- O matko! - pokładałam się ze śmiechu leżąc na kanapie. Gdy popatrzyłam na oburzoną minę blondyna mój śmiech stał się głośniejszy. - Przestraszyłeś się Louisa? - powiedziałam już uspokojona.
- Jestem aż taki straszny? - zmartwiony Tomlinson usiadł obok mnie i zrobił słodkie oczka.
- Jak tu można z wami wytrzymać? Jeden uważa się za najprzystojniejszego, a drugi jest tchórzem. - pokręciłam głową i przeszłam do kuchni. - Kto chce herbaty?
- Ja! - wykrzyknął Lou i przybiegł pędem za mną. - Masz taką dobrą, angielską? Moja ulubiona. - oblizał językiem swoje wargi i popatrzył na mnie wyczekująco.
- Herbata? Ja też chcę! - do pomieszczenia wbiegł już rozweselony Niall. - No co? - z Louisem popatrzyliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Nic, przed chwilą prawie płakałeś ze strachu, a teraz jesteś radosny i prosisz o herbatę. Szybka zmiana nastrojów. - brunet wytknął język w jego stronę.
- Oj, jak zwykle się czepiacie. - usiadł na krześle i popatrzył się na mnie. - Masz jakieś ciastka?
- Coś znajdę. - zaśmiałam się pod nosem i wyciągnęłam z szafki opakowanie ciasteczek. Otworzyłam witrynkę i wzięłam z niej trzy kubki: zielony, niebieski i pomarańczowy.
- Ja chcę pomarańczowy! Jak marchewki! - Loui rozsiadł się na drugim krześle i szturchnął blondyna.
- A ja zielony! Jak... jak koniczynka. - zaśmiał się i otworzył paczkę.
- Marudzicie. - mruknęłam pod nosem nastawiłam wodę.
- Słyszeliśmy! - zawołali razem i uśmiechnęli się szeroko. Usiadłam obok nich i zabrałam się za jedzenie słodkości.
- Głowa mnie boli. - oparłam głowę na dłoniach i przymknęłam oczy. Marchewkowy przyłożył dłoń do mojego czoła i pokręcił głową.
- Masz gorączkę. Marsz do łóżka! I to już! - pogłaskał mnie po włosach i wstał, żeby nalać wrzątku, gdyż czajnik wydał z siebie charakterystyczne "klik", które sygnalizowało zagotowanie się wody. - Idź, idź! - ponaglił mnie. Zrobiłam co nakazał i przykryłam się kołdrą. Po chwili do pokoju przyszedł Lou. - Zmierz temperaturę. - Tomlinson podał mi termometr. Nie mam pojęcia skąd go wziął, ale nie miałam już siły, żeby go o to zapytać.
- Gdzie moja herbata? - wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i popatrzyłam na niego.
- Ta gapa je tu niesie, jak przyniesie pół kubka to i tak będzie dobrze. - uśmiechnął się pod nosem i usiadł obok mnie na łóżku. - Jak się czujesz?
- Jakoś. - wytknęłam język w jego stronę i mrugnęłam lewym okiem. - Oprócz bólu głowy raczej okej. - w drzwiach pojawił się Niall niosący tacę z kubkami z zaciętą miną.
- Nic nie rozlałem! - ucieszył się, kiedy postawił tacę na szafeczce. - zapomniałem ciastek! - walną się dłonią w głowę i pobiegł po ciastka. Jak szybko wybiegł tak szybko wrócił i usiadł obok Louisa. - Co robimy?
- 38! - pomachałam blondynowi termometrem przed nosem i zrobiłam smutną minę. - Ja piję herbatę i idę spać, nie wiem jak wy, ale jest już dosyć późno.
- Gdzie masz jakieś tabletki? Trzeba Ci coś dać na ból głowy. - Louis pokręcił głową.
- Nie wiem gdzie Max je trzyma. - przygryzłam dolną wargę i upiłam łyk gorącego napoju. - Spokojnie, jakoś wytrzymam. Idźcie może już do domu, co? Zmęczeni na pewno jesteście.
- Zostaniemy z Tobą, aż Twój brat nie wróci. - zapewnił mnie Nialler i wepchnął sobie kolejne ciastko do ust.
Następnego dnia rano.
Obudziłam się około ósmej. W nogach łóżka zobaczyłam śpiącego Nialla, a na podłodze Louisa. Zaśmiałam się cicho i wyszłam z pokoju tak żeby żadnego z nich nie obudzić, albo nie nadepnąć. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w czarne rurki i bluzkę z grafiką galaktyki, włosy splotłam w warkocz i udałam się do kuchni. Zrobiłam trzy kawy i jajecznicę. Rozłożyłam ją na talerzyki i ustawiłam wszystko na stole.- Wstawać! - chciałam krzyknąć jednak z moich ust wydobył się jedynie dziwny odgłos. Popędziłam do pokoju i zaczęłam potrząsać brunetem.
- Co się dzieje? - zaspany usiadł na podłodze i przetarł oczy. Palcem pokazałam na gardło i delikatnie się skrzywiłam. Coraz bardziej mnie bolało. - Nie możesz mówić? - pokiwałam głową i pokazałam ręką w stronę kuchni. Najprawdopodobniej mnie zrozumiał, bo zaczął budzić blondyna i po chwili we trójkę jedliśmy już śniadanie.
Tomlinson mył właśnie naczynia, a ja z Niallem oglądaliśmy jakiś poranny program. Na kartce napisałam: "Zadzwoniłbyś do mojej pracy i powiedział, że jestem chora?" i podałam ją blondynowi.
- Jasne! - posłałam mu uśmiech i zniknął gdzieś w głębi mieszkania. Zerknęłam jak radzi sobie brunet i podałam mu kolejną kartkę z napisem: "Po co wczoraj przyszedłeś?". On tylko się roześmiał i wytarł ręce w ręcznik.
- Bo wiedziałem, że zastanę tu Horana, pozatym chciałem Cię bliżej poznać. - pokiwałam głową, na znak, że rozumiem i usiadłam na krześle. - Trochę lepiej? - zapytał, a ja pokręciłąm głową. - Poszukam może jakiś leków, albo może pojedźmy do szpitala, niech Cię ktoś zbada. - od razu zaczęłam zaprzeczać, poprzez kręcenie głową. Jednak on wbił sobie do głowy, że musimy jechać do szpitala. - Zakładaj buty, zaraz Cię zawiozę! - chwyciłam szybko smycz i podałam ją Louisowi. - Co mam z tym zrobić? Założyć Ci? - zdziwiony przyglądał się podanemu mu przeze mnie przedmiotowi. Westchnęłam i pokazałam palcem na psa, który właśnie biegł w naszym kierunku. - Aaaaaa! To dla niego! - podrapał się po głowie i popatrzył na mnie przepraszająco. Szeroko się uśmiechnęłam i założyłam vansy. Po chwili dołączył do nas Niall i powiadomił mnie, że mam wolne na kilka dni. Samochodem któregoś z nich dotarliśmy pod najbliższy szpital. Blondyn został przed budynkiem razem z Aaronem, a ja razem z najstarszym z zespołu udałam się do środka. Posłałam mu błagalne spojrzenie i przygryzłam dolną wargę. Objął mnie tylko ramieniem, żeby dodać mi otuchy i prawie, że wepchnął do środka jednego z gabinetów.
- Dzień dobry. Panie doktorze, mamy problem. Ta oto tutaj dama, ma nie lada problem. - mówił bardzo poważnie, że musiałam się na prawdę powstrzymywać, żeby nie wybuchnąć śmiechem. - Przeziębiła się. Miała gorączkę, bolała ją głowa i dzisiaj nam zaniemówiła. - uśmiechnęłam się delikatnie do starszego pana i usiadłam na krześle naprzeciwko niego. Po zbadaniu mnie ogłosił, że mam anginę i przez tydzień muszę zostać w domu. Zrezygnowana razem z Lou i receptą w ręku wyszłam ze szpitala. Szukaliśmy blondyna, jednak nigdzie nie mogliśmy go znaleźć. W końcu brunet do niego zadzwonił i okazało się, że poszedł na spacer z psem i siedzi właśnie w parku. Wykupiliśmy jeszcze antybiotyk i inne lekarstwa w aptece przy szpitalu i pojechaliśmy pod park. Dobre pół godziny chodziliśmy wśród drzew, krzewów i kwiatów, żeby przed naszymi oczami pojawił się Niall z Aaronem. Blondyn siedział na ławce, a pies leżał na trawie, którą miał nawet w pyszczku. Pogłaskałam go i usiadłam po prawej stronie Niallera, a Louis po jego lewej.
- Jedziemy do domu, bo jeszcze bardziej się rozchorujesz. - blondasek podał mi swoją bluzę. Założyłam ją na siebie i podziękowałam blondynowi poprzez promienny uśmiech. Po dwóch godzinach dotarliśmy w końcu do mieszkania. Dlaczego po dwóch? Bo Niall był głodny i musieliśmy wstąpić do Nandos. Oczywiście nie obyło się bez góry jedzenia. Nie mam pojęcia gdzie on to wszystko mieści.- To my już pójdziemy, bo trochę nas w domu nie było. - Louis podrapał się po głowie i popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Pokiwałam tylko głową i każdego z nich przytuliłam na pożegnanie. W taki sposób w słoneczne popołudnie zostałam sama w domu. Właśnie sama, a gdzie jest mój brat? Nie odpisał mi na wcześniejszego smsa. Wczoraj wieczorem próbowałam się jeszcze do niego dodzwonić, jednak bez skutku. Nieco zawiedziona brakiem kontaktu z Maxem rozsiadłam się na kanapie i włączyłam telewizor. W trybie natychmiastowym brązowa kulka wdrapała się na kanapę, a następnie na moje kolana. Pogłaskałam go i pocałowałam w czubek głowy. Siedziałam tak do godziny osiemnastej kiedy to od jakiegoś kolejnego dennego serialu oderwał mnie dźwięk mojego telefonu.
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale byłam w Grecji i wróciłam w środę w nocy. Wczoraj coś napisałam i rak oto przeczytaliście chyba najnudniejszy rozdział jaki napisałam :c
Jak Wam minęły wakacje? Książki już kupione? xd Ach w poniedziałek rozpoczęcie roku szkolnego :D Z jednej strony się cieszę, bo przecież spotkam znajomych i przyjaciół. Z drugiej jednak tak strasznie nie chce mi się iść, gdyż w tym roku idę do 3 gim. i czekają mnie testy. :/ A wy do której idziecie klasy?
Do zobaczenia, mam nadzieję, że wkrótce. Xx