piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział 7


- O matko! - pokładałam się ze śmiechu leżąc na kanapie. Gdy popatrzyłam na oburzoną minę blondyna mój śmiech stał się głośniejszy. - Przestraszyłeś się Louisa? - powiedziałam już uspokojona.
- Jestem aż taki straszny? - zmartwiony Tomlinson usiadł obok mnie i zrobił słodkie oczka.
- Jak tu można z wami wytrzymać? Jeden uważa się za najprzystojniejszego, a drugi jest tchórzem. - pokręciłam głową i przeszłam do kuchni. - Kto chce herbaty?
- Ja! - wykrzyknął Lou i przybiegł pędem za mną. - Masz taką dobrą, angielską? Moja ulubiona. - oblizał językiem swoje wargi i popatrzył na mnie wyczekująco.
- Herbata? Ja też chcę! - do pomieszczenia wbiegł już rozweselony Niall. - No co? - z Louisem popatrzyliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Nic, przed chwilą prawie płakałeś ze strachu, a teraz jesteś radosny i prosisz o herbatę. Szybka zmiana nastrojów. - brunet wytknął język w jego stronę.
- Oj, jak zwykle się czepiacie. - usiadł na krześle i popatrzył się na mnie. - Masz jakieś ciastka?
- Coś znajdę. - zaśmiałam się pod nosem i wyciągnęłam z szafki opakowanie ciasteczek. Otworzyłam witrynkę i wzięłam z niej trzy kubki: zielony, niebieski i pomarańczowy.
- Ja chcę pomarańczowy! Jak marchewki! - Loui rozsiadł się na drugim krześle i szturchnął blondyna.
- A ja zielony! Jak... jak koniczynka. - zaśmiał się i otworzył paczkę.
- Marudzicie. - mruknęłam pod nosem nastawiłam wodę.
- Słyszeliśmy! - zawołali razem i uśmiechnęli się szeroko. Usiadłam obok nich i zabrałam się za jedzenie słodkości.
- Głowa mnie boli. - oparłam głowę na dłoniach i przymknęłam oczy. Marchewkowy przyłożył dłoń do mojego czoła i pokręcił głową.
- Masz gorączkę. Marsz do łóżka! I to już! - pogłaskał mnie po włosach i wstał, żeby nalać wrzątku, gdyż czajnik wydał z siebie charakterystyczne "klik", które sygnalizowało zagotowanie się wody. - Idź, idź! - ponaglił mnie. Zrobiłam co nakazał i przykryłam się kołdrą. Po chwili do pokoju przyszedł Lou. - Zmierz temperaturę. - Tomlinson podał mi termometr. Nie mam pojęcia skąd go wziął, ale nie miałam już siły, żeby go o to zapytać.
- Gdzie moja herbata? - wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i popatrzyłam na niego.
- Ta gapa je tu niesie, jak przyniesie pół kubka to i tak będzie dobrze. - uśmiechnął się pod nosem i usiadł obok mnie na łóżku. - Jak się czujesz?
- Jakoś. - wytknęłam język w jego stronę i mrugnęłam lewym okiem. - Oprócz bólu głowy raczej okej. - w drzwiach pojawił się Niall niosący tacę z kubkami z zaciętą miną.
- Nic nie rozlałem! - ucieszył się, kiedy postawił tacę na szafeczce. - zapomniałem ciastek! - walną się dłonią w głowę i pobiegł po ciastka. Jak szybko wybiegł tak szybko wrócił i usiadł obok Louisa. - Co robimy?
- 38! - pomachałam blondynowi termometrem przed nosem i zrobiłam smutną minę. - Ja piję herbatę i idę spać, nie wiem jak wy, ale jest już dosyć późno.
- Gdzie masz jakieś tabletki? Trzeba Ci coś dać na ból głowy. - Louis pokręcił głową.
- Nie wiem gdzie Max je trzyma. - przygryzłam dolną wargę i upiłam łyk gorącego napoju. - Spokojnie, jakoś wytrzymam. Idźcie może już do domu, co? Zmęczeni na pewno jesteście.
- Zostaniemy z Tobą, aż Twój brat nie wróci. - zapewnił mnie Nialler i wepchnął sobie kolejne ciastko do ust.


Następnego dnia rano.


Obudziłam się około ósmej. W nogach łóżka zobaczyłam śpiącego Nialla, a na podłodze Louisa. Zaśmiałam się cicho i wyszłam z pokoju tak żeby żadnego z nich nie obudzić, albo nie nadepnąć. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w czarne rurki i bluzkę z grafiką galaktyki, włosy splotłam w warkocz i udałam się do kuchni. Zrobiłam trzy kawy i jajecznicę. Rozłożyłam ją na talerzyki i ustawiłam wszystko na stole.
- Wstawać! - chciałam krzyknąć jednak z moich ust wydobył się jedynie dziwny odgłos. Popędziłam do pokoju i zaczęłam potrząsać brunetem.
- Co się dzieje? - zaspany usiadł na podłodze i przetarł oczy. Palcem pokazałam na gardło i delikatnie się skrzywiłam. Coraz bardziej mnie bolało. - Nie możesz mówić? - pokiwałam głową i pokazałam ręką w stronę kuchni. Najprawdopodobniej mnie zrozumiał, bo zaczął budzić blondyna i po chwili we trójkę jedliśmy już śniadanie.

Tomlinson mył właśnie naczynia, a ja z Niallem oglądaliśmy jakiś poranny program. Na kartce napisałam: "Zadzwoniłbyś do mojej pracy i powiedział, że jestem chora?" i podałam ją blondynowi.
- Jasne! - posłałam mu uśmiech i zniknął gdzieś w głębi mieszkania.  Zerknęłam jak radzi sobie brunet i podałam mu kolejną kartkę z napisem: "Po co wczoraj przyszedłeś?". On tylko się roześmiał i wytarł ręce w ręcznik.
- Bo wiedziałem, że zastanę tu Horana, pozatym chciałem Cię bliżej poznać. - pokiwałam głową, na znak, że rozumiem i usiadłam na krześle. - Trochę lepiej? - zapytał, a ja pokręciłąm głową. - Poszukam może jakiś leków, albo może pojedźmy do szpitala, niech Cię ktoś zbada. - od razu zaczęłam zaprzeczać, poprzez kręcenie głową. Jednak on wbił sobie do głowy, że musimy jechać do szpitala. - Zakładaj buty, zaraz Cię zawiozę! - chwyciłam szybko smycz i podałam ją Louisowi. - Co mam z tym zrobić? Założyć Ci? - zdziwiony przyglądał się podanemu mu przeze mnie przedmiotowi. Westchnęłam i pokazałam palcem na psa, który właśnie biegł w naszym kierunku. - Aaaaaa! To dla niego! - podrapał się po głowie i popatrzył na mnie przepraszająco. Szeroko się uśmiechnęłam i założyłam vansy. Po chwili dołączył do nas Niall i powiadomił mnie, że mam wolne na kilka dni. Samochodem któregoś z nich dotarliśmy pod najbliższy szpital. Blondyn został przed budynkiem razem z Aaronem, a ja razem z najstarszym z zespołu udałam się do środka. Posłałam mu błagalne spojrzenie i przygryzłam dolną wargę. Objął mnie tylko ramieniem, żeby dodać mi otuchy i prawie, że wepchnął do środka jednego z gabinetów.
- Dzień dobry. Panie doktorze, mamy problem. Ta oto tutaj dama, ma nie lada problem. - mówił bardzo poważnie, że musiałam się na prawdę powstrzymywać, żeby nie wybuchnąć śmiechem. - Przeziębiła się. Miała gorączkę, bolała ją głowa i dzisiaj nam zaniemówiła. - uśmiechnęłam się delikatnie do starszego pana i usiadłam na krześle naprzeciwko niego. Po zbadaniu mnie ogłosił, że mam anginę i przez tydzień muszę zostać w domu. Zrezygnowana razem z Lou i receptą w ręku wyszłam ze szpitala. Szukaliśmy blondyna, jednak nigdzie nie mogliśmy go znaleźć. W końcu brunet do niego zadzwonił i okazało się, że poszedł na spacer z psem i siedzi właśnie w parku. Wykupiliśmy jeszcze antybiotyk i inne lekarstwa w aptece przy szpitalu i pojechaliśmy pod park. Dobre pół godziny chodziliśmy wśród drzew, krzewów i kwiatów, żeby przed naszymi oczami pojawił się Niall z Aaronem. Blondyn siedział na ławce, a pies leżał na trawie, którą miał nawet w pyszczku.  Pogłaskałam go i usiadłam po prawej stronie Niallera, a Louis po jego lewej.
- Jedziemy do domu, bo jeszcze bardziej się rozchorujesz. - blondasek podał mi swoją bluzę. Założyłam ją na siebie i podziękowałam blondynowi poprzez promienny uśmiech. Po dwóch godzinach dotarliśmy w końcu do mieszkania. Dlaczego po dwóch? Bo Niall był głodny i musieliśmy wstąpić do Nandos. Oczywiście nie obyło się bez góry jedzenia. Nie mam pojęcia gdzie on to wszystko mieści.
- To my już pójdziemy, bo trochę nas w domu nie było. - Louis podrapał się po głowie i popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Pokiwałam tylko głową i każdego z nich przytuliłam na pożegnanie. W taki sposób w słoneczne popołudnie zostałam sama w domu. Właśnie sama, a gdzie jest mój brat? Nie odpisał mi na wcześniejszego smsa. Wczoraj wieczorem próbowałam się jeszcze do niego dodzwonić, jednak bez skutku. Nieco zawiedziona brakiem kontaktu z Maxem rozsiadłam się na kanapie i włączyłam telewizor. W trybie natychmiastowym brązowa kulka wdrapała się na kanapę, a następnie na moje kolana. Pogłaskałam go i pocałowałam w czubek głowy. Siedziałam tak do godziny osiemnastej kiedy to od jakiegoś kolejnego dennego serialu oderwał mnie dźwięk mojego telefonu.




Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale byłam w Grecji i wróciłam w środę w nocy. Wczoraj coś napisałam i rak oto przeczytaliście chyba najnudniejszy rozdział jaki napisałam :c
Jak Wam minęły wakacje? Książki już kupione? xd Ach w poniedziałek rozpoczęcie roku szkolnego :D Z jednej strony się cieszę, bo przecież spotkam znajomych i przyjaciół. Z drugiej jednak tak strasznie nie chce mi się iść, gdyż w tym roku idę do 3 gim. i czekają mnie testy. :/ A wy do której idziecie klasy?
Do zobaczenia, mam nadzieję, że wkrótce. Xx

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rozdział 6

- Tak! - w całym domu można było słychać krzyk blondyna. - Wygrałem! - do pokoju zbiegli się Harry i Zayn, a Niall zaczął tańczyć taniec zwycięstwa co wywołało u wszystkich śmiech.
- Będę się zbierać. Muszę zrobić jakieś zakupy, wyjść z psem i może spotkać się z dziewczynami. - na moich ustach widniał uśmiech, gdyż przede mną stała trójka wydurniających się chłopaków.
- Jak to?- jęknęli i popatrzyli na mnie błagalnie. - Zostań jeszcze trochę.
- Nie ma mowy. - pokręciłam przecząco głową. - Postanowione. - zaśmiałam się i potargałam włosy loczkowi, który stał najbliżej mnie. - Do zobaczenia. - ruszyłam w stronę drzwi.
- Czyli jeszcze się spotkamy? - Mulat uniósł jedną brew do góry i we trójkę popatrzyli na mnie wyczekująco. Pokiwałam twierdząco głową, co ich bardzo ucieszyło i wyszłam z ich domu. Zrobiłam zakupy w najbliższym sklepie i postanowiłam wrócić do domu pieszo. W połowie drogi do wieżowca zaczął padać deszcz. Na początku była to mżawka, która w mgnieniu oka przemieniła się w potężną ulewę. Ścisnęłam mocniej siatkę z zakupami i zaczęłam biec. Gdy w końcu dotarłam do mieszkania byłam cała przemoczona.
- Kurwa. - przeklęłam pod nosem i odstawiłam zakupy w kuchni. Weszłam do łazienki i zdjęłam z siebie ubrania. Wzięłam gorący prysznic i owinięta ręcznikiem wkroczyłam do pokoju i wygrzebałam jakieś suche ubrania. Szybko założyłam nową bieliznę, szare spodnie dresowe i luźną białą bluzkę. Na stopy założyłam grube skarpety, rozwiesiłam przemoczone ciuchy i powlokłam się do kuchni. Rozpakowałam zakupy i zrobiłam sobie kanapkę z żółtym serem. Usiadłam na kanapie w salonie, przykryłam się kocem i jedząc zaczęłam oglądać jakiś film, który akurat leciał w telewizji. Po około godzinie ktoś zapukał do drzwi. Zwlokłam się z sofy i ruszyłam w ich stronę.
- Cześć. - przywitałam dziewczyny niemrawym uśmiechem. Dziwnie się czułam, drapało mnie w gardle, a ból głowy coraz bardziej się nasilał.
- Matko, przecież ty jesteś chora!- wykrzyknęła Mia. - Natychmiast do łóżka!- weszły do środka i zamknęły za sobą drzwi.
- Dziewczyno nie tak głośno! - skrzywiłam się i wykonałam jej polecenie. Zagrzebałam się pod kołdrą i szczelnie się nią przykryłam.
- Co ty dzisiaj robiłaś? - Nicole usiadła obok mnie i pokręciła głową.
- Oj, wracałam do domu i się rozpadało. Pewnie dlatego. - wytłumaczyłam. - Wcześniej nic mi nie było. - dodałam i przymknęłam oczy. - Która godzina?
- Prawie ósma. - blondynka podała mi kubek z herbatą. Uśmiechnęłam się do niej i chwyciłam go w dłonie. - Wiesz my powinnyśmy już iść, wiesz szkoła. Trzeba się trochę przygotować. Nie obrazisz się jak pójdziemy? - podrapała się po głowie i popatrzyła na mnie zmieszana.
- No co ty! Idźcie! - zaśmiałam się cicho. - Przyjdźcie jutro. Może będę się trochę lepiej czuła. - pożegnały się ze mną i wyszły z mieszkania. Napisałam smsa do Maxa: "Gdzie jesteś?". Upiłam łyk herbaty i usiadłam na brzegu łóżka. Wzięłam laptopa i z powrotem się położyłam. Włączyłam laptopa, przejrzałam facebooka i twitttera. Dodałam nowego posta: "Sama w domu. W dodatku chora. ;(" Odstawiłam laptopa na podłogę, przykryłam się kołdrą i zamknęłam swoje ciężkie powieki.


Niall.

Gdy Zoe wyszła z naszego domu poszedłem do swojego pokoju i położyłem się na łóżku. Włączyłem jakiś film na laptopie. Po obejrzeniu Iron Mena zrobiłem sobie kanapki w kuchni i wróciłem do pokoju. Zjadłem przygotowane wcześniej jedzenie i sprawdziłem twittera. Gdy zobaczyłem wpis brunetki od razu mój humor się pogorszył. Jest chora i do tego sama w domu. Założyłem na siebie bluzę, wziąłem kluczyki od samochodu i wyszedłem z domu. Podjechałem do jakiejś restauracji , kupiłem dla niej coś ciepłego do jedzenia i udałem się do jej domu. Zadzwoniłem dzwonkiem i po chwili w drzwiach pojawiła się zaspana niebieskooka.
- Co ty tu robisz? - zapytała zaskoczona moją wizytą. Uśmiechnąłem się do niej szeroko i wszedłem do środka.
- Jesteś chora, więc mam dla Ciebie coś do jedzenia. Oczywiście sam ugotowałem. - zaśmialiśmy się oboje. Objąłem ją ramieniem i mocno do siebie przytuliłem. Dziewczyna jednak odepchnęła mnie od siebie, zrobiłem smutną minkę i popatrzyłem na nią.
- Jestem chora, zarazisz się. - wytłumaczyła i ruszyła w stronę kuchni. - Pozatym nie jestem głodna. - poszedłem za nią i postawiłem dania na wynos na blacie kuchennym.
- Musisz coś zjeść, bo nigdy nie wyzdrowiejesz! - pokręciłem głową i podsunąłem jej pod nos miskę z zupą. - Jedz! - potargałem jej włosy i podałem łyżkę. - Ja dla siebie mam spaghetti! - Zaśmiałem się i zacząłem jeść.
- Strasznie dużo jesz. - uśmiechnęła się delikatnie. - Uwielbiam rosół, skąd wiedziałeś?
- Męska intuicja! - zawołałem i zjadłem kolejny widelec potrawy.
- Pfy! Nie ma takiego czegoś! - wytknęła język w moją stronę. Mhmm, pyszny. - powiedziała gdy skończyła.
- Jasne, że jest! - obużyłem się i widelcem zacząłem bawić się makaronem.
- Co, już nie możesz? - zaśmiała się, a ja tylko pokiwałem głową. - O matko Niall Horan nie chce jeść? - pokręciła głową, zabrała mi widelec i zaczęła jeść spaghetti.
- Widzę, że zdrowiejesz. - szturchnąłem ją w bok i obydwoje roześmialiśmy się. - Może obejrzymy jakiś film? - zaproponowałem po skończeniu posiłku.
- Horror! Uwielbiam horrory! - na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Co powiesz na "Krzyk 4"?
- Z wyborem filmu zdaję się na Ciebie. - usiedliśmy wygodnie na kanapie. - A gdzie jest Twój brat?
- Kto to wie? - wzruszyła ramionami i posmutniała. - Nie odpisuje mi. Trochę się o niego martwię.
- Nie martw się. - uśmiechnąłem się do niej. - Może jest na jakiejś imprezie. - położyłem dłoń na jej ramieniu.
- Na pewno. - uśmiechnęła się delikatnie i zaczęliśmy oglądać film. Bardzo boję się horrorów, więc co chwilę zasłaniałem sobie oczy poduszką albo dłonią swoją lub dziewczyny, natomiast ona śmiała się ze mnie i z filmu. - Dziękuję. - powiedziała po dłuższej chwili ciszy. Popatrzyłem na nią nieco zdziwiony. - No za to, że przyszedłeś i siedzisz tu teraz ze mną. I przepraszam, że jestem dla Was czasem niemiła, ale nie ufam ludziom, zraziłam się do nich. Nie zadawaj żadnych pytań, bo i tak Ci nie odpowiem. - zaśmiała się cicho i oparła głowę o moje ramię. - Jeszcze raz dziękuję.
- Nie ma za co. - odpowiedziałem nieco zszokowany i wróciłem do oglądania.

Zoe śpi, a film już dawno się skończył. Nie wiem czy mam sobie pójść czy może z nią zostać. Co chwilę rozglądam się po pomieszczeniu, gdyż boję się po horrorze i mam wrażenie, że ktoś zaraz tu wejdzie i coś nam zrobi. W pewnym momencie ktoś otworzył drzwi wejściowe. Moje serce zaczęło bić szybciej, od razu wstałem z kanapy jak oparzony i zacząłem budzić dziewczynę.
- Zoe, obudź się, ktoś się włamuje! - potrząsnąłem nią i krzyknąłem, ponieważ w salonie pojawił się osobnik płci męskiej nieco starszy ode mnie. - O matko! - krzyknąłem i schowałem się za kanapą.

***

Przepraszam, że długo nie dodawałam, ale nie miałam czasu. Jestem teraz na obozie, a potem jadę do Grecji i też nie będę często dodawać.
Jak myślicie kto włamał się do mieszkania Zoe?
Do napisania xx.

P.S. Przepraszam jeśli pojawią się jakieś błędy, ale pisałam to na telefonie i trudno mi tu wszystko sprawdzić.
Tak wiem, jest krótki ;(

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 5

- Chyba żartujecie! Mamy tym jechać? - na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy przed blokiem zobaczyłam czarną limuzynę. W końcu nie co dzień jeździ się takim "autem"
- Nie gadaj tylko wsiadaj. - zaśmiał się Louis. Dołączyłam więc do chłopaków, którzy siedzieli już w środku.
Bawiliśmy się świetnie, trochę tańczyliśmy, trochę siedzieliśmy i rozmawiając piliśmy różne drinki. Nie wypiłam za dużo jednak alkohol i tak zrobił swoje. Do domu wróciłam dopiero po godzinie drugiej.
- Dzięki za udany wieczór. - posłałam im buziaka w powietrzu i zamknęłam za sobą drzwi samochodu. Powolnym i nieco chwiejnym krokiem ruszyłam na górę i weszłam do mieszkania. - Jeszcze nie śpisz? - zdziwiłam się widząc siedzącego w salonie brata. Stanęłam w drzwiach i oparłam swoją głowę o framugę.
- Gdzie ty byłaś? - jego twarz była tak poważna, że nie wytrzymałam i głośno się zaśmiałam.
- Daj spokój! Jestem już dorosła i umiem o siebie zadbać. - skrzywiłam się i pobłażliwie na niego popatrzyłam.
- Po prostu jesteś moją młodszą siostrą i się o Ciebie martwię. - przytulił i pocałował mnie w czoło. - A teraz idź się kąpać i spać. Jak ty jutro do pracy pójdziesz? - pokręcił głową i poklepał mnie po ramieniu.
- Normalnie! Oj, jakoś dam radę. - zaśmiałam się i zniknęłam za drzwiami łazienki. Wzięłam zimny prysznic, ubrałam się w piżamę, a następnie zasnęłam w swoim pokoju.
O dziesiątej obudziłam się z ogromnym bólem głowy.
- O matko. - wymamrotałam i wygrzebałam się spod kołdry. Wyjrzałam przez okno i jeszcze raz się załamałam. - Znowu pada. - jęknęłam i wyjęłam z szafy jeansy wraz z miętową bluzą i ruszyłam do łazienki. Położyłam ubrania na grzejniku i zajęłam się maskowaniem opuchniętych oczu. Po chwili wszystko było gotowe. Umyłam zęby i założyłam wcześniej przygotowany zestaw.Następnie udałam się do kuchni, w której nalałam sobie soku pomidorowego ( jeden z dwóch najlepszych sposobów na kaca. Ten drugi to picie dużych ilości wody :D ) i zaczęłam jeść bułkę. Po skończeniu "śniadania" postanowiłam zadzwonić do pracy, przecież nie wiedziałam nawet o której mam tam przyjść.
- Cześć, tu Zoe. - przywitałam się jednocześnie szukając czarnej torby Nike. - Co dzisiaj robimy?
- O szesnastej mamy sesję do jakiejś gazety, więc masz jeszcze dużo czasu. Do zobaczenia!. - usłyszałam w słuchawce.
- Do zobaczenia! - odpowiedziałam entuzjastycznie, bo w końcu znalazłam torbę. Założyłam miętowe buty i wzięłam do ręki smycz. - Aaron! - zawołałam, a on od razu przybiegł. - Kochany piesek! - pocałowałam go w czubek głowy i przypięłam smycz do jego obroży. Po chwili byliśmy już w parku.
- Czy to ty byłaś ostatnio z chłopakami z One Direction w klubie? - usłyszałam za sobą głos mężczyzny.
- Nic Ci do tego. - wycedziłam i odwróciłam się do niego przodem. Od razu oślepił mnie blask fleszy. Ominęłam go i szybkim krokiem popędziłam do mieszkania. Nasypałam karmy do miski i dolałam wody do drugiej. - Do wieczora. - pogłaskałam psa i wyszłam z domu. Popatrzyłam na zegarek, była dopiero trzynasta. Jeszcze trzy godziny. Co ja będę robić przez ten czas? Trudno, pójdę wcześniej, lepiej się przygotuję. Założyłam okulary, żeby nikt mnie już nie rozpoznał i żwawym krokiem ruszyłam do studia. Po godzinie byłam na miejscu. - Hej Amy. - przywitałam się z recepcjonistką. - Mam prośbę. Znajdziesz mi jakąś ekipę remontową? - uśmiechnęłam się, a brunetka pokiwała głową.
- Zrobię co w mojej mocy. - odwzajemniła mój uśmiech. - Na górze czeka na Ciebie niespodzianka. - puściła mi prawe oczko.
- Już się nie mogę doczekać. - powiedziałam z ironią w głosie i udałam się na drugie piętro. Co to może być? Może ta sesja jest jakaś wyjątkowa? Może poznam kogoś kto pomoże mi zostać sławną fotografką? Jednak gdy weszłam do sali wszystkie moje wątpliwości zostały rozwiane. Przede mną stał wielki bukiet kremowych róż. - O matko! - wyszeptałam. Odnalazłam karteczkę na której widniał napis: "Dziękujemy ;*". Zrobiłam zdjęcie kwiatów telefonem i wrzuciłam na twittera z dopiskiem:
"Liam, Louis, Niall, Zayn i Harry. To od Was?"
Od razu odpisali mi z grupowego konta: "Tak :)"
No tak, mogłam się tego spodziewać. Zapytałam: "Z jakiej okazji?"
" Po pierwsze bardzo Cię lubimy. Po drugie dziękujemy Ci za wspólnie spędzony wieczór. Powtórzymy to?". Chcą się spotkać jeszcze raz? Po co mi to wszystko. Fakt, są nawet fajni, tylko nie chcę być na pierwszych stronach gazet. To nie dla mnie. Paparazzi już zaczęli za mną chodzić, chociaż spotkałam się z nimi tylko raz. Odmówię im. "Nie, raczej nie. Dziękuję za tłumy reporterów."
- Zoe! - usłyszałam za sobą uradowany głos Jakoba. - Co tam u Ciebie słychać?
- Cześć! Wszystko dobrze. A jak u Ciebie? Jak dziewczyna? - zasypywałam go pytaniami. - Już wracasz?
- Znacznie lepiej. - uśmiechnął się blado. - Nie, jeszcze nie. Na razie wszystko zostawiam Tobie. Chciałem się tylko dowiedzieć jak Ci idzie.
- Sama nie wiem. Wczoraj chyba było dobrze. - przygryzłam dolną wargę. - Zobaczymy jak pójdzie dzisiaj. Jak coś spieprzę to będzie Twoja wina! - zaśmiałam się i pokazałam na niego palcem.
- Dasz radę. - puścił mi oczko. - Trzymaj się. - wyszedł z pokoju i zostawił mnie w nim samą. Po chwili zaczęła się sesja, a po dwóch godzinach było już po wszystkim. Wzięłam bukiet i wyszłam z budynku. W pewnym momencie ktoś wyrwał mi kwiaty. Inna osoba zasłoniła mi oczy i nim zaczęłam głośno krzyczeć zakryła mi usta dłonią. Wciągnęli mnie do jakiegoś samochodu i posadzili na siedzeniu. Zawiązali mi na oczach chustkę.
- Co wy robicie, kim wy jesteście? - przerażona podciągnęłam nogi na siedzenie i oparłam podbródek na kolanach.
- Porywamy Cię! - odezwał się znajomy mi głos.
- Skądś was znam. - przygryzłam dolna wargę - Znam ten głos. 
- Chłopaki zdemaskowała nas. - powiedział ten sam chłopak i cicho westchnął. Zdjął mi opaskę i w tej chwili ukazał mi się brunet.
- Louis! - wrzasnęłam. - Jak mogliście? - oburzyłam się. - Wypuśćcie mnie stąd! - próbowałam otworzyć drzwi, jednak nie mogłam tego zrobić.
- Nie uciekniesz nam. - wyszczerzył się. - Przywitaj się z Niallem i Zaynem. - pokazał dłonią na chłopaków siedzących z przodu.
- Nie mam zamiaru. Jestem na was obrażona! Co wy sobie myślicie? Że możecie kogoś tak po prostu "zabrać" z ulicy? To jest porwanie! - popatrzyli się na mnie rozbawieni i pokiwali głowami. - A ty lepiej patrz na ulicę. - skierowałam swoją uwagę do Mulata i przybrałam naburmuszoną minę.
- Już jesteśmy. - oznajmił dotąd cicho siedzący blondyn i wyszedł z auta.
- O nie! Ja nigdzie nie idę! Mówiłam, że nie chcę się z wami spotykać. -pokręciłam głową i przylgnęłam do siedzenia.
- Oczywiście, że tak. - w drzwiach z mojej strony pojawił się Nialler. - Chodź. - wyciągnął rękę w moim kierunku i szelmowsko się uśmiechnął.
- Gdzie jesteśmy? - skrzywiłam się i popatrzyłam na niego błagalnie.
- U nas w domu. - zaśmiał się i wyciągnął mnie z samochodu. - Zapraszam. - objął mnie ramieniem, które od razu strąciłam, a on popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam w kierunku furtki. - Gdzie ty idziesz? - wziął mnie "na barana" i zaczął iść w kierunku drzwi wejściowych.
- Puszczaj mnie! - zaczęłam bić go pięściami w plecy, jednak on nie reagował i nadal szedł w kierunku domu cicho się śmiejąc. Po chwili zrezygnowałam i przestałam go uderzać. - Jesteście niemożliwi. - mruknęłam. Gdy byliśmy już w środku postawił mnie na podłodze i zamknął drzwi na klucz. - Po co mnie tutaj przywieźliście? - westchnęłam
- Bo chcieliśmy spędzić z Tobą czas. - uśmiechnął się Louis zajadając marchewkę. - Co będziemy robić?
- Zagramy na xboxie! - Zayn zatarł ręce i popędził do salonu włączyć konsolę. - No chodźcie! - krzyknął z pokoju, więc ruszyliśmy w jego stronę. Nadal nie wierzę, że jestem u nich w domu, po tym jak mnie "grzecznie zabrali" z ulicy. Dlaczego zgodziłam się najpierw iść z nimi do klubu, a potem dać sprowadzić się tutaj. To do mnie nie podobne, martwię się o siebie. Zaśmiałam się w duchu i usiadłam na fotelu. Kurczę, mieli tutaj prześlicznie. - Chodź zagrasz ze mną w fifę! - zwrócił się do mnie.
- Jesteś pewien? - uniosłam jedną brew do góry i posłałam mu kpiące spojrzenie. 
- Ja jestem mistrzem. - zaśmiał się i włączył grę. Haha, on mistrzem? Chyba nie wie co mówi. Potarłam dłonią o dłoń i usiadłam obok niego. W końcu zaczęliśmy grę. Na początku przegrywałam 0:2, jednak gdy skończyliśmy było 5:2. Oczywiście dla mnie. Kiedy zobaczyłam minę swojego przeciwnika od razu się roześmiałam. W całym salonie można było słychać oklaski i gwizdy.
- No co, pytałam czy na pewno chcesz ze mną grać i byłeś taki pewny swojej wygranej. A ja po prostu dobrze gram. - zaśmiałam się i pokręciłam głową.
- No ale, ja.. - zaczął z naburmuszoną miną.
- Chłopie, przegrałeś z dziewczyną! - zaśmiał się Lou i poklepał Mulata po ramieniu. Ten posłał mu złowrogie spojrzenie i zaczął  gonić go dookoła kanapy. Loui piszczał jak baba, a Zayn wyklinał pod nosem.
- Nieźle grasz. - obok mnie usiadł Niall. - Gdzie się nauczyłaś? 
- Jak masz brata to trudno jest nie grać. Kiedyś graliśmy non stop, a teraz nie mamy już czasu. - posmutniałam, ale od razu przybrałam uśmiech.- A dlaczego ten tutaj złości się z przegranej? - zaśmiałam się wskazując na siedzącego na Tomlinsonie Malika. 
- Prawie zawsze z nami wygrywa, więc przegrana z dziewczyną trochę go zezłościła. - uśmiechnął się i  pokazał na xboxa. - Zagrasz?
- Jasne, ale jak przegrasz odwozisz mnie do domu. - zaśmiałam się i włączyłam grę. 
- To może lepiej nie grajmy. - zaśmiał się i wziął pada. Siedliśmy na podłodze i oparliśmy się o kanapę. - Oszukujesz! - zaśmiał się blondyn.
- Ja? Ja nigdy nie oszukuję! - pokręciłam głową i gdy strzeliłam mu gola roześmiałam się z jego naburmuszonej miny. - Musisz się bardziej postarać.
- Daję Ci fory. - mrukną cicho i skupił swój wzrok na telewizorze. 
- A gdzie Liam z Harrym? -  zapytałam zaciekawiona i strzeliłam kolejną bramkę. - Coś kiepsko Ci idzie. 
- Pojechali na zakupy, a my postanowiliśmy pobyć trochę z Tobą. - puścił mi oczko. - No daj człowiekowi wygrać! - zrobił smutną minę i chwilę po tym strzelił mi gola.


*     *     *


Cześć!
Przepraszam, że tak długo czekacie na nowe rozdziały, ale nie mam za dużo czasu na pisanie. Są trochę krótkie... Ale mam nadzieję, że się Wam spodobają. 
Do następnego, Klaudia. xx


P.S. Z kim związać Zoe? Piszcie w komentarzach! :3