piątek, 20 lipca 2012

Rozdział 4

~ Poniedziałek 

- Wstawaj! Idziesz dzisiaj do pracy! - Od razu schowałam głowę pod poduszkę. Jednak po chwili wyskoczyłam z łóżka. Przecież dzisiaj mój pierwszy dzień w pracy! Szybko założyłam białą koszulę, czerwone rurki, kremowy żakiet i czarne buty na obcasie. Udałam się do kuchni w której był już mój brat. - Jak się spało? - spytał nakładając mi jajecznicę na talerz.
- Nawet dobrze. - wymusiłam uśmiech na swojej twarzy i zabrałam się za jedzenie. Udawałam, że ta praca to coś normalnego. Jednak w środku strasznie się bałam. W końcu to moja pierwsza praca. Co prawda wymarzona, bo jako fotografka, ale jeszcze nigdy nie byłam na sesji ze sławnymi osobami. Jak byłam w Polsce to robiłam kilka nieprofesjonalnych sesji przyjaciółce. Trzeba być optymistą. Na pewno się uda! Popatrzyłam na zegar ścienny. Dopiero dwunasta. - A ty nie na uczelni? - podniosłam wzrok znad talerza na brata
- Zaraz biegnę! - zaśmiał się - Życzę powodzenia! Trzymaj się mała. - potargał mi włosy i wyszedł z domu. Rzuciłam jeszcze szybkie "dziękuję", ale Maxa nie było już w mieszkaniu. Pozmywałam po jedzeniu, wzięłam brązową torebkę i ruszyłam na miasto. Wstąpiłam do Starbucksa na moją ulubioną latte. Po wypiciu zamówiłam taksówkę. Na miejscu byłam już o 14:30. Głośno westchnęłam i niepewnym krokiem weszłam na drugie piętro i skierowałam się do sali z której dobiegały już błyski fleszy. Spóźniłam się? Niemożliwe, mam jeszcze trochę czasu.
- Nie, jesteś nawet przed czasem. To oni są za wcześnie. - Powiedział Jakob widząc moją zdziwioną minę. Normalnie czyta w myślach! - Poznaj ... - nie dokończył, bo ktoś mu przerwał.
- Zoe! - usłyszałam krzyk jakiś chłopaków. Podniosłam głowę do góry i znowu zobaczyłam TĄ piątkę chłopaków. Zaraz, zaraz. Mój mózg pracował na najwyższych obrotach. Myślałam, że ten ich zespół to taki jakiś zwyczajny, a tu proszę, chłopaki, którzy będą mieszkać obok mnie są członkami jednego z najbardziej popularnych boysbandów tych czasów. Jednak na przekór losu, ja nigdy nie słyszałam żadnej ich piosenki - Pracujesz tu? - Louis zadał chyba najgłupsze z możliwych pytań.
- Cześć. - odpowiedziałam obojętnie - Nie bystrzaku, przyszłam sobie was obejrzeć! - Czwórka głośno się roześmiała, a Tomlinson założył ręce na klatce piersiowej i zrobił obrażoną minę.
- Skoro się już znacie to zaczynamy sesję! - uradowany Jake chwycił za aparat i uśmiechnął się do nas szeroko. Usiadłam na krześle i przyglądałam się chłopakom. Po chwili do fotografa zadzwonił telefon. Jego twarz od razu przybrała grymas, a oczy się zeszkliły.
- Przepraszam, muszę jechać do szpitala. Moja dziewczyna, ona miała wypadek. Zoe ty to wszystko skończysz. Wierzę w Ciebie! - złapał jeszcze skórzaną kurtkę i wybiegł z pomieszczenia. Chwyciłam za aparat i niepewnie stanęłam przed zespołem.
- Damy radę? - zapytałam nieśmiało i uważnie przyjrzałam się każdemu z nich. Niall bawił się swoimi dłońmi, Liam uspokajał Harrego i Lou, którzy się o coś kłócili, a Zayn przeczesywał swoje włosy palcami. Będzie trudno.
- Tak, damy radę! - krzyknęli jednocześnie - Normalnie jak Bob Budowniczy! - dorzucił blondyn i wszyscy, nawet ja, roześmialiśmy się. Najpierw zrobiłam im kilka zdjęć na których są razem, a następnie każdemu oddzielnie. Wcale nie było tak źle, jak myślałam, że będzie. Zachowywali się bardzo profesjonalnie, choć czasami zdarzało się im zrobić jakąś głupotę, jak na przykład wskakiwanie sobie nawzajem na plecy, co w sumie było całkiem zabawne. Trzeba przyznać, że są bardzo fotogeniczni i nawet przystojni. Na koniec poprosili mnie o wspólne zdjęcie. Po długich namowach udało się im mnie przekonać i jakiś pracownik je nam zrobił. Kiedy wyszli, udałam się na stołówkę. Wzięłam sałatkę i usiadłam przy stole w rogu sali. Jedząc przeglądałam zdjęcia. No, mogę być z siebie dumna! Wyszły na prawdę świetne! Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu, który zasygnalizował przyjście smsa. Był od Jake: "Mam nadzieję, że wszystko poszło dobrze. Weź aparat do domu i zgraj zdjęcia. Wyślesz je potem na maila chłopaków. Weź go z recepcji. Nie wiem kiedy wrócę, więc na razie mnie zastępuj." Dopiero po chwili zrozumiałam treść wiadomości. Przez kilka dni mam fotografować znane osoby. Zdobędę doświadczenie, a potem zostanę sławną fotografką. Zawsze można pomarzyć! Wstałam i zbiegłam na dół. Wzięłam maila do One Direction i dowiedziałam się, że dzisiaj mogę już iść do domu. Wróciłam jeszcze na górę po torbę i wyszłam z budynku. Po drodze do domu zrobiłam sobie małe zakupy, które składały się z chipsów, żelek Haribo, czekoladowych cukierków i ciasteczek.

- Cześć! - krzyknęłam wchodząc do mieszkania, jednak odpowiedziała mi głucha cisza. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa, zgrałam zdjęcia i wysłałam je na pocztę chłopaków. Zalogowałam się na skypie i odrazu zadzwoniłam do mamy. Opowiedziałam jej szybko wszystko co się u nas dzieje, ale po chwili musiałyśmy już kończyć, bo rodzicielka była umówioną z koleżanką. Weszłam na twittera i zobaczyłam zdjęcie, które dzisiaj zrobiono mi z zespołem, dodane przez Liama. Pod nim widniał podpis: "Nasza ukochana fotografko, idziesz dzisiaj z nami do jakiegoś klubu? :)" Szybko odpisałam "Nie mam ochoty". Nie musiałam długo czekać, bo za chwilę mój telefon zaczął grać piosenkę Maroon 5 - Payphone, co oznaczało, że ktoś do mnie dzwoni. Popatrzyłam na wyświetlacz: "nieznany numer". Bez zastanowienia nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak? - powiedziałam i zaczęłam stukać paznokciami o ścianę.
-Cześć Zoe. Tu ja, Louis. - zaśmiał sie cicho - Chodź z nami to tego klubu! - powiedział błagalnym głosem.
-Nie. Już mówiłam, że nie mam ochoty. - zmarszczyłam brwi
- Dlaczego? - zapytał zmartwiony, a w tle usłyszałam głośne westchnięcia.. Pewnie jego kolegów.
- Bo Was nie znam? - wypaliłam już trochę zła - Może jesteście jakimiś zboczeńcami, albo będziecie chcieli mnie porwać? - sama z siebie się zaśmiałam. - Przepraszam, przesadziłam, ale na prawdę nie chce mi się z Wami spotykać. - Westchnęłam i usłuszałam ciche śmiechy.
- No dobrze. - powiedział brunet - Do zobaczenia. - rozłączył się.
Pokręciłam głową i otworzyłam Haribo. Włączyłam jakiś horror na laptopie i zaczęłam go oglądać zajadając żelki. Po dziesięciu minutach rozległ się dzwonek. Spojrzałam na zegar była już prawie ósma. To pewnie mój ukochany braciszek zapomniał kluczy. Z paczką w ręku poszłam do drzwi i je otworzyłam. Jednak za drzwiami nie było Maxa tylko cały zespół One Direction.
- Cześć! - po raz kolejny powiedzieli chórem. - Idziesz z nami! - powiedział Harry i szeroko się uśmiechnął
- Nigdzie z Wami nie idę! - pokręciłam głową i chciałam zamknąć drzwi, jednak mnie wyprzedzili i wepchnęli się do środka.
- Żelki! - zawołał blondyn i zabrał mi opakowanie po czyn wsadził sobie do buzi kilka żelek i zaczął je jeść - Pyszne!
- I moje! - krzyknęłam po czym wskoczyłam mu na plecy i zabrałam mu słodycze - Nie wolno mi zabierać jedzenia! - oburzyłam się i zeszłam z niego. Pozostała czwórka stała obok nas i z rozbawieniem się nam przyglądała. - I nigdzie z Wami nie idę! Poza tym, skąd macie mój adres?
- Z Twojej pracy. - zakomunikował Zayn i szeroko się uśmiechnął - To jak idziemy?- to pytanie padło dzisiaj już któryś raz. Nie wiem dlaczego, ale w końcu się zgodziłam. Przebrałam się w krótką czarną sukienkę, do tego miętowe szpilki i kopertówkę w tym samym kolorze. Zostawiłam jeszcze na stole kartkę z informacją, że wychodzę i razem z chłopakami zeszłam przed wieżowiec.

* * * * *
Z góry przepraszam za możliwe błędy. Nie jestem w stanie nawet określić czy ten rozdział jest długi, ale chyba niestety wyszedł dosyć krótki. To wszystko dlatego, że aktualnie nie mam laptopa. Jednak obiecałam, że jeszcze w tym tygodniu coś dodam, więc męczyłam się z "tym czymś" na telefonie. Nie powiem, bylo bardzo trudno. Następny będzie dłuższy i o wiele ciekawszy :) Proszę o szczere opinie na temat moich obydwu blogów. Jak mijają Wam wakacje?
Do napisania xx

wtorek, 10 lipca 2012

Rozdział 3

Rano obudził mnie dzwonek. Zwlokłam się z łózka i otworzyłam drzwi, za którymi stały bliźniaczki.
- Matko zapomniałam! - walnęłam się w głowę i natychmiast popędziłam do pokoju. - Rozgościcie się! - krzyknęłam podczas wybierania stroju. W końcu zdecydowałam się na krótkie spodenki, białą bluzkę z nadrukiem i miętową torebkę.  Pociągnęłam jeszcze rzęsy tuszem i ruszyłam do kuchni, w której były już Nicole i Mia, a także moje śniadanie. Szybko zjadłam kanapkę i założyłam czarne botki.
- Jeszcze raz przepraszam, że zapomniałam. - skrzywiłam się delikatnie i przekręciłam klucz.
- Nic się przecież nie stało. Każdy może zapomnieć. - zapewniła mnie blondynka i szeroko się uśmiechnęła.  Windą zjechałyśmy na dół  i wsiadłyśmy do taksówki. Po dziesięciu minutach byłyśmy na miejscu, zapłaciłam za kurs i dołączyłam do dziewczyn, które stały już pod domem. Moim oczom ukazała się wielki trzypiętrowy dom. Z moich ust wydobył  się bełkot. Popatrzyłam na nie, wyglądały na równie zaskoczone i przerażone jak ja. Odważyłam się i podeszłam do drewnianych drzwi. Z torebki wygrzebałam klucz i otworzyłam je. We trójkę obeszłyśmy cały budynek. Na parterze była kuchnia, salon i pokój gościnny, na pierwszym piętrze znajdowały się trzy sypialnie i dwie łazienki, a na poddaszu jeden wielki, pusty pokój. Zamknęłyśmy dom i stanęłyśmy przed nim.
- To jest dla mnie za duże. Myślałam, że to będzie mały, przytulny domek, a tu proszę. - stwierdziłam głośno wzdychając.
- Może znajdziesz jakiegoś współlokatora? - zaproponowała Nicole, a ja od razu się wzdrygnęłam. Mieszkać z obcą osobą? Nigdy! Już wolałabym z nimi. A może? Co ja gadam? Znam je jeden dzień. Ale mieszkanie samotnie na takiej przestrzeni mnie przeraża.
- Może wy ... - zaczęłam jąkając się - Może wy chciałybyście ze mną zamieszkać? - wyrzuciłam z siebie jednym tchem i popatrzyłam na nie.
- Wiesz, bardzo chętnie. - zaczęła Mia, a w ich oczach można było zauważyć iskierki. - Tylko my jeszcze nie mamy osiemnastki, ale jak tylko bardzo chętnie. W międzyczasie uporamy się z małym remontem. - uśmiechnęła się przyjaźnie
- To jak jedziemy kupić farby? - zaproponowałam i nie musiałam dłużej czekać na odpowiedź, gdyż ich szerokie uśmiechy mówiły wszytko. Zadzwoniłam po taksówkę i już po chwili byłyśmy w drodze do sklepu. Nie obyło się bez sporów, lecz w końcu wybrałyśmy jak będzie wyglądać nasz salon. Nasz, jak to dziwnie brzmi. Przejdźmy do rzeczy. Postanowiłyśmy, że jedną ze ścian pomalujemy na jasno różowo, resztę okleimy beżową tapetą we wzorki. Kupiłyśmy też białe karnisze, brązowe zasłonki, wielki, puszysty brązowy dywan, jasną kanapę, fotel o takim samym kolorze, mały jasny stoliczek, różowy fotelik i stół z krzesłami.
- Na dzisiaj koniec. Stwierdzam brak funduszy. - zmarszczyłam brwi i pokręciłam głową. - Zawieziemy to, a potem musimy to jakoś uczcić.
- Na pewno mają tu jakieś dostawy. - Wszystkie się zgodziłyśmy i ruszyłyśmy w stronę Punktu Obsługi Klienta. Ustaliłyśmy, że nasze zakupy dojadą do nas za około godzinę. Tym razem zamiast taksówką postanowiłyśmy, że wybierzemy się autobusem. Przez czterdzieści minut snułyśmy plany dotyczące swoich pokoi. Po tym czasie znalazłyśmy się na przystanku przy naszym lokum. Przeszłyśmy kawałek i weszłyśmy do środka. Postanowiłyśmy przyjrzeć się jeszcze ogrodowi. Z tarasu  schodziło się na przestrzeń pokrytą trawą. Na końcu działki rosły dwa wielkie drzewa pośrodku których stała mała ławeczka.
- Posadzimy trochę kwiatków i będzie wspaniale. - zachwyciła się Mia, gdy nagle rozległ się dzwonek. W jednej chwili znalazłyśmy się pod drzwiami. Tak jak myślałyśmy, to były nasze nowe rzeczy do salonu. Nakazałyśmy je wnieść do pokoju gościnnego. Podpisałyśmy odbiór dostawy i razem z kierowcą wyszłyśmy przed dom, zamknęłyśmy go i zastanawiałyśmy się co teraz zrobimy.
- Zoe! - rozejrzałam się i przed sobą ujrzałam blondyna. Skądś go kojarzyłam. No tak, z parku.
- Cześć. - odpowiedziałam i przymrużyłam delikatnie oczy. - Czegoś chcesz? - zapytałam
- Nie, chciałem się tylko przywitać. Mieszkam tutaj. - pokazał na dom po przeciwnej stronie ulicy. Nie, nie, nie! Tylko nie to! - Z chłopakami. - uśmiechnął się szeroko. Boże, tylko nie to! Proszę, niech powie, że to jakiś żart. To niemożliwe! Na mojej twarzy pojawił się grymas.
- O matko! - pisnęła Nicole. - To przecież Niall Horan! I będzie mieszkać obok mnie!
- Tylko nie zemdlej. - zaśmiałam się, a niebieskooki powtórzył mój gest. - Kim ty w ogóle jesteś?
- Śpiewam. Mam z tą czwórką, którą wczoraj poznałaś zespół. - powiedział trochę zdziwiony moim pytaniem - Może chcecie do nas przyjść?
- Jasne! - odpowiedziały bliźniaczki - Bardzo chętnie.
- Ja nie mogę. - popatrzyłam na zdziwione miny dziewczyn. - Obiecałam coś Maxowi. - wykręciłam się
- Może następnym razem? - zaproponował
- Na pewno. - skłamałam i posłałam mu najbardziej sztuczny uśmiech na jaki tylko było mnie stać.

Mia i Nicole wraz z blondynem ruszyli do jego mieszkania, a ja zadzwoniłam do brata.
- Cześć, gdzie jesteś? 
- W studiu. Mam właśnie sesję. Chcesz przyjechać? Może znajdziemy Ci tu jakąś pracę? - zaoferował i uśmiechnęłam się sama do siebie. Po chwili dostałam smsa z adresem, złapałam taksówkę i pojechałam pod miejsce pracy brata. Był to pięciopiętrowy biały budynek z wielkimi oknami. Od razu weszłam do środka. Spytałam się recepcjonistki gdzie znajduje się mój brat i natychmiast ruszyłam na drugie piętro, gdzie aktualnie przebywał. Chyba skończył, bo rozmawiał właśnie z fotografem, był mniej więcej w jego wieku. Stanęłam za jego plecami i zakryłam mu oczy.
- Zgadnij kto to - powiedziałam piskliwym głosem na co on się zaśmiał
- Ciocia Helen? - odwrócił się i wytknął język w moją stronę - Co tam młoda? - potargał moje włosy, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
- Dobrze. - pokiwałam głową. - Wydałam dzisiaj wszystkie pieniądze, więc muszę jak najszybciej znaleźć jakąś pracę. 
- Poczekaj chwilę. - Podszedł do chłopaka, z którym wcześniej dyskutował. Po chwili zawołał mnie, więc podeszłam do nich.
- Więc to jest ta słynna Zoe. - uśmiechnął się. - Ja jestem Jakob. 
- Miło mi. - uśmiechnęłam się delikatnie i zmierzyłam do wzrokiem. 
- To jak, chcesz zacząć od następnego tygodnia? Będziesz moją asystentką, czasami porobisz zdjęcia jakimś sławom, co ty na to? - skinęłam głową - Pracujesz w poniedziałki, wtorki, środy i zawsze wtedy kiedy do Ciebie zadzwonimy, więc musisz  być raczej ogólnodostępna. - zaśmiał się. - Czyli widzimy się w poniedziałek o  15. Powinniśmy skończyć po trzech godzinach.
- Dobrze, do zobaczenia. - uśmiechnęłam się, a Max przybił z Jakobem piątkę. Po pożegnaniu się udaliśmy się do domu.


Niall:
- Chłopaki! Mamy gości! - krzyknąłem z przedpokoju w którym od razu pojawiła się brakująca czwórka. - Blondynka to Mia, a brunetka to Nicole, dacie radę zapamiętać? - zaśmiałem się.
- Damy radę! - zawołali i po chwili siedzieliśmy już w salonie oglądając jakąś komedię.
- Ona powinna być z Nickiem, a nie z tym Seanem. - pokręcił głową Harry, a my wybuchliśmy śmiechem.
- On zawsze tak bardzo przeżywa wszystkie filmy? - zapytała Nicole
- Tak, to normalne . - odpowiedział Louis jedząc swoją marchewkę. - Tak, ja zawsze je jem. - powiedział widząc na sobie wzrok dziewczyny, na co ona się roześmiała.
- Kim jest Max? - zapytałem blondynki. To pytanie nurtowało mnie cały czas odkąd zostawiliśmy Zoe pod ich domem. Jest taka śliczna, ale niedostępna. Ciekawe czy tylko udaje, czy na prawdę taka jest. A może ten cały Max to jej chłopak?
- Max to jej brat. - dziewczyna zaśmiała się, a mi kamień spadł z serca. - Chodź Nicole, zbieramy się. Musimy jeszcze odrobić lekcje. - obydwie wstały po czym pożegnały się z nami i wyszły z naszego domu.
- Stary! Skąd ty takie laski wytrzasnąłeś?! - zaśmiał się Zayn, a ja wzruszyłem ramionami
- Będą mieszkały obok nas. - uśmiechnąłem się szeroko - A co podoba Ci się któraś?
- Może. - wytknął język w moją stronę, a reszta się zaśmiała. Zayn jak Zayn, wiadomo, że pochodzi chwilę z dziewczyną i zaraz z nią zerwie.

niedziela, 8 lipca 2012

Rozdział 2

- Mała wstawaj. - usłyszałam nad swoim uchem. - No wstawaj diabełku! - ktoś zaśmiał się i mną potrząsnął
- Idź szatanie! - wymamrotałam i otworzyłam jedno oko - Już jesteśmy? - otworzyłam drugie i przeciągnęłam się po czym wyjrzałam przez okno i byłam wprost oczarowana. Pod nami rozciągał się krajobraz Londynu. - Pięknie. - wyszeptałam, jednak Max usłyszał
- To jeszcze nic, z bliska jest jeszcze piękniejszy. - pstryknął mnie w nos - Jutro idziemy zwiedzać! A w mieszkaniu czekają na Ciebie dwa prezenty. - uśmiechnął się szeroko, a ja go mocno przytuliłam
- Już nie mogę się doczekać. - uśmiechnęłam się delikatnie i posłałam mu buziaka w powietrzu. - Nie wiem co to za niespodzianki, ale na prawdę nie musiałeś ich kupować.
- Kupiłem tylko jedną. - zaśmiał się, a ja zmierzyłam go wzrokiem. - Patrz, lądujemy! - wskazał palcem na szybę, a ja odwróciłam się w jej kierunku, rzeczywiście wylądowaliśmy. Wysiedliśmy z samolotu po czym odebraliśmy walizki i ruszyliśmy przed lotnisko. Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy nią pod wieżowiec Maxa.

-Będziesz spała w pokoju gościnnym. - mówił, kiedy wysiadaliśmy z windy. Kiedy podeszliśmy pod drzwi mieszkania dało się słyszeć głośne szczekanie - Ten idiota nigdy nie potrafi się uciszyć! Zniszczył całą niespodziankę! - pokręcił głową i kluczem otworzył drzwi. W jednym momencie zza nich wybiegł mały czekoladowy piesek rasy Golden Retriver.
- O matko! - pisnęłam po czym kucnęłam przy piesku i od razu zaczęłam go głaskać. - Jest śliczny! - pobiegłam za bratem do środka i przytuliłam go mocno do siebie po czym pocałowałam go w policzek -Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! - po raz kolejny na mojej twarzy zawitał uśmiech
- Ten uśmiech był tego warty. - zaśmiał się i potargał mi włosy - Idź się rozpakować, a potem dostaniesz drugi. - poklepał mnie po ramieniu. Ruszyłam w kierunku szarych drzwi. Gdy je otworzyłam ujrzałam mały pokoik z szarymi ścianami, czerwoną kanapą i tego samego kolory zasłonkami. Z prawej strony stała szafa i komoda, a z lewej wcześniej wspomniana kanapa. Usiadłam na niej, odchyliłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy.
- Czas przywitać się z nowym życiem. - powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się do siebie. W pewnym momencie coś polizało moją nogę. Otworzyłam oczy i przed sobą zobaczyłam małego, merdającego ogonkiem potworka. Poklepałam miejsce obok siebie, a on wskoczył i zaczął mnie lizać po dłoni. Pogłaskałam go przyjrzałam się mu uważniej. - Nazwę Cię Carmel, dobrze? - uśmiechnęłam się i pocałował go w czubek jego mądrej główki. Udałam się do brata, który właśnie przygotowywał kolację. - Nazwę go Carmel, może być?
- No właśnie jest jeden problem. - odwrócił się do mnie przodem i delikatnie się uśmiechnął. - On ma już imię, dała mu je jego wcześniejsza właścicielka. Reaguje na nie i trudno będzie go nauczyć drugiego.- na mojej twarzy pojawił się grymas, jednak po chwili uśmiechnęłam się, bo przecież imię nie jest aż takie ważne. Bardziej istotny jest jego charakter, a jak na razie prezentuje się wprost wyśmienicie. Jest żywy, przyjacielski i kocha się bawić. Popatrzyłam na psa, który właśnie biegał za gumową piłeczką. - To jak ma na imię?
- Aaron. - uśmiechnął się i wrócił do przyrządzania kanapek. Postawił je na stole, a obok nich dwa kubki z herbatą. - Smacznego!
- Dziękuję i nawzajem! - wzięłam się za jedzenie kolacji, którą popijałam angielską herbatą. - Obejrzymy potem jakiś film?- zaproponowałam, a on tylko skinął głową, na znak, że się zgadza.
Wybrałam "Jedź, módl się i kochaj". Oglądałam tą produkcję kilka raz i zawsze zazdroszczę głównej bohaterce, Liz, szczęścia jakie ma. Tego, że posiada tylu przyjaciół, znajomych, a także wspaniałego mężczyznę. To jedno z moich marzeń. Jednak nigdy się nie spełni, ponieważ zraziłam się do ludzi i chyba nigdy już nie odzyskam zaufania do nich.


Po obejrzeniu filmu chwyciłam brązową obrożę z dzwoneczkiem i zapięłam ją Aaronowi. Złapałam czarną smycz z nadrukiem kostek i przypięłam ją do obroży. Zastanawiałam się czy nie przejść się schodami, jednak wizja schodzenia z dziesiątego piętra delikatnie mnie przeraziła, więc na dół zjechałam windą. Sama nie wiem gdzie szłam, gdyż moim przewodnikiem był pies, który ciągnął mnie w określonym kierunku. Kiedy zza rogu wyłonił mi się park mimowolnie uśmiechnęłam się i poklepałam psa po głowie.
- Mądrala. - zaśmiałam się i ruszyłam w stronę skweru. Gdy już tam doszłam usiadłam na ławce pod wierzbą i spuściłam psa ze smyczy. Po chwili usłyszałam szczekanie retrivera. - Aaron! - krzyknęłam, ale pies do mnie nie przybiegł. Ruszyłam za hałasem i zobaczyłam piątkę chłopaków bawiących się z moim psem. - Aaron, chodź tutaj!- zawołałam, a ten grzecznie do mnie przybiegł. Przypięłam smycz do jego obroży i pogroziłam mu palcem. - Niegrzeczny pies! Nie wolno tak uciekać! - pokręciłam głową i kiedy się odwróciłam usłyszałam, że ktoś coś do mnie mówi? Do mnie? Przecież ze mną się nie rozmawia. 
- Ładny pies. - zagadnął blondyn i szeroko się uśmiechnął. Prawdę mówiąc, jest nawet przystojny i jego koledzy też. Tylko co z tego?  To przecież chłopak. Od razu wygoniłam te myśli ze swojej głowy.
- Dzięki. - odburknęłam i ruszyłam przed siebie. Po chwili ktoś złapał mnie za ramię. Szybko uwolniłam się z uścisku i popatrzyłam na tą osobą morderczym spojrzeniem. - Czego chcecie? - warknęłam i zmarszczyłam swoje brwi
- Chcieliśmy się przywitać. - zaczął niepewnie chłopak o kręconych włosach.
- Jakoś nie mam ochoty się z Wami zapoznawać. - powiedziałam i wzruszyłam obojętnie ramionami
- Dlaczego? - inicjatywę przejął blondyn i przenikliwie zaczął mi się przyglądać
- Ponieważ nie mam ochoty rozmawiać z nieznajomymi. - przewróciłam oczami 
- W takim razie to jest Niall - lokowaty pokazał na blondyna - Zayn - tym razem skierował swoją dłoń w stronę  mulata - Ten z tyłu to Liam - wskazał na chłopaka z brązowymi włosami - Louis - przedstawił kolejnego bruneta - A ja jestem Harry. Widzisz, teraz już nas znasz. - uśmiechnął się szarmancko - A ty jak masz na imię?
- Zoe. - rzuciłam i dokładnie zlustrowałam całą piątkę. - Muszę iść, cześć. -kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę domu. Po drodze wstąpiłam do sklepu i kupiłam swoje ulubione cukierki, żelki i ciasteczka. Kocham jeść i nie przejmuję się swoją wagą. Nie wiem jak to robię, ale jem strasznie dużo i nadal jestem chuda. Z resztą to jest wielki plus, nie wytrzymałabym chyba bez słodyczy jednego dnia. Usiadłam przed sklepem na ławeczce i zadzwoniłam do brata. Musiałam się dowiedzieć jak mam dostać się spod spożywczego do mieszkania. Kiedy wszystko już wiedziałam rozłączyłam się i szybkim krokiem ruszyłam do domu.


Po otworzeniu drzwi i zdjęciu psu obroży wkroczyłam do salonu. Po wejściu do pokoju doznałam szoku. Mój brat siedział na fotelu, a na kanapie dwie dziewczyny. Wyglądały identycznie - pewnie bliźniaczki - pomyślałam i od razu skarciłam się w myślach. Na pewno bliźniaczki, bo kto inny wygląda tak samo? Jedyne co je różniło to kolor włosów. Jedna była blondynką, a druga brunetką.
- Cześć! - powiedziały równocześnie i pomachały do mnie
- Poznaj Mię i Nicole. - przedstawił je brat i uśmiechnął się zachęcająco.
- Zoe. - powiedziałam i wymusiłam uśmiech na swojej twarzy. - To nie będę Wam przeszkadzać - rzuciłam i skierowałam się w stronę swojego pokoju. Kiedy nagle ktoś złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Max. Westchnęłam, a on tylko popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem. - Nie jestem już mała i sama sobie będę wybierać znajomych.
- Dobrze Cię znam i wiem, że gdybym zostawił sprawę w Twoich rękach na pewno nikogo byś nie poznała. Ja idę do siebie, a ty zostań tam z nimi i porozmawiaj. Spotkałem je parę razy i zamieniłem z nimi kilka zdań. Uważam, że są bardzo sympatyczne i w dodatku mieszkają w naszym bloku. No już! - poklepał mnie po ramieniu i ruszył do swojego pokoju. Zrezygnowana dołączyłam do bliźniaczek. O dziwo rozmawiało mi się z nimi całkiem fajnie. Rzeczywiście są bardzo miłe. Chyba będę musiała odstąpić od swoich zasad i dać im szansę. Przecież nie mogę żyć w tym ogromnym mieście i nikogo poza moim bratem nie znać.
- Może chciałybyście pojechać jutro ze mną do mojego domu i pomóc mi go trochę zaprojektować? - zapytałam i po chwili zdziwiłam się, że takie słowa wypłynęły z moich ust. Nie byłam z tego zadowolona, jednak nie mogłam już zmienić zdania, bo dziewczyny wydawały się bardzo ucieszone taką propozycją i od razu się zgodziły. Umówiłyśmy się, że o dziesiątej do mnie przyjdą i razem tam pojedziemy. Po dwunastej dziewczyny udały się do swojego mieszkania. Natomiast ja wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w piżamę, która składała się z krótkich spodenek i topu. Rozłożyłam kanapę, położyłam na nią czerwone prześcieradło, rzuciłam poduszkę w szarej poszewce i kołdrę w tym samym  kolorze. Położyłam się i od razu zasnęłam 

sobota, 7 lipca 2012

Rozdział 1

Od trzydziestu minut cała w nerwach siedzę na ławce przed salą rozpraw. Nie, ja nikomu nic nie zrobiłam. Wręcz przeciwnie. Czekam, aż zakończy się rozprawa o gwałt na Zoe Miles - czyli mnie. Moje życie jest straszne. Kiedy miałam trzy lata mój ojciec umarł na zawał. Pamiętam go jak przez mgłę, a jego twarz znam ze zdjęć. Potem, kiedy miałam szesnaście, czyli dwa lata temu, moja siostra została postrzelona i także zmarła. A teraz, kiedy mam osiemnaście siedzę w sądzie, bo ktoś postanowił zabawić się moim kosztem. Popatrzyłam tylko na mamę, która wydawała się być spokojniejsza ode mnie. Usiadłam bliżej niej i blado się uśmiechnęłam. Udawałam, że mnie to nie rusza, że jestem twarda. Jednak w środku płakałam jak małe dziecko. Ta cała sytuacja mnie przerasta. Na szczęście jutro wylatuję do Londynu, może tam w końcu spróbuję żyć od nowa, samotnie? Nienawidzę poznawać nowych ludzi. Jestem zamknięta w sobie i doskonale to wiem, ale przez to co przeszłam straciłam zaufanie do ludzi.
- Miles! Jeszcze Cię znajdę i się policzymy! - z zamyślenia wyrwał mnie głos oskarżonego - Przez Ciebie idę do pierdla! Znajdę Cię, zobaczysz! A wtedy za wszystko mi zapłacisz!
- Nie boję się Ciebie. - wysyczałam i przenikliwym wzrokiem popatrzyłam prosto na niego. - Nigdy mnie nie znajdziesz.- powiedziałam szeptem i razem z rodzicielką wyszłyśmy przed budynek. - Max! - krzyknęłam i pobiegłam do brata i od razu mocno go przytuliłam, a w moich oczach pojawiły się łzy. - Co ty tu robisz? - uśmiechnęłam się delikatnie nadal nie wypuszczając go z uścisku
- Wariatko! Puść mnie! - zaśmiał się, a ja zrobiłam to o co mnie poprosił. - Jak to co? Przyjechałem tu do mojej najukochańszej siostry. - uśmiechnął się szeroko i wytarł mi łzy, które właśnie spływały po moich policzkach - Cześć mamo! - przytulił się do Susan i pocałował ją w policzek - Przyjechałem Wam pomóc z przeprowadzką Zoe. - uśmiechnął się i we trójkę ruszyliśmy do samochodu, którym pojechaliśmy do domu.

- O której jutro mamy samolot? - zapytałam podczas jedzenia obiadu, który przygotował Max. Jest świetnym kucharzem, nawet zwyczajne kanapki, które przygotuje on, są znacznie lepsze od wszystkich innych. - Czy już Ci kiedyś mówiłam, że świetnie gotujesz?
- Tak, mówiłaś mi to wieeele razy. - powiedział delikatnie przeciągając słowo "wiele" - O dwunastej, ale musimy być tam o dziesiątej, najpóźniej o jedenastej.
- To ja biegnę się pakować! - powiedziałam po skończeniu spaghetti i ruszyłam do swojego pokoju.
Do dwóch walizek spakowałam wszystkie swoje ubrania, a do trzeciej włożyłam pamiątki. Różnego rodzaju zdjęcia, obrazki i małe przedmioty, które były upominkami z wakacji. Kiedy skończyłam usiadłam zrezygnowana na łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Stały tu już tylko puste meble i trzy walizki na środku. Na pewno będę tęsknić za Polską i za Kasią! Właśnie, Kasia! Miałam się z nią spotkać. Zerknęłam na zegarek. Była dziewiętnasta. Wyjęłam IPhona z kieszeni spodenek i zadzwoniłam do swojej jedynej przyjaciółki.
- Cześć. Wpadniesz do mnie? - zaproponowałam i usłyszałam tylko "Już biegnę!". I jak tu wytrzymać z taką dziewczyną? - pokręciłam głową i zeszłam na dół w celu napicia się czegoś zimnego. Jest połowa maja, a już są takie upały. To dosyć dziwne jak na Polskę. Gdy nalewałam sobie wody do szklanki w domu rozległ się dzwonek. - Już idę! - krzyknęłam i wypiłam wodę. Leniwie ruszyłam w stronę drzwi, otworzyłam je, a za nimi stała zdyszana blondynka.
- Matko, ty naprawdę biegłaś. - pokręciłam głową i wpuściłam ją do środka. - Chcesz się czegoś napić? - zaproponowałam, a ona tylko pokiwała głową. Podałam jej szklankę wody i uśmiechnęłam się, gdy wypiła ją jednym duszkiem.
- Cześć. - przywitała się i przytuliła mnie. - Spakowana? - na jej twarzy pojawił się grymas
- Cześć. - walnęłam ją w ramię. - Tak, wszystko gotowe.
- Chodź, pójdziemy do jakiejś kawiarni!- ożywiła się i była już przy drzwiach. - No ruszaj tą dupę. Chyba chcesz się jakoś ze mną pożegnać, nie? - zaśmiała się, a ja podążyłam za nią. Weszłyśmy do naszej ulubionej kafejki. Usiadłyśmy przy naszym stałym stoliku i zamówiłyśmy dwie szarlotki. Po raz ostatni rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było małe, ale bardzo przytulne. Ściany były kremowe, a podłoga jasna. Stało tu około dziesięć stoliczków. Na każdym z nich leżała kremowa serwetka i flakonik z różowymi kwiatkami. Tym razem były to tulipany natomiast na parapetach stało mnóstwo zielonych roślin.
- Gdzie będziesz mieszkać? - zaciekawiona wpatrywała się we mnie.
- Na razie u brata. Muszę przeprowadzić remont w tym domku i potem się do niego sprowadzę. - uśmiechnęłam się blado. - Jak już to zrobię, obiecuję, że Cię do siebie zaproszę i zrobimy sobie seans horrorów. - w moich oczach pojawiły się małe iskierki na co Kasia tylko się zaśmiała.
- Głupia jesteś. Wiesz, że panicznie boję się horrorów. Nie to co ty. - zagryzła dolną wargę i zaczęła wpatrywać się w ciastko, które właśnie przyniósł kelner. - Ale z zaproszenia skorzystam i na pewno przyjadę. - uśmiechnęła się i zabrała się za jedzenie szarlotki.

Ojciec przed śmiercią zapisał na mnie dom swoich rodziców, który znajdował się w centrum Londynu. Dowiedziałam się, kiedy skończyłam osiemnaście lat, bo dopiero wtedy mogłam wejść w posiadanie jakiejkolwiek posiadłości. Budynek jest podobno w bardzo dobrym stanie, jednak ja wolę przemalować wszystkie ściany i kupić nowe meble, aby urządzić go po swojemu. W końcu mam w nim mieszkać do końca swojego życia, prawda?

Zaczęłam jeść swój kawałek ciastka i szeroko uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
- Nawet nie wiesz, jak będzie mi Ciebie brakować. - Delikatnie przechyliłam swoją głowę w bok uważnie przyglądając się dziewczynie. - Nigdy nie poznam już takiego fajnego człowieka. Z resztą, już pewnie nikogo nie poznam. - wzruszyłam ramionami i kontynuowałam jedzenie
- Daj spokój. - oburzyła się - Nie możesz się zamykać w sobie. Nie wszyscy ludzie są źli. Na przykład ja. - zaśmiała się, jednak po chwili przybrała poważną twarz. - Musisz poznać kogoś nowego. Daj ludziom szansę. Proszę. - położyła nacisk na proszę i błagalnym wzrokiem na mnie spojrzała
- Wiesz, że nie mogę Ci tego obiecać. - przymrużyłam oczy i poczułam na sobie przenikliwy wzrok blondynki - Okej, okej! Spróbuję. - udobruchana skoczyła jeść swoje ciastko i przeniosła swój wzrok na moje. - Tak, możesz je zjeść. - zaśmiałam się i podsunęłam jej biały talerzyk
- Dzięki! - ucieszyła się i zjadła moją szarlotkę. - To jak idziemy? Jest już po dwudziestej. - wstała i popatrzyła na mnie wyczekująco
- Jasne. - posłałam jej uśmiech i ruszyłam za nią do drzwi. - Wpadniesz jeszcze do nas na chwilę?
- No nie wiem, nie wiem. - pokręciła głową - Może na chwilkę. - uniosła jeden kącik ust do góry.


Następnego dnia:


-Wstawaj! - usłyszałam głos brata jednak postanowiłam go zignorować i przykryłam się kołdrą aż po czubek głowy. - Leniu! - poczułam jak ktoś ściąga ze mnie kołdrę i siada obok mnie na łóżku
- Mhhhm. - wymamrotałam i powoli otworzyłam powieki. - Która godzina? - zapytałam zaspana i głośno ziewnęłam
- Dokładnie trzy po siódmej. - powiedział spoglądając na zegarek, a kiedy włożyłam głowę pod poduszkę zdjął ją ze mnie i zaczął mnie łaskotać. - Nie, proszę. Tylko nie to! - skrzywiłam się, ale już po chwili nie mogłam wytrzymać i wybuchłam donośnym śmiechem.
- Czyżby wiecznie obrażona i smutna Zoe Miles właśnie się zaśmiała? - uniósł jedną brew do góry, a ja wytknęłam język w jego stronę - Wstawaj skarbie, musisz sprawdzić czy wszystko zabrałaś. Jak zejdziesz to zrobię Ci jajecznicę, dobrze? - mruknęłam coś pod nosem, a on pocałował mnie w czoło
Ubrałam się w różowe spodenki, top i beżowe conversy. Następnie uczesałam włosy i zaplotłam je w gruby warkocz, na końcu którego przyczepiłam beżową kokardkę. Zbiegłam na dół i przywitałam się z mamą po czym ruszyłam w stronę kuchni, skąd roznosił się wspaniały zapach.
- Zamiast jajecznicy postanowiłem zrobić naleśniki. - uśmiechnął się szeroko - Nie chcę się chwalić, ale wyszły naprawdę dobre. - zaśmiał się i postawił talerz, na którym leżał ogromny naleśnik z bitą śmietaną na wierzchu, na stole.
- Mhmmm. - oblizałam usta po czym usiadłam przy stole i zaczęłam jeść kulinarne cudo Maxa. - Pyszne! - skomplementowałam i puściłam do niego oczko.
- To bardzo się cieszę. Masz jeszcze dwie godziny na sprawdzenie wszystkiego. Ja na razie zaniosę twoje trzy walizki do samochodu mamy. - przekręcił oczami - Kobiety. - pokręcił głową, a ja walnęłam go w brzuch śmiejąc się przy tym. - Widzę, że moje towarzystwo dobrze na Ciebie działa. Musisz się otworzyć na ludzi.
- Koniec. Wychodzę stąd! Nie mam zamiaru słuchać tego co właśnie chcesz mi powiedzieć! - przytknęłam dłonie do uszy i krzycząc "lalalalala" pobiegłam do swojego pokoju.
Wyjęłam telefon i napisałam wiadomość do przyjaciółki - "Okęcie, 10:00. Obecność obowiązkowa!". Jeszcze raz sprawdziłam wszystkie szuflady, szafki i szafy. Kiedy byłam pewna, że wszystko zabrałam spakowałam jeszcze laptopa i aparat do torby podręcznej. Dostałam smsa od blondynki : "Za jakie grzechy tak wcześnie? Trudno, skoro obecność obowiązkowa, to będę.". Uśmiechnęłam się sama do siebie i chwytając torbę udałam się na dół, gdzie w salonie siedzieli moi najbliżsi. Postawiłam torbę na podłodze i usiadłam między nimi na kanapie po czym przytuliłam się do rodzicielki.
-Będę tęsknić. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem odsuwając się od niej kawałek. - Mam nadzieję, że będziesz nas odwiedzać, prawda?
- Będę, będę. - uśmiechnęła się, a w jej oczach pojawiły się łzy. Mocno mnie do siebie przytuliła po czym wstała i klasnęła w dłonie. - Chodźcie dzieci, już wpół do dziesiątej.
Całą trójką wsiedliśmy do samochodu. Przez całą drogę na lotnisko trwała cisza, która była po prostu nie do zniesienia. W końcu kilka minut po dziesiątej byliśmy na miejscu. Przytuliłam przyjaciółkę, która wytrwale na nas czekała.
- Będzie mi Was bardzo brakować i będę strasznie tęsknić. - powiedziałam do blondynki i do rodzicieli, a one od razu mnie przytuliły.
- Masz dzwonić, jasne? - powiedziała Kasia i pokiwała palcem. - Na pewno do Ciebie przyjadę, tylko najpierw uporaj się z tym nieszczęsnym remontem. - ponownie ją przytuliłam i pocałowałam w policzek. To samo zrobiłam z mamą.
W końcu przeszliśmy do bramek, zapłaciliśmy za nadbagaż i wsiedliśmy na pokład samolotu. Usiadłam pod oknem, a Max obok mnie. Wyjęłam telefon wraz ze słuchawkami, które od razu włożyłam do uszy i puściłam jedną ze swoich ulubionych piosenek - Ed Sheeran - The A Team. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

____________________________________________
Miało być krótkie wprowadzenie, jednak jak się rozpisałam to pomyślałam, że ten post zaliczę już do rozdziałów.
Życzę miłego czytania i liczę na szczerą krytykę.
Do napisania, xx ;*

piątek, 6 lipca 2012

Bohaterowie

Cześć. Mam na imię Klaudia i będę prowadziła tutaj już drugiego bloga. Mam nadzieję, że spodoba się Wam moja nowa historia. W tej notatce przedstawię bohaterów, którzy pojawią się na początku opowiadania, oczywiście w trakcie pisania dojdą nowe osoby.



Zoe

Wiek: 18 lat

Rodzina:
Ojciec Zoe umarł kiedy ta miała zaledwie trzy latka.
Matka dziewczyny Elisabeth jest lekarzem.
Brat-Max ma już 25 lat i mieszka w Londynie.
Siostra Amanda zmarła kiedy Zoe miała 16 lat.

Miejsce zamieszkania:
Do trzeciego roku życia wraz z rodzicami mieszkała w Paryżu, w którym się urodziła. Po śmierci taty, wraz z mamą i rodzeństwem przeprowadziła się do Warszawy.

Wygląd:
Jest bardzo wysoką i chudą dziewczyną o brązowych falowanych włosach, które prostuje. Jej oczy są niebieskie, jak tafla wody. Zoe ma tatuaż, który zrobiła sobie po śmierci siostry.


Charakter:
Ma trudności z nawiązywaniem kontaktów. Po stracie najważniejszej osoby w jej życiu zamknęła się w sobie i straciła wielu przyjaciół. Mówi wszystko co przyjdzie jej do głowy, nie myśląc czy drugą osobę ranią jej słowa. Kiedy obdarzy kogoś zaufaniem jest miła i przyjacielska, jednak jeśli ktoś "zajdzie jej za skórę" potrafi być wredna i agresywna. Nienawidzi gdy ktoś rani jej bliskich, którzy są dla niej najważniejsi.

Hobby:
Dziewczyna ma wspaniały głos do tego gra na gitarze i pianinie. Kocha fotografię i z tym wiąże swoją przyszłość. W wolnym czasie słucha muzyki i ogląda horrory, które wprost uwielbia, spotyka się też ze swoją jedyną przyjaciółką Kasią. Często chodzi na imprezy, na których lubi dobrze wypić, aby zmniejszyć swoje smutki.


Kasia

Wiek: 18 lat

Rodzina:
Matka dziewczyny jest redaktor naczelną w najpopularniejszej polskiej gazecie, a ojciec pracuje w banku. Nie posiada rodzeństwa.

Miejsce zamieszkania:
Warszawa, w której się urodziła.

Wygląd:
Dosyć niska i szczupła dziewczyna o blond włosach. Jej oczy są koloru jasnobrązowego.

Charakter:
Kasia jest bardzo przyjazną dziewczyną. Z łatwością nawiązuje nowe kontakty. Sparzyła się w kontaktach z chłopakami przez co stała się mniej ufna do płci przeciwnej.

Hobby:
Interesuje się modą, lubi projektować ubrania, a także je kupować! Gra w piłkę siatkową i jest kapitanem szkolnej drużyny siatkarskiej. Jak większość osób kocha słuchać muzyki, jednak los nie obdarzył jej wspaniałym głosem, co nie przeszkadza jej w śpiewaniu przy przyjaciółce, którą zna od dzieciństwa.


Max


Wiek: 25 lat

Rodzina:
Matka jest lekarką, a ojciec zmarł, kiedy miał 10 lat. Jedna z jego młodszych sióstr nie żyje, a druga-Zoe mieszka w Polsce.

Miejsce zamieszkania: 
W wieku 19 lat przeprowadził się do Londynu, gdzie zaczął studia prawnicze. Wcześniej mieszkał w Paryżu i Warszawie.

Wygląd:
Wysoki, dobrze zbudowany szatyn o niebieskich oczach, które odziedziczył wraz z siostrą po ojcu.

Charakter:
Jest miły i bardzo opiekuńczy. Kocha swoją młodszą siostrę ponad życie i zrobiłby dla niej wszystko. Po śmierci bliskich mu osób zamknął się w sobie, jednak w tym momencie zaczyna się otwierać na ludzi.

Hobby:
Lubi być modelem i często tak sobie dorabia. Uwielbia grać w tenisa i często chodzi na siłownię. Ponadto jest świetnym kucharzem!




Mia i Nicole

Wiek: 17 lat

Rodzina:
Ich matka jest pisarką, a ojciec szefem kuchni w jednej z najbardziej cenionych restauracji w Londynie. Są bliźniaczkami.

Miejsce zamieszkania:
Od urodzenia Londyn.

Wygląd:
Mia:
Wysoka i zgrabna. Ma długie blond włosy i zielone oczy.
Nicole:
Nie lubi swoich naturalnych blond włosów, więc postanowiła je przemalować na brązowo. Jest takiej samej postury jak siostra i także ma zielone oczy.

Charakter:
Obydwie są bardzo uprzejme i przyjazne. Lubią zawierać nowe znajomości. W szkole są jednymi z najbardziej lubianych dziewczyn. Różni je jedna cecha. Nicole lubi pić alkohol, a Mia trzyma się od niego jak najdalej.

Hobby:
Mia ma dar artystyczny. Wspaniale maluje, jednak nie lubi się tym chwalić. Natomiast Nicole uwielbia tańczyć i chodzi na dodatkowe zajęcia. Ma zamiar zostać zawodową tancerką.




Chloe

Wiek: 18 lat

Rodzina:
Jej matka ma własną firmę. Ojca nie zna. Podobno odszedł od rodzicielki przed jej urodzeniem.

Miejsce zamieszkania:
Londyn.

Wygląd:
Zgrabna, średniego wzrostu dziewczyna, o brązowych włosach, które regularnie farbuje na fioletowy kolor. Jej oczy przybierają prawie czarny odcień.

Charakter:
Szalona i energiczna dziewczyna. Uwielbia chodzić na imprezy. Nie przepada za alkoholem, za to pali papierosy.

Hobby:
Lubi jeździć na desce i maluje jedne z najlepszych graffiti w mieście, które wszyscy podziwiają. Świetnie gra też na gitarze elektrycznej.


No i oczywiście chłopaki z One Direction :