
- Daj spokój! Jestem już dorosła i umiem o siebie zadbać. - skrzywiłam się i pobłażliwie na niego popatrzyłam.
- Po prostu jesteś moją młodszą siostrą i się o Ciebie martwię. - przytulił i pocałował mnie w czoło. - A teraz idź się kąpać i spać. Jak ty jutro do pracy pójdziesz? - pokręcił głową i poklepał mnie po ramieniu.
- Normalnie! Oj, jakoś dam radę. - zaśmiałam się i zniknęłam za drzwiami łazienki. Wzięłam zimny prysznic, ubrałam się w piżamę, a następnie zasnęłam w swoim pokoju.
O dziesiątej obudziłam się z ogromnym bólem głowy.
- O matko. - wymamrotałam i wygrzebałam się spod kołdry. Wyjrzałam przez okno i jeszcze raz się załamałam. - Znowu pada. - jęknęłam i wyjęłam z szafy jeansy wraz z miętową bluzą i ruszyłam do łazienki. Położyłam ubrania na grzejniku i zajęłam się maskowaniem opuchniętych oczu. Po chwili wszystko było gotowe. Umyłam zęby i założyłam wcześniej przygotowany zestaw.Następnie udałam się do kuchni, w której nalałam sobie soku pomidorowego ( jeden z dwóch najlepszych sposobów na kaca. Ten drugi to picie dużych ilości wody :D ) i zaczęłam jeść bułkę. Po skończeniu "śniadania" postanowiłam zadzwonić do pracy, przecież nie wiedziałam nawet o której mam tam przyjść.
- Cześć, tu Zoe. - przywitałam się jednocześnie szukając czarnej torby Nike. - Co dzisiaj robimy?
- O szesnastej mamy sesję do jakiejś gazety, więc masz jeszcze dużo czasu. Do zobaczenia!. - usłyszałam w słuchawce.
- Do zobaczenia! - odpowiedziałam entuzjastycznie, bo w końcu znalazłam torbę. Założyłam miętowe buty i wzięłam do ręki smycz. - Aaron! - zawołałam, a on od razu przybiegł. - Kochany piesek! - pocałowałam go w czubek głowy i przypięłam smycz do jego obroży. Po chwili byliśmy już w parku.
- Czy to ty byłaś ostatnio z chłopakami z One Direction w klubie? - usłyszałam za sobą głos mężczyzny.
- Nic Ci do tego. - wycedziłam i odwróciłam się do niego przodem. Od razu oślepił mnie blask fleszy. Ominęłam go i szybkim krokiem popędziłam do mieszkania. Nasypałam karmy do miski i dolałam wody do drugiej. - Do wieczora. - pogłaskałam psa i wyszłam z domu. Popatrzyłam na zegarek, była dopiero trzynasta. Jeszcze trzy godziny. Co ja będę robić przez ten czas? Trudno, pójdę wcześniej, lepiej się przygotuję. Założyłam okulary, żeby nikt mnie już nie rozpoznał i żwawym krokiem ruszyłam do studia. Po godzinie byłam na miejscu. - Hej Amy. - przywitałam się z recepcjonistką. - Mam prośbę. Znajdziesz mi jakąś ekipę remontową? - uśmiechnęłam się, a brunetka pokiwała głową.
- Zrobię co w mojej mocy. - odwzajemniła mój uśmiech. - Na górze czeka na Ciebie niespodzianka. - puściła mi prawe oczko.
- Już się nie mogę doczekać. - powiedziałam z ironią w głosie i udałam się na drugie piętro. Co to może być? Może ta sesja jest jakaś wyjątkowa? Może poznam kogoś kto pomoże mi zostać sławną fotografką? Jednak gdy weszłam do sali wszystkie moje wątpliwości zostały rozwiane. Przede mną stał wielki bukiet kremowych róż. - O matko! - wyszeptałam. Odnalazłam karteczkę na której widniał napis: "Dziękujemy ;*". Zrobiłam zdjęcie kwiatów telefonem i wrzuciłam na twittera z dopiskiem:
"Liam, Louis, Niall, Zayn i Harry. To od Was?"
Od razu odpisali mi z grupowego konta: "Tak :)"
No tak, mogłam się tego spodziewać. Zapytałam: "Z jakiej okazji?"
" Po pierwsze bardzo Cię lubimy. Po drugie dziękujemy Ci za wspólnie spędzony wieczór. Powtórzymy to?". Chcą się spotkać jeszcze raz? Po co mi to wszystko. Fakt, są nawet fajni, tylko nie chcę być na pierwszych stronach gazet. To nie dla mnie. Paparazzi już zaczęli za mną chodzić, chociaż spotkałam się z nimi tylko raz. Odmówię im. "Nie, raczej nie. Dziękuję za tłumy reporterów."
- Zoe! - usłyszałam za sobą uradowany głos Jakoba. - Co tam u Ciebie słychać?
- Cześć! Wszystko dobrze. A jak u Ciebie? Jak dziewczyna? - zasypywałam go pytaniami. - Już wracasz?
- Znacznie lepiej. - uśmiechnął się blado. - Nie, jeszcze nie. Na razie wszystko zostawiam Tobie. Chciałem się tylko dowiedzieć jak Ci idzie.
- Sama nie wiem. Wczoraj chyba było dobrze. - przygryzłam dolną wargę. - Zobaczymy jak pójdzie dzisiaj. Jak coś spieprzę to będzie Twoja wina! - zaśmiałam się i pokazałam na niego palcem.
- Dasz radę. - puścił mi oczko. - Trzymaj się. - wyszedł z pokoju i zostawił mnie w nim samą. Po chwili zaczęła się sesja, a po dwóch godzinach było już po wszystkim. Wzięłam bukiet i wyszłam z budynku. W pewnym momencie ktoś wyrwał mi kwiaty. Inna osoba zasłoniła mi oczy i nim zaczęłam głośno krzyczeć zakryła mi usta dłonią. Wciągnęli mnie do jakiegoś samochodu i posadzili na siedzeniu. Zawiązali mi na oczach chustkę.
- Co wy robicie, kim wy jesteście? - przerażona podciągnęłam nogi na siedzenie i oparłam podbródek na kolanach.
- Porywamy Cię! - odezwał się znajomy mi głos.
- Skądś was znam. - przygryzłam dolna wargę - Znam ten głos. 
- Chłopaki zdemaskowała nas. - powiedział ten sam chłopak i cicho westchnął. Zdjął mi opaskę i w tej chwili ukazał mi się brunet.
- Louis! - wrzasnęłam. - Jak mogliście? - oburzyłam się. - Wypuśćcie mnie stąd! - próbowałam otworzyć drzwi, jednak nie mogłam tego zrobić.
- Nie uciekniesz nam. - wyszczerzył się. - Przywitaj się z Niallem i Zaynem. - pokazał dłonią na chłopaków siedzących z przodu.
- Nie mam zamiaru. Jestem na was obrażona! Co wy sobie myślicie? Że możecie kogoś tak po prostu "zabrać" z ulicy? To jest porwanie! - popatrzyli się na mnie rozbawieni i pokiwali głowami. - A ty lepiej patrz na ulicę. - skierowałam swoją uwagę do Mulata i przybrałam naburmuszoną minę.
- Już jesteśmy. - oznajmił dotąd cicho siedzący blondyn i wyszedł z auta.
- O nie! Ja nigdzie nie idę! Mówiłam, że nie chcę się z wami spotykać. -pokręciłam głową i przylgnęłam do siedzenia.
- Oczywiście, że tak. - w drzwiach z mojej strony pojawił się Nialler. - Chodź. - wyciągnął rękę w moim kierunku i szelmowsko się uśmiechnął.
- Gdzie jesteśmy? - skrzywiłam się i popatrzyłam na niego błagalnie.
- U nas w domu. - zaśmiał się i wyciągnął mnie z samochodu. - Zapraszam. - objął mnie ramieniem, które od razu strąciłam, a on popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam w kierunku furtki. - Gdzie ty idziesz? - wziął mnie "na barana" i zaczął iść w kierunku drzwi wejściowych.
- Puszczaj mnie! - zaczęłam bić go pięściami w plecy, jednak on nie reagował i nadal szedł w kierunku domu cicho się śmiejąc. Po chwili zrezygnowałam i przestałam go uderzać. - Jesteście niemożliwi. - mruknęłam. Gdy byliśmy już w środku postawił mnie na podłodze i zamknął drzwi na klucz. - Po co mnie tutaj przywieźliście? - westchnęłam
- Bo chcieliśmy spędzić z Tobą czas. - uśmiechnął się Louis zajadając marchewkę. - Co będziemy robić?
- Zagramy na xboxie! - Zayn zatarł ręce i popędził do salonu włączyć konsolę. - No chodźcie! - krzyknął z pokoju, więc ruszyliśmy w jego stronę. Nadal nie wierzę, że jestem u nich w domu, po tym jak mnie "grzecznie zabrali" z ulicy. Dlaczego zgodziłam się najpierw iść z nimi do klubu, a potem dać sprowadzić się tutaj. To do mnie nie podobne, martwię się o siebie. Zaśmiałam się w duchu i usiadłam na fotelu. Kurczę, mieli tutaj prześlicznie. - Chodź zagrasz ze mną w fifę! - zwrócił się do mnie.
- Jesteś pewien? - uniosłam jedną brew do góry i posłałam mu kpiące spojrzenie. 
- Ja jestem mistrzem. - zaśmiał się i włączył grę. Haha, on mistrzem? Chyba nie wie co mówi. Potarłam dłonią o dłoń i usiadłam obok niego. W końcu zaczęliśmy grę. Na początku przegrywałam 0:2, jednak gdy skończyliśmy było 5:2. Oczywiście dla mnie. Kiedy zobaczyłam minę swojego przeciwnika od razu się roześmiałam. W całym salonie można było słychać oklaski i gwizdy.
- No co, pytałam czy na pewno chcesz ze mną grać i byłeś taki pewny swojej wygranej. A ja po prostu dobrze gram. - zaśmiałam się i pokręciłam głową.
- No ale, ja.. - zaczął z naburmuszoną miną.
- Chłopie, przegrałeś z dziewczyną! - zaśmiał się Lou i poklepał Mulata po ramieniu. Ten posłał mu złowrogie spojrzenie i zaczął  gonić go dookoła kanapy. Loui piszczał jak baba, a Zayn wyklinał pod nosem.
- Nieźle grasz. - obok mnie usiadł Niall. - Gdzie się nauczyłaś? 
- Jak masz brata to trudno jest nie grać. Kiedyś graliśmy non stop, a teraz nie mamy już czasu. - posmutniałam, ale od razu przybrałam uśmiech.- A dlaczego ten tutaj złości się z przegranej? - zaśmiałam się wskazując na siedzącego na Tomlinsonie Malika. 
- Prawie zawsze z nami wygrywa, więc przegrana z dziewczyną trochę go zezłościła. - uśmiechnął się i  pokazał na xboxa. - Zagrasz?
- Jasne, ale jak przegrasz odwozisz mnie do domu. - zaśmiałam się i włączyłam grę. 
- To może lepiej nie grajmy. - zaśmiał się i wziął pada. Siedliśmy na podłodze i oparliśmy się o kanapę. - Oszukujesz! - zaśmiał się blondyn.
- Ja? Ja nigdy nie oszukuję! - pokręciłam głową i gdy strzeliłam mu gola roześmiałam się z jego naburmuszonej miny. - Musisz się bardziej postarać.
- Daję Ci fory. - mrukną cicho i skupił swój wzrok na telewizorze. 
- A gdzie Liam z Harrym? -  zapytałam zaciekawiona i strzeliłam kolejną bramkę. - Coś kiepsko Ci idzie. 
- Pojechali na zakupy, a my postanowiliśmy pobyć trochę z Tobą. - puścił mi oczko. - No daj człowiekowi wygrać! - zrobił smutną minę i chwilę po tym strzelił mi gola.


*     *     *


Cześć!
Przepraszam, że tak długo czekacie na nowe rozdziały, ale nie mam za dużo czasu na pisanie. Są trochę krótkie... Ale mam nadzieję, że się Wam spodobają. 
Do następnego, Klaudia. xx


P.S. Z kim związać Zoe? Piszcie w komentarzach! :3

piątek, 20 lipca 2012

Rozdział 4

~ Poniedziałek 

- Wstawaj! Idziesz dzisiaj do pracy! - Od razu schowałam głowę pod poduszkę. Jednak po chwili wyskoczyłam z łóżka. Przecież dzisiaj mój pierwszy dzień w pracy! Szybko założyłam białą koszulę, czerwone rurki, kremowy żakiet i czarne buty na obcasie. Udałam się do kuchni w której był już mój brat. - Jak się spało? - spytał nakładając mi jajecznicę na talerz.
- Nawet dobrze. - wymusiłam uśmiech na swojej twarzy i zabrałam się za jedzenie. Udawałam, że ta praca to coś normalnego. Jednak w środku strasznie się bałam. W końcu to moja pierwsza praca. Co prawda wymarzona, bo jako fotografka, ale jeszcze nigdy nie byłam na sesji ze sławnymi osobami. Jak byłam w Polsce to robiłam kilka nieprofesjonalnych sesji przyjaciółce. Trzeba być optymistą. Na pewno się uda! Popatrzyłam na zegar ścienny. Dopiero dwunasta. - A ty nie na uczelni? - podniosłam wzrok znad talerza na brata
- Zaraz biegnę! - zaśmiał się - Życzę powodzenia! Trzymaj się mała. - potargał mi włosy i wyszedł z domu. Rzuciłam jeszcze szybkie "dziękuję", ale Maxa nie było już w mieszkaniu. Pozmywałam po jedzeniu, wzięłam brązową torebkę i ruszyłam na miasto. Wstąpiłam do Starbucksa na moją ulubioną latte. Po wypiciu zamówiłam taksówkę. Na miejscu byłam już o 14:30. Głośno westchnęłam i niepewnym krokiem weszłam na drugie piętro i skierowałam się do sali z której dobiegały już błyski fleszy. Spóźniłam się? Niemożliwe, mam jeszcze trochę czasu.
- Nie, jesteś nawet przed czasem. To oni są za wcześnie. - Powiedział Jakob widząc moją zdziwioną minę. Normalnie czyta w myślach! - Poznaj ... - nie dokończył, bo ktoś mu przerwał.
- Zoe! - usłyszałam krzyk jakiś chłopaków. Podniosłam głowę do góry i znowu zobaczyłam TĄ piątkę chłopaków. Zaraz, zaraz. Mój mózg pracował na najwyższych obrotach. Myślałam, że ten ich zespół to taki jakiś zwyczajny, a tu proszę, chłopaki, którzy będą mieszkać obok mnie są członkami jednego z najbardziej popularnych boysbandów tych czasów. Jednak na przekór losu, ja nigdy nie słyszałam żadnej ich piosenki - Pracujesz tu? - Louis zadał chyba najgłupsze z możliwych pytań.
- Cześć. - odpowiedziałam obojętnie - Nie bystrzaku, przyszłam sobie was obejrzeć! - Czwórka głośno się roześmiała, a Tomlinson założył ręce na klatce piersiowej i zrobił obrażoną minę.
- Skoro się już znacie to zaczynamy sesję! - uradowany Jake chwycił za aparat i uśmiechnął się do nas szeroko. Usiadłam na krześle i przyglądałam się chłopakom. Po chwili do fotografa zadzwonił telefon. Jego twarz od razu przybrała grymas, a oczy się zeszkliły.
- Przepraszam, muszę jechać do szpitala. Moja dziewczyna, ona miała wypadek. Zoe ty to wszystko skończysz. Wierzę w Ciebie! - złapał jeszcze skórzaną kurtkę i wybiegł z pomieszczenia. Chwyciłam za aparat i niepewnie stanęłam przed zespołem.
- Damy radę? - zapytałam nieśmiało i uważnie przyjrzałam się każdemu z nich. Niall bawił się swoimi dłońmi, Liam uspokajał Harrego i Lou, którzy się o coś kłócili, a Zayn przeczesywał swoje włosy palcami. Będzie trudno.
- Tak, damy radę! - krzyknęli jednocześnie - Normalnie jak Bob Budowniczy! - dorzucił blondyn i wszyscy, nawet ja, roześmialiśmy się. Najpierw zrobiłam im kilka zdjęć na których są razem, a następnie każdemu oddzielnie. Wcale nie było tak źle, jak myślałam, że będzie. Zachowywali się bardzo profesjonalnie, choć czasami zdarzało się im zrobić jakąś głupotę, jak na przykład wskakiwanie sobie nawzajem na plecy, co w sumie było całkiem zabawne. Trzeba przyznać, że są bardzo fotogeniczni i nawet przystojni. Na koniec poprosili mnie o wspólne zdjęcie. Po długich namowach udało się im mnie przekonać i jakiś pracownik je nam zrobił. Kiedy wyszli, udałam się na stołówkę. Wzięłam sałatkę i usiadłam przy stole w rogu sali. Jedząc przeglądałam zdjęcia. No, mogę być z siebie dumna! Wyszły na prawdę świetne! Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu, który zasygnalizował przyjście smsa. Był od Jake: "Mam nadzieję, że wszystko poszło dobrze. Weź aparat do domu i zgraj zdjęcia. Wyślesz je potem na maila chłopaków. Weź go z recepcji. Nie wiem kiedy wrócę, więc na razie mnie zastępuj." Dopiero po chwili zrozumiałam treść wiadomości. Przez kilka dni mam fotografować znane osoby. Zdobędę doświadczenie, a potem zostanę sławną fotografką. Zawsze można pomarzyć! Wstałam i zbiegłam na dół. Wzięłam maila do One Direction i dowiedziałam się, że dzisiaj mogę już iść do domu. Wróciłam jeszcze na górę po torbę i wyszłam z budynku. Po drodze do domu zrobiłam sobie małe zakupy, które składały się z chipsów, żelek Haribo, czekoladowych cukierków i ciasteczek.

- Cześć! - krzyknęłam wchodząc do mieszkania, jednak odpowiedziała mi głucha cisza. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa, zgrałam zdjęcia i wysłałam je na pocztę chłopaków. Zalogowałam się na skypie i odrazu zadzwoniłam do mamy. Opowiedziałam jej szybko wszystko co się u nas dzieje, ale po chwili musiałyśmy już kończyć, bo rodzicielka była umówioną z koleżanką. Weszłam na twittera i zobaczyłam zdjęcie, które dzisiaj zrobiono mi z zespołem, dodane przez Liama. Pod nim widniał podpis: "Nasza ukochana fotografko, idziesz dzisiaj z nami do jakiegoś klubu? :)" Szybko odpisałam "Nie mam ochoty". Nie musiałam długo czekać, bo za chwilę mój telefon zaczął grać piosenkę Maroon 5 - Payphone, co oznaczało, że ktoś do mnie dzwoni. Popatrzyłam na wyświetlacz: "nieznany numer". Bez zastanowienia nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak? - powiedziałam i zaczęłam stukać paznokciami o ścianę.
-Cześć Zoe. Tu ja, Louis. - zaśmiał sie cicho - Chodź z nami to tego klubu! - powiedział błagalnym głosem.
-Nie. Już mówiłam, że nie mam ochoty. - zmarszczyłam brwi
- Dlaczego? - zapytał zmartwiony, a w tle usłyszałam głośne westchnięcia.. Pewnie jego kolegów.
- Bo Was nie znam? - wypaliłam już trochę zła - Może jesteście jakimiś zboczeńcami, albo będziecie chcieli mnie porwać? - sama z siebie się zaśmiałam. - Przepraszam, przesadziłam, ale na prawdę nie chce mi się z Wami spotykać. - Westchnęłam i usłuszałam ciche śmiechy.
- No dobrze. - powiedział brunet - Do zobaczenia. - rozłączył się.
Pokręciłam głową i otworzyłam Haribo. Włączyłam jakiś horror na laptopie i zaczęłam go oglądać zajadając żelki. Po dziesięciu minutach rozległ się dzwonek. Spojrzałam na zegar była już prawie ósma. To pewnie mój ukochany braciszek zapomniał kluczy. Z paczką w ręku poszłam do drzwi i je otworzyłam. Jednak za drzwiami nie było Maxa tylko cały zespół One Direction.
- Cześć! - po raz kolejny powiedzieli chórem. - Idziesz z nami! - powiedział Harry i szeroko się uśmiechnął
- Nigdzie z Wami nie idę! - pokręciłam głową i chciałam zamknąć drzwi, jednak mnie wyprzedzili i wepchnęli się do środka.
- Żelki! - zawołał blondyn i zabrał mi opakowanie po czyn wsadził sobie do buzi kilka żelek i zaczął je jeść - Pyszne!
- I moje! - krzyknęłam po czym wskoczyłam mu na plecy i zabrałam mu słodycze - Nie wolno mi zabierać jedzenia! - oburzyłam się i zeszłam z niego. Pozostała czwórka stała obok nas i z rozbawieniem się nam przyglądała. - I nigdzie z Wami nie idę! Poza tym, skąd macie mój adres?
- Z Twojej pracy. - zakomunikował Zayn i szeroko się uśmiechnął - To jak idziemy?- to pytanie padło dzisiaj już któryś raz. Nie wiem dlaczego, ale w końcu się zgodziłam. Przebrałam się w krótką czarną sukienkę, do tego miętowe szpilki i kopertówkę w tym samym kolorze. Zostawiłam jeszcze na stole kartkę z informacją, że wychodzę i razem z chłopakami zeszłam przed wieżowiec.

* * * * *
Z góry przepraszam za możliwe błędy. Nie jestem w stanie nawet określić czy ten rozdział jest długi, ale chyba niestety wyszedł dosyć krótki. To wszystko dlatego, że aktualnie nie mam laptopa. Jednak obiecałam, że jeszcze w tym tygodniu coś dodam, więc męczyłam się z "tym czymś" na telefonie. Nie powiem, bylo bardzo trudno. Następny będzie dłuższy i o wiele ciekawszy :) Proszę o szczere opinie na temat moich obydwu blogów. Jak mijają Wam wakacje?
Do napisania xx

wtorek, 10 lipca 2012

Rozdział 3

Rano obudził mnie dzwonek. Zwlokłam się z łózka i otworzyłam drzwi, za którymi stały bliźniaczki.
- Matko zapomniałam! - walnęłam się w głowę i natychmiast popędziłam do pokoju. - Rozgościcie się! - krzyknęłam podczas wybierania stroju. W końcu zdecydowałam się na krótkie spodenki, białą bluzkę z nadrukiem i miętową torebkę.  Pociągnęłam jeszcze rzęsy tuszem i ruszyłam do kuchni, w której były już Nicole i Mia, a także moje śniadanie. Szybko zjadłam kanapkę i założyłam czarne botki.
- Jeszcze raz przepraszam, że zapomniałam. - skrzywiłam się delikatnie i przekręciłam klucz.
- Nic się przecież nie stało. Każdy może zapomnieć. - zapewniła mnie blondynka i szeroko się uśmiechnęła.  Windą zjechałyśmy na dół  i wsiadłyśmy do taksówki. Po dziesięciu minutach byłyśmy na miejscu, zapłaciłam za kurs i dołączyłam do dziewczyn, które stały już pod domem. Moim oczom ukazała się wielki trzypiętrowy dom. Z moich ust wydobył  się bełkot. Popatrzyłam na nie, wyglądały na równie zaskoczone i przerażone jak ja. Odważyłam się i podeszłam do drewnianych drzwi. Z torebki wygrzebałam klucz i otworzyłam je. We trójkę obeszłyśmy cały budynek. Na parterze była kuchnia, salon i pokój gościnny, na pierwszym piętrze znajdowały się trzy sypialnie i dwie łazienki, a na poddaszu jeden wielki, pusty pokój. Zamknęłyśmy dom i stanęłyśmy przed nim.
- To jest dla mnie za duże. Myślałam, że to będzie mały, przytulny domek, a tu proszę. - stwierdziłam głośno wzdychając.
- Może znajdziesz jakiegoś współlokatora? - zaproponowała Nicole, a ja od razu się wzdrygnęłam. Mieszkać z obcą osobą? Nigdy! Już wolałabym z nimi. A może? Co ja gadam? Znam je jeden dzień. Ale mieszkanie samotnie na takiej przestrzeni mnie przeraża.
- Może wy ... - zaczęłam jąkając się - Może wy chciałybyście ze mną zamieszkać? - wyrzuciłam z siebie jednym tchem i popatrzyłam na nie.
- Wiesz, bardzo chętnie. - zaczęła Mia, a w ich oczach można było zauważyć iskierki. - Tylko my jeszcze nie mamy osiemnastki, ale jak tylko bardzo chętnie. W międzyczasie uporamy się z małym remontem. - uśmiechnęła się przyjaźnie
- To jak jedziemy kupić farby? - zaproponowałam i nie musiałam dłużej czekać na odpowiedź, gdyż ich szerokie uśmiechy mówiły wszytko. Zadzwoniłam po taksówkę i już po chwili byłyśmy w drodze do sklepu. Nie obyło się bez sporów, lecz w końcu wybrałyśmy jak będzie wyglądać nasz salon. Nasz, jak to dziwnie brzmi. Przejdźmy do rzeczy. Postanowiłyśmy, że jedną ze ścian pomalujemy na jasno różowo, resztę okleimy beżową tapetą we wzorki. Kupiłyśmy też białe karnisze, brązowe zasłonki, wielki, puszysty brązowy dywan, jasną kanapę, fotel o takim samym kolorze, mały jasny stoliczek, różowy fotelik i stół z krzesłami.
- Na dzisiaj koniec. Stwierdzam brak funduszy. - zmarszczyłam brwi i pokręciłam głową. - Zawieziemy to, a potem musimy to jakoś uczcić.
- Na pewno mają tu jakieś dostawy. - Wszystkie się zgodziłyśmy i ruszyłyśmy w stronę Punktu Obsługi Klienta. Ustaliłyśmy, że nasze zakupy dojadą do nas za około godzinę. Tym razem zamiast taksówką postanowiłyśmy, że wybierzemy się autobusem. Przez czterdzieści minut snułyśmy plany dotyczące swoich pokoi. Po tym czasie znalazłyśmy się na przystanku przy naszym lokum. Przeszłyśmy kawałek i weszłyśmy do środka. Postanowiłyśmy przyjrzeć się jeszcze ogrodowi. Z tarasu  schodziło się na przestrzeń pokrytą trawą. Na końcu działki rosły dwa wielkie drzewa pośrodku których stała mała ławeczka.
- Posadzimy trochę kwiatków i będzie wspaniale. - zachwyciła się Mia, gdy nagle rozległ się dzwonek. W jednej chwili znalazłyśmy się pod drzwiami. Tak jak myślałyśmy, to były nasze nowe rzeczy do salonu. Nakazałyśmy je wnieść do pokoju gościnnego. Podpisałyśmy odbiór dostawy i razem z kierowcą wyszłyśmy przed dom, zamknęłyśmy go i zastanawiałyśmy się co teraz zrobimy.
- Zoe! - rozejrzałam się i przed sobą ujrzałam blondyna. Skądś go kojarzyłam. No tak, z parku.
- Cześć. - odpowiedziałam i przymrużyłam delikatnie oczy. - Czegoś chcesz? - zapytałam
- Nie, chciałem się tylko przywitać. Mieszkam tutaj. - pokazał na dom po przeciwnej stronie ulicy. Nie, nie, nie! Tylko nie to! - Z chłopakami. - uśmiechnął się szeroko. Boże, tylko nie to! Proszę, niech powie, że to jakiś żart. To niemożliwe! Na mojej twarzy pojawił się grymas.
- O matko! - pisnęła Nicole. - To przecież Niall Horan! I będzie mieszkać obok mnie!
- Tylko nie zemdlej. - zaśmiałam się, a niebieskooki powtórzył mój gest. - Kim ty w ogóle jesteś?
- Śpiewam. Mam z tą czwórką, którą wczoraj poznałaś zespół. - powiedział trochę zdziwiony moim pytaniem - Może chcecie do nas przyjść?
- Jasne! - odpowiedziały bliźniaczki - Bardzo chętnie.
- Ja nie mogę. - popatrzyłam na zdziwione miny dziewczyn. - Obiecałam coś Maxowi. - wykręciłam się
- Może następnym razem? - zaproponował
- Na pewno. - skłamałam i posłałam mu najbardziej sztuczny uśmiech na jaki tylko było mnie stać.

Mia i Nicole wraz z blondynem ruszyli do jego mieszkania, a ja zadzwoniłam do brata.
- Cześć, gdzie jesteś? 
- W studiu. Mam właśnie sesję. Chcesz przyjechać? Może znajdziemy Ci tu jakąś pracę? - zaoferował i uśmiechnęłam się sama do siebie. Po chwili dostałam smsa z adresem, złapałam taksówkę i pojechałam pod miejsce pracy brata. Był to pięciopiętrowy biały budynek z wielkimi oknami. Od razu weszłam do środka. Spytałam się recepcjonistki gdzie znajduje się mój brat i natychmiast ruszyłam na drugie piętro, gdzie aktualnie przebywał. Chyba skończył, bo rozmawiał właśnie z fotografem, był mniej więcej w jego wieku. Stanęłam za jego plecami i zakryłam mu oczy.
- Zgadnij kto to - powiedziałam piskliwym głosem na co on się zaśmiał
- Ciocia Helen? - odwrócił się i wytknął język w moją stronę - Co tam młoda? - potargał moje włosy, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
- Dobrze. - pokiwałam głową. - Wydałam dzisiaj wszystkie pieniądze, więc muszę jak najszybciej znaleźć jakąś pracę. 
- Poczekaj chwilę. - Podszedł do chłopaka, z którym wcześniej dyskutował. Po chwili zawołał mnie, więc podeszłam do nich.
- Więc to jest ta słynna Zoe. - uśmiechnął się. - Ja jestem Jakob. 
- Miło mi. - uśmiechnęłam się delikatnie i zmierzyłam do wzrokiem. 
- To jak, chcesz zacząć od następnego tygodnia? Będziesz moją asystentką, czasami porobisz zdjęcia jakimś sławom, co ty na to? - skinęłam głową - Pracujesz w poniedziałki, wtorki, środy i zawsze wtedy kiedy do Ciebie zadzwonimy, więc musisz  być raczej ogólnodostępna. - zaśmiał się. - Czyli widzimy się w poniedziałek o  15. Powinniśmy skończyć po trzech godzinach.
- Dobrze, do zobaczenia. - uśmiechnęłam się, a Max przybił z Jakobem piątkę. Po pożegnaniu się udaliśmy się do domu.


Niall:
- Chłopaki! Mamy gości! - krzyknąłem z przedpokoju w którym od razu pojawiła się brakująca czwórka. - Blondynka to Mia, a brunetka to Nicole, dacie radę zapamiętać? - zaśmiałem się.
- Damy radę! - zawołali i po chwili siedzieliśmy już w salonie oglądając jakąś komedię.
- Ona powinna być z Nickiem, a nie z tym Seanem. - pokręcił głową Harry, a my wybuchliśmy śmiechem.
- On zawsze tak bardzo przeżywa wszystkie filmy? - zapytała Nicole
- Tak, to normalne . - odpowiedział Louis jedząc swoją marchewkę. - Tak, ja zawsze je jem. - powiedział widząc na sobie wzrok dziewczyny, na co ona się roześmiała.
- Kim jest Max? - zapytałem blondynki. To pytanie nurtowało mnie cały czas odkąd zostawiliśmy Zoe pod ich domem. Jest taka śliczna, ale niedostępna. Ciekawe czy tylko udaje, czy na prawdę taka jest. A może ten cały Max to jej chłopak?
- Max to jej brat. - dziewczyna zaśmiała się, a mi kamień spadł z serca. - Chodź Nicole, zbieramy się. Musimy jeszcze odrobić lekcje. - obydwie wstały po czym pożegnały się z nami i wyszły z naszego domu.
- Stary! Skąd ty takie laski wytrzasnąłeś?! - zaśmiał się Zayn, a ja wzruszyłem ramionami
- Będą mieszkały obok nas. - uśmiechnąłem się szeroko - A co podoba Ci się któraś?
- Może. - wytknął język w moją stronę, a reszta się zaśmiała. Zayn jak Zayn, wiadomo, że pochodzi chwilę z dziewczyną i zaraz z nią zerwie.

niedziela, 8 lipca 2012

Rozdział 2

- Mała wstawaj. - usłyszałam nad swoim uchem. - No wstawaj diabełku! - ktoś zaśmiał się i mną potrząsnął
- Idź szatanie! - wymamrotałam i otworzyłam jedno oko - Już jesteśmy? - otworzyłam drugie i przeciągnęłam się po czym wyjrzałam przez okno i byłam wprost oczarowana. Pod nami rozciągał się krajobraz Londynu. - Pięknie. - wyszeptałam, jednak Max usłyszał
- To jeszcze nic, z bliska jest jeszcze piękniejszy. - pstryknął mnie w nos - Jutro idziemy zwiedzać! A w mieszkaniu czekają na Ciebie dwa prezenty. - uśmiechnął się szeroko, a ja go mocno przytuliłam
- Już nie mogę się doczekać. - uśmiechnęłam się delikatnie i posłałam mu buziaka w powietrzu. - Nie wiem co to za niespodzianki, ale na prawdę nie musiałeś ich kupować.
- Kupiłem tylko jedną. - zaśmiał się, a ja zmierzyłam go wzrokiem. - Patrz, lądujemy! - wskazał palcem na szybę, a ja odwróciłam się w jej kierunku, rzeczywiście wylądowaliśmy. Wysiedliśmy z samolotu po czym odebraliśmy walizki i ruszyliśmy przed lotnisko. Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy nią pod wieżowiec Maxa.

-Będziesz spała w pokoju gościnnym. - mówił, kiedy wysiadaliśmy z windy. Kiedy podeszliśmy pod drzwi mieszkania dało się słyszeć głośne szczekanie - Ten idiota nigdy nie potrafi się uciszyć! Zniszczył całą niespodziankę! - pokręcił głową i kluczem otworzył drzwi. W jednym momencie zza nich wybiegł mały czekoladowy piesek rasy Golden Retriver.
- O matko! - pisnęłam po czym kucnęłam przy piesku i od razu zaczęłam go głaskać. - Jest śliczny! - pobiegłam za bratem do środka i przytuliłam go mocno do siebie po czym pocałowałam go w policzek -Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! - po raz kolejny na mojej twarzy zawitał uśmiech
- Ten uśmiech był tego warty. - zaśmiał się i potargał mi włosy - Idź się rozpakować, a potem dostaniesz drugi. - poklepał mnie po ramieniu. Ruszyłam w kierunku szarych drzwi. Gdy je otworzyłam ujrzałam mały pokoik z szarymi ścianami, czerwoną kanapą i tego samego kolory zasłonkami. Z prawej strony stała szafa i komoda, a z lewej wcześniej wspomniana kanapa. Usiadłam na niej, odchyliłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy.
- Czas przywitać się z nowym życiem. - powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się do siebie. W pewnym momencie coś polizało moją nogę. Otworzyłam oczy i przed sobą zobaczyłam małego, merdającego ogonkiem potworka. Poklepałam miejsce obok siebie, a on wskoczył i zaczął mnie lizać po dłoni. Pogłaskałam go przyjrzałam się mu uważniej. - Nazwę Cię Carmel, dobrze? - uśmiechnęłam się i pocałował go w czubek jego mądrej główki. Udałam się do brata, który właśnie przygotowywał kolację. - Nazwę go Carmel, może być?
- No właśnie jest jeden problem. - odwrócił się do mnie przodem i delikatnie się uśmiechnął. - On ma już imię, dała mu je jego wcześniejsza właścicielka. Reaguje na nie i trudno będzie go nauczyć drugiego.- na mojej twarzy pojawił się grymas, jednak po chwili uśmiechnęłam się, bo przecież imię nie jest aż takie ważne. Bardziej istotny jest jego charakter, a jak na razie prezentuje się wprost wyśmienicie. Jest żywy, przyjacielski i kocha się bawić. Popatrzyłam na psa, który właśnie biegał za gumową piłeczką. - To jak ma na imię?
- Aaron. - uśmiechnął się i wrócił do przyrządzania kanapek. Postawił je na stole, a obok nich dwa kubki z herbatą. - Smacznego!
- Dziękuję i nawzajem! - wzięłam się za jedzenie kolacji, którą popijałam angielską herbatą. - Obejrzymy potem jakiś film?- zaproponowałam, a on tylko skinął głową, na znak, że się zgadza.
Wybrałam "Jedź, módl się i kochaj". Oglądałam tą produkcję kilka raz i zawsze zazdroszczę głównej bohaterce, Liz, szczęścia jakie ma. Tego, że posiada tylu przyjaciół, znajomych, a także wspaniałego mężczyznę. To jedno z moich marzeń. Jednak nigdy się nie spełni, ponieważ zraziłam się do ludzi i chyba nigdy już nie odzyskam zaufania do nich.


Po obejrzeniu filmu chwyciłam brązową obrożę z dzwoneczkiem i zapięłam ją Aaronowi. Złapałam czarną smycz z nadrukiem kostek i przypięłam ją do obroży. Zastanawiałam się czy nie przejść się schodami, jednak wizja schodzenia z dziesiątego piętra delikatnie mnie przeraziła, więc na dół zjechałam windą. Sama nie wiem gdzie szłam, gdyż moim przewodnikiem był pies, który ciągnął mnie w określonym kierunku. Kiedy zza rogu wyłonił mi się park mimowolnie uśmiechnęłam się i poklepałam psa po głowie.
- Mądrala. - zaśmiałam się i ruszyłam w stronę skweru. Gdy już tam doszłam usiadłam na ławce pod wierzbą i spuściłam psa ze smyczy. Po chwili usłyszałam szczekanie retrivera. - Aaron! - krzyknęłam, ale pies do mnie nie przybiegł. Ruszyłam za hałasem i zobaczyłam piątkę chłopaków bawiących się z moim psem. - Aaron, chodź tutaj!- zawołałam, a ten grzecznie do mnie przybiegł. Przypięłam smycz do jego obroży i pogroziłam mu palcem. - Niegrzeczny pies! Nie wolno tak uciekać! - pokręciłam głową i kiedy się odwróciłam usłyszałam, że ktoś coś do mnie mówi? Do mnie? Przecież ze mną się nie rozmawia. 
- Ładny pies. - zagadnął blondyn i szeroko się uśmiechnął. Prawdę mówiąc, jest nawet przystojny i jego koledzy też. Tylko co z tego?  To przecież chłopak. Od razu wygoniłam te myśli ze swojej głowy.
- Dzięki. - odburknęłam i ruszyłam przed siebie. Po chwili ktoś złapał mnie za ramię. Szybko uwolniłam się z uścisku i popatrzyłam na tą osobą morderczym spojrzeniem. - Czego chcecie? - warknęłam i zmarszczyłam swoje brwi
- Chcieliśmy się przywitać. - zaczął niepewnie chłopak o kręconych włosach.
- Jakoś nie mam ochoty się z Wami zapoznawać. - powiedziałam i wzruszyłam obojętnie ramionami
- Dlaczego? - inicjatywę przejął blondyn i przenikliwie zaczął mi się przyglądać
- Ponieważ nie mam ochoty rozmawiać z nieznajomymi. - przewróciłam oczami 
- W takim razie to jest Niall - lokowaty pokazał na blondyna - Zayn - tym razem skierował swoją dłoń w stronę  mulata - Ten z tyłu to Liam - wskazał na chłopaka z brązowymi włosami - Louis - przedstawił kolejnego bruneta - A ja jestem Harry. Widzisz, teraz już nas znasz. - uśmiechnął się szarmancko - A ty jak masz na imię?
- Zoe. - rzuciłam i dokładnie zlustrowałam całą piątkę. - Muszę iść, cześć. -kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę domu. Po drodze wstąpiłam do sklepu i kupiłam swoje ulubione cukierki, żelki i ciasteczka. Kocham jeść i nie przejmuję się swoją wagą. Nie wiem jak to robię, ale jem strasznie dużo i nadal jestem chuda. Z resztą to jest wielki plus, nie wytrzymałabym chyba bez słodyczy jednego dnia. Usiadłam przed sklepem na ławeczce i zadzwoniłam do brata. Musiałam się dowiedzieć jak mam dostać się spod spożywczego do mieszkania. Kiedy wszystko już wiedziałam rozłączyłam się i szybkim krokiem ruszyłam do domu.


Po otworzeniu drzwi i zdjęciu psu obroży wkroczyłam do salonu. Po wejściu do pokoju doznałam szoku. Mój brat siedział na fotelu, a na kanapie dwie dziewczyny. Wyglądały identycznie - pewnie bliźniaczki - pomyślałam i od razu skarciłam się w myślach. Na pewno bliźniaczki, bo kto inny wygląda tak samo? Jedyne co je różniło to kolor włosów. Jedna była blondynką, a druga brunetką.
- Cześć! - powiedziały równocześnie i pomachały do mnie
- Poznaj Mię i Nicole. - przedstawił je brat i uśmiechnął się zachęcająco.
- Zoe. - powiedziałam i wymusiłam uśmiech na swojej twarzy. - To nie będę Wam przeszkadzać - rzuciłam i skierowałam się w stronę swojego pokoju. Kiedy nagle ktoś złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Max. Westchnęłam, a on tylko popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem. - Nie jestem już mała i sama sobie będę wybierać znajomych.
- Dobrze Cię znam i wiem, że gdybym zostawił sprawę w Twoich rękach na pewno nikogo byś nie poznała. Ja idę do siebie, a ty zostań tam z nimi i porozmawiaj. Spotkałem je parę razy i zamieniłem z nimi kilka zdań. Uważam, że są bardzo sympatyczne i w dodatku mieszkają w naszym bloku. No już! - poklepał mnie po ramieniu i ruszył do swojego pokoju. Zrezygnowana dołączyłam do bliźniaczek. O dziwo rozmawiało mi się z nimi całkiem fajnie. Rzeczywiście są bardzo miłe. Chyba będę musiała odstąpić od swoich zasad i dać im szansę. Przecież nie mogę żyć w tym ogromnym mieście i nikogo poza moim bratem nie znać.
- Może chciałybyście pojechać jutro ze mną do mojego domu i pomóc mi go trochę zaprojektować? - zapytałam i po chwili zdziwiłam się, że takie słowa wypłynęły z moich ust. Nie byłam z tego zadowolona, jednak nie mogłam już zmienić zdania, bo dziewczyny wydawały się bardzo ucieszone taką propozycją i od razu się zgodziły. Umówiłyśmy się, że o dziesiątej do mnie przyjdą i razem tam pojedziemy. Po dwunastej dziewczyny udały się do swojego mieszkania. Natomiast ja wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w piżamę, która składała się z krótkich spodenek i topu. Rozłożyłam kanapę, położyłam na nią czerwone prześcieradło, rzuciłam poduszkę w szarej poszewce i kołdrę w tym samym  kolorze. Położyłam się i od razu zasnęłam 

sobota, 7 lipca 2012

Rozdział 1

Od trzydziestu minut cała w nerwach siedzę na ławce przed salą rozpraw. Nie, ja nikomu nic nie zrobiłam. Wręcz przeciwnie. Czekam, aż zakończy się rozprawa o gwałt na Zoe Miles - czyli mnie. Moje życie jest straszne. Kiedy miałam trzy lata mój ojciec umarł na zawał. Pamiętam go jak przez mgłę, a jego twarz znam ze zdjęć. Potem, kiedy miałam szesnaście, czyli dwa lata temu, moja siostra została postrzelona i także zmarła. A teraz, kiedy mam osiemnaście siedzę w sądzie, bo ktoś postanowił zabawić się moim kosztem. Popatrzyłam tylko na mamę, która wydawała się być spokojniejsza ode mnie. Usiadłam bliżej niej i blado się uśmiechnęłam. Udawałam, że mnie to nie rusza, że jestem twarda. Jednak w środku płakałam jak małe dziecko. Ta cała sytuacja mnie przerasta. Na szczęście jutro wylatuję do Londynu, może tam w końcu spróbuję żyć od nowa, samotnie? Nienawidzę poznawać nowych ludzi. Jestem zamknięta w sobie i doskonale to wiem, ale przez to co przeszłam straciłam zaufanie do ludzi.
- Miles! Jeszcze Cię znajdę i się policzymy! - z zamyślenia wyrwał mnie głos oskarżonego - Przez Ciebie idę do pierdla! Znajdę Cię, zobaczysz! A wtedy za wszystko mi zapłacisz!
- Nie boję się Ciebie. - wysyczałam i przenikliwym wzrokiem popatrzyłam prosto na niego. - Nigdy mnie nie znajdziesz.- powiedziałam szeptem i razem z rodzicielką wyszłyśmy przed budynek. - Max! - krzyknęłam i pobiegłam do brata i od razu mocno go przytuliłam, a w moich oczach pojawiły się łzy. - Co ty tu robisz? - uśmiechnęłam się delikatnie nadal nie wypuszczając go z uścisku
- Wariatko! Puść mnie! - zaśmiał się, a ja zrobiłam to o co mnie poprosił. - Jak to co? Przyjechałem tu do mojej najukochańszej siostry. - uśmiechnął się szeroko i wytarł mi łzy, które właśnie spływały po moich policzkach - Cześć mamo! - przytulił się do Susan i pocałował ją w policzek - Przyjechałem Wam pomóc z przeprowadzką Zoe. - uśmiechnął się i we trójkę ruszyliśmy do samochodu, którym pojechaliśmy do domu.

- O której jutro mamy samolot? - zapytałam podczas jedzenia obiadu, który przygotował Max. Jest świetnym kucharzem, nawet zwyczajne kanapki, które przygotuje on, są znacznie lepsze od wszystkich innych. - Czy już Ci kiedyś mówiłam, że świetnie gotujesz?
- Tak, mówiłaś mi to wieeele razy. - powiedział delikatnie przeciągając słowo "wiele" - O dwunastej, ale musimy być tam o dziesiątej, najpóźniej o jedenastej.
- To ja biegnę się pakować! - powiedziałam po skończeniu spaghetti i ruszyłam do swojego pokoju.
Do dwóch walizek spakowałam wszystkie swoje ubrania, a do trzeciej włożyłam pamiątki. Różnego rodzaju zdjęcia, obrazki i małe przedmioty, które były upominkami z wakacji. Kiedy skończyłam usiadłam zrezygnowana na łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Stały tu już tylko puste meble i trzy walizki na środku. Na pewno będę tęsknić za Polską i za Kasią! Właśnie, Kasia! Miałam się z nią spotkać. Zerknęłam na zegarek. Była dziewiętnasta. Wyjęłam IPhona z kieszeni spodenek i zadzwoniłam do swojej jedynej przyjaciółki.
- Cześć. Wpadniesz do mnie? - zaproponowałam i usłyszałam tylko "Już biegnę!". I jak tu wytrzymać z taką dziewczyną? - pokręciłam głową i zeszłam na dół w celu napicia się czegoś zimnego. Jest połowa maja, a już są takie upały. To dosyć dziwne jak na Polskę. Gdy nalewałam sobie wody do szklanki w domu rozległ się dzwonek. - Już idę! - krzyknęłam i wypiłam wodę. Leniwie ruszyłam w stronę drzwi, otworzyłam je, a za nimi stała zdyszana blondynka.
- Matko, ty naprawdę biegłaś. - pokręciłam głową i wpuściłam ją do środka. - Chcesz się czegoś napić? - zaproponowałam, a ona tylko pokiwała głową. Podałam jej szklankę wody i uśmiechnęłam się, gdy wypiła ją jednym duszkiem.
- Cześć. - przywitała się i przytuliła mnie. - Spakowana? - na jej twarzy pojawił się grymas
- Cześć. - walnęłam ją w ramię. - Tak, wszystko gotowe.
- Chodź, pójdziemy do jakiejś kawiarni!- ożywiła się i była już przy drzwiach. - No ruszaj tą dupę. Chyba chcesz się jakoś ze mną pożegnać, nie? - zaśmiała się, a ja podążyłam za nią. Weszłyśmy do naszej ulubionej kafejki. Usiadłyśmy przy naszym stałym stoliku i zamówiłyśmy dwie szarlotki. Po raz ostatni rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było małe, ale bardzo przytulne. Ściany były kremowe, a podłoga jasna. Stało tu około dziesięć stoliczków. Na każdym z nich leżała kremowa serwetka i flakonik z różowymi kwiatkami. Tym razem były to tulipany natomiast na parapetach stało mnóstwo zielonych roślin.
- Gdzie będziesz mieszkać? - zaciekawiona wpatrywała się we mnie.
- Na razie u brata. Muszę przeprowadzić remont w tym domku i potem się do niego sprowadzę. - uśmiechnęłam się blado. - Jak już to zrobię, obiecuję, że Cię do siebie zaproszę i zrobimy sobie seans horrorów. - w moich oczach pojawiły się małe iskierki na co Kasia tylko się zaśmiała.
- Głupia jesteś. Wiesz, że panicznie boję się horrorów. Nie to co ty. - zagryzła dolną wargę i zaczęła wpatrywać się w ciastko, które właśnie przyniósł kelner. - Ale z zaproszenia skorzystam i na pewno przyjadę. - uśmiechnęła się i zabrała się za jedzenie szarlotki.

Ojciec przed śmiercią zapisał na mnie dom swoich rodziców, który znajdował się w centrum Londynu. Dowiedziałam się, kiedy skończyłam osiemnaście lat, bo dopiero wtedy mogłam wejść w posiadanie jakiejkolwiek posiadłości. Budynek jest podobno w bardzo dobrym stanie, jednak ja wolę przemalować wszystkie ściany i kupić nowe meble, aby urządzić go po swojemu. W końcu mam w nim mieszkać do końca swojego życia, prawda?

Zaczęłam jeść swój kawałek ciastka i szeroko uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
- Nawet nie wiesz, jak będzie mi Ciebie brakować. - Delikatnie przechyliłam swoją głowę w bok uważnie przyglądając się dziewczynie. - Nigdy nie poznam już takiego fajnego człowieka. Z resztą, już pewnie nikogo nie poznam. - wzruszyłam ramionami i kontynuowałam jedzenie
- Daj spokój. - oburzyła się - Nie możesz się zamykać w sobie. Nie wszyscy ludzie są źli. Na przykład ja. - zaśmiała się, jednak po chwili przybrała poważną twarz. - Musisz poznać kogoś nowego. Daj ludziom szansę. Proszę. - położyła nacisk na proszę i błagalnym wzrokiem na mnie spojrzała
- Wiesz, że nie mogę Ci tego obiecać. - przymrużyłam oczy i poczułam na sobie przenikliwy wzrok blondynki - Okej, okej! Spróbuję. - udobruchana skoczyła jeść swoje ciastko i przeniosła swój wzrok na moje. - Tak, możesz je zjeść. - zaśmiałam się i podsunęłam jej biały talerzyk
- Dzięki! - ucieszyła się i zjadła moją szarlotkę. - To jak idziemy? Jest już po dwudziestej. - wstała i popatrzyła na mnie wyczekująco
- Jasne. - posłałam jej uśmiech i ruszyłam za nią do drzwi. - Wpadniesz jeszcze do nas na chwilę?
- No nie wiem, nie wiem. - pokręciła głową - Może na chwilkę. - uniosła jeden kącik ust do góry.


Następnego dnia:


-Wstawaj! - usłyszałam głos brata jednak postanowiłam go zignorować i przykryłam się kołdrą aż po czubek głowy. - Leniu! - poczułam jak ktoś ściąga ze mnie kołdrę i siada obok mnie na łóżku
- Mhhhm. - wymamrotałam i powoli otworzyłam powieki. - Która godzina? - zapytałam zaspana i głośno ziewnęłam
- Dokładnie trzy po siódmej. - powiedział spoglądając na zegarek, a kiedy włożyłam głowę pod poduszkę zdjął ją ze mnie i zaczął mnie łaskotać. - Nie, proszę. Tylko nie to! - skrzywiłam się, ale już po chwili nie mogłam wytrzymać i wybuchłam donośnym śmiechem.
- Czyżby wiecznie obrażona i smutna Zoe Miles właśnie się zaśmiała? - uniósł jedną brew do góry, a ja wytknęłam język w jego stronę - Wstawaj skarbie, musisz sprawdzić czy wszystko zabrałaś. Jak zejdziesz to zrobię Ci jajecznicę, dobrze? - mruknęłam coś pod nosem, a on pocałował mnie w czoło
Ubrałam się w różowe spodenki, top i beżowe conversy. Następnie uczesałam włosy i zaplotłam je w gruby warkocz, na końcu którego przyczepiłam beżową kokardkę. Zbiegłam na dół i przywitałam się z mamą po czym ruszyłam w stronę kuchni, skąd roznosił się wspaniały zapach.
- Zamiast jajecznicy postanowiłem zrobić naleśniki. - uśmiechnął się szeroko - Nie chcę się chwalić, ale wyszły naprawdę dobre. - zaśmiał się i postawił talerz, na którym leżał ogromny naleśnik z bitą śmietaną na wierzchu, na stole.
- Mhmmm. - oblizałam usta po czym usiadłam przy stole i zaczęłam jeść kulinarne cudo Maxa. - Pyszne! - skomplementowałam i puściłam do niego oczko.
- To bardzo się cieszę. Masz jeszcze dwie godziny na sprawdzenie wszystkiego. Ja na razie zaniosę twoje trzy walizki do samochodu mamy. - przekręcił oczami - Kobiety. - pokręcił głową, a ja walnęłam go w brzuch śmiejąc się przy tym. - Widzę, że moje towarzystwo dobrze na Ciebie działa. Musisz się otworzyć na ludzi.
- Koniec. Wychodzę stąd! Nie mam zamiaru słuchać tego co właśnie chcesz mi powiedzieć! - przytknęłam dłonie do uszy i krzycząc "lalalalala" pobiegłam do swojego pokoju.
Wyjęłam telefon i napisałam wiadomość do przyjaciółki - "Okęcie, 10:00. Obecność obowiązkowa!". Jeszcze raz sprawdziłam wszystkie szuflady, szafki i szafy. Kiedy byłam pewna, że wszystko zabrałam spakowałam jeszcze laptopa i aparat do torby podręcznej. Dostałam smsa od blondynki : "Za jakie grzechy tak wcześnie? Trudno, skoro obecność obowiązkowa, to będę.". Uśmiechnęłam się sama do siebie i chwytając torbę udałam się na dół, gdzie w salonie siedzieli moi najbliżsi. Postawiłam torbę na podłodze i usiadłam między nimi na kanapie po czym przytuliłam się do rodzicielki.
-Będę tęsknić. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem odsuwając się od niej kawałek. - Mam nadzieję, że będziesz nas odwiedzać, prawda?
- Będę, będę. - uśmiechnęła się, a w jej oczach pojawiły się łzy. Mocno mnie do siebie przytuliła po czym wstała i klasnęła w dłonie. - Chodźcie dzieci, już wpół do dziesiątej.
Całą trójką wsiedliśmy do samochodu. Przez całą drogę na lotnisko trwała cisza, która była po prostu nie do zniesienia. W końcu kilka minut po dziesiątej byliśmy na miejscu. Przytuliłam przyjaciółkę, która wytrwale na nas czekała.
- Będzie mi Was bardzo brakować i będę strasznie tęsknić. - powiedziałam do blondynki i do rodzicieli, a one od razu mnie przytuliły.
- Masz dzwonić, jasne? - powiedziała Kasia i pokiwała palcem. - Na pewno do Ciebie przyjadę, tylko najpierw uporaj się z tym nieszczęsnym remontem. - ponownie ją przytuliłam i pocałowałam w policzek. To samo zrobiłam z mamą.
W końcu przeszliśmy do bramek, zapłaciliśmy za nadbagaż i wsiedliśmy na pokład samolotu. Usiadłam pod oknem, a Max obok mnie. Wyjęłam telefon wraz ze słuchawkami, które od razu włożyłam do uszy i puściłam jedną ze swoich ulubionych piosenek - Ed Sheeran - The A Team. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

____________________________________________
Miało być krótkie wprowadzenie, jednak jak się rozpisałam to pomyślałam, że ten post zaliczę już do rozdziałów.
Życzę miłego czytania i liczę na szczerą krytykę.
Do napisania, xx ;*