niedziela, 8 lipca 2012

Rozdział 2

- Mała wstawaj. - usłyszałam nad swoim uchem. - No wstawaj diabełku! - ktoś zaśmiał się i mną potrząsnął
- Idź szatanie! - wymamrotałam i otworzyłam jedno oko - Już jesteśmy? - otworzyłam drugie i przeciągnęłam się po czym wyjrzałam przez okno i byłam wprost oczarowana. Pod nami rozciągał się krajobraz Londynu. - Pięknie. - wyszeptałam, jednak Max usłyszał
- To jeszcze nic, z bliska jest jeszcze piękniejszy. - pstryknął mnie w nos - Jutro idziemy zwiedzać! A w mieszkaniu czekają na Ciebie dwa prezenty. - uśmiechnął się szeroko, a ja go mocno przytuliłam
- Już nie mogę się doczekać. - uśmiechnęłam się delikatnie i posłałam mu buziaka w powietrzu. - Nie wiem co to za niespodzianki, ale na prawdę nie musiałeś ich kupować.
- Kupiłem tylko jedną. - zaśmiał się, a ja zmierzyłam go wzrokiem. - Patrz, lądujemy! - wskazał palcem na szybę, a ja odwróciłam się w jej kierunku, rzeczywiście wylądowaliśmy. Wysiedliśmy z samolotu po czym odebraliśmy walizki i ruszyliśmy przed lotnisko. Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy nią pod wieżowiec Maxa.

-Będziesz spała w pokoju gościnnym. - mówił, kiedy wysiadaliśmy z windy. Kiedy podeszliśmy pod drzwi mieszkania dało się słyszeć głośne szczekanie - Ten idiota nigdy nie potrafi się uciszyć! Zniszczył całą niespodziankę! - pokręcił głową i kluczem otworzył drzwi. W jednym momencie zza nich wybiegł mały czekoladowy piesek rasy Golden Retriver.
- O matko! - pisnęłam po czym kucnęłam przy piesku i od razu zaczęłam go głaskać. - Jest śliczny! - pobiegłam za bratem do środka i przytuliłam go mocno do siebie po czym pocałowałam go w policzek -Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! - po raz kolejny na mojej twarzy zawitał uśmiech
- Ten uśmiech był tego warty. - zaśmiał się i potargał mi włosy - Idź się rozpakować, a potem dostaniesz drugi. - poklepał mnie po ramieniu. Ruszyłam w kierunku szarych drzwi. Gdy je otworzyłam ujrzałam mały pokoik z szarymi ścianami, czerwoną kanapą i tego samego kolory zasłonkami. Z prawej strony stała szafa i komoda, a z lewej wcześniej wspomniana kanapa. Usiadłam na niej, odchyliłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy.
- Czas przywitać się z nowym życiem. - powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się do siebie. W pewnym momencie coś polizało moją nogę. Otworzyłam oczy i przed sobą zobaczyłam małego, merdającego ogonkiem potworka. Poklepałam miejsce obok siebie, a on wskoczył i zaczął mnie lizać po dłoni. Pogłaskałam go przyjrzałam się mu uważniej. - Nazwę Cię Carmel, dobrze? - uśmiechnęłam się i pocałował go w czubek jego mądrej główki. Udałam się do brata, który właśnie przygotowywał kolację. - Nazwę go Carmel, może być?
- No właśnie jest jeden problem. - odwrócił się do mnie przodem i delikatnie się uśmiechnął. - On ma już imię, dała mu je jego wcześniejsza właścicielka. Reaguje na nie i trudno będzie go nauczyć drugiego.- na mojej twarzy pojawił się grymas, jednak po chwili uśmiechnęłam się, bo przecież imię nie jest aż takie ważne. Bardziej istotny jest jego charakter, a jak na razie prezentuje się wprost wyśmienicie. Jest żywy, przyjacielski i kocha się bawić. Popatrzyłam na psa, który właśnie biegał za gumową piłeczką. - To jak ma na imię?
- Aaron. - uśmiechnął się i wrócił do przyrządzania kanapek. Postawił je na stole, a obok nich dwa kubki z herbatą. - Smacznego!
- Dziękuję i nawzajem! - wzięłam się za jedzenie kolacji, którą popijałam angielską herbatą. - Obejrzymy potem jakiś film?- zaproponowałam, a on tylko skinął głową, na znak, że się zgadza.
Wybrałam "Jedź, módl się i kochaj". Oglądałam tą produkcję kilka raz i zawsze zazdroszczę głównej bohaterce, Liz, szczęścia jakie ma. Tego, że posiada tylu przyjaciół, znajomych, a także wspaniałego mężczyznę. To jedno z moich marzeń. Jednak nigdy się nie spełni, ponieważ zraziłam się do ludzi i chyba nigdy już nie odzyskam zaufania do nich.


Po obejrzeniu filmu chwyciłam brązową obrożę z dzwoneczkiem i zapięłam ją Aaronowi. Złapałam czarną smycz z nadrukiem kostek i przypięłam ją do obroży. Zastanawiałam się czy nie przejść się schodami, jednak wizja schodzenia z dziesiątego piętra delikatnie mnie przeraziła, więc na dół zjechałam windą. Sama nie wiem gdzie szłam, gdyż moim przewodnikiem był pies, który ciągnął mnie w określonym kierunku. Kiedy zza rogu wyłonił mi się park mimowolnie uśmiechnęłam się i poklepałam psa po głowie.
- Mądrala. - zaśmiałam się i ruszyłam w stronę skweru. Gdy już tam doszłam usiadłam na ławce pod wierzbą i spuściłam psa ze smyczy. Po chwili usłyszałam szczekanie retrivera. - Aaron! - krzyknęłam, ale pies do mnie nie przybiegł. Ruszyłam za hałasem i zobaczyłam piątkę chłopaków bawiących się z moim psem. - Aaron, chodź tutaj!- zawołałam, a ten grzecznie do mnie przybiegł. Przypięłam smycz do jego obroży i pogroziłam mu palcem. - Niegrzeczny pies! Nie wolno tak uciekać! - pokręciłam głową i kiedy się odwróciłam usłyszałam, że ktoś coś do mnie mówi? Do mnie? Przecież ze mną się nie rozmawia. 
- Ładny pies. - zagadnął blondyn i szeroko się uśmiechnął. Prawdę mówiąc, jest nawet przystojny i jego koledzy też. Tylko co z tego?  To przecież chłopak. Od razu wygoniłam te myśli ze swojej głowy.
- Dzięki. - odburknęłam i ruszyłam przed siebie. Po chwili ktoś złapał mnie za ramię. Szybko uwolniłam się z uścisku i popatrzyłam na tą osobą morderczym spojrzeniem. - Czego chcecie? - warknęłam i zmarszczyłam swoje brwi
- Chcieliśmy się przywitać. - zaczął niepewnie chłopak o kręconych włosach.
- Jakoś nie mam ochoty się z Wami zapoznawać. - powiedziałam i wzruszyłam obojętnie ramionami
- Dlaczego? - inicjatywę przejął blondyn i przenikliwie zaczął mi się przyglądać
- Ponieważ nie mam ochoty rozmawiać z nieznajomymi. - przewróciłam oczami 
- W takim razie to jest Niall - lokowaty pokazał na blondyna - Zayn - tym razem skierował swoją dłoń w stronę  mulata - Ten z tyłu to Liam - wskazał na chłopaka z brązowymi włosami - Louis - przedstawił kolejnego bruneta - A ja jestem Harry. Widzisz, teraz już nas znasz. - uśmiechnął się szarmancko - A ty jak masz na imię?
- Zoe. - rzuciłam i dokładnie zlustrowałam całą piątkę. - Muszę iść, cześć. -kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę domu. Po drodze wstąpiłam do sklepu i kupiłam swoje ulubione cukierki, żelki i ciasteczka. Kocham jeść i nie przejmuję się swoją wagą. Nie wiem jak to robię, ale jem strasznie dużo i nadal jestem chuda. Z resztą to jest wielki plus, nie wytrzymałabym chyba bez słodyczy jednego dnia. Usiadłam przed sklepem na ławeczce i zadzwoniłam do brata. Musiałam się dowiedzieć jak mam dostać się spod spożywczego do mieszkania. Kiedy wszystko już wiedziałam rozłączyłam się i szybkim krokiem ruszyłam do domu.


Po otworzeniu drzwi i zdjęciu psu obroży wkroczyłam do salonu. Po wejściu do pokoju doznałam szoku. Mój brat siedział na fotelu, a na kanapie dwie dziewczyny. Wyglądały identycznie - pewnie bliźniaczki - pomyślałam i od razu skarciłam się w myślach. Na pewno bliźniaczki, bo kto inny wygląda tak samo? Jedyne co je różniło to kolor włosów. Jedna była blondynką, a druga brunetką.
- Cześć! - powiedziały równocześnie i pomachały do mnie
- Poznaj Mię i Nicole. - przedstawił je brat i uśmiechnął się zachęcająco.
- Zoe. - powiedziałam i wymusiłam uśmiech na swojej twarzy. - To nie będę Wam przeszkadzać - rzuciłam i skierowałam się w stronę swojego pokoju. Kiedy nagle ktoś złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Max. Westchnęłam, a on tylko popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem. - Nie jestem już mała i sama sobie będę wybierać znajomych.
- Dobrze Cię znam i wiem, że gdybym zostawił sprawę w Twoich rękach na pewno nikogo byś nie poznała. Ja idę do siebie, a ty zostań tam z nimi i porozmawiaj. Spotkałem je parę razy i zamieniłem z nimi kilka zdań. Uważam, że są bardzo sympatyczne i w dodatku mieszkają w naszym bloku. No już! - poklepał mnie po ramieniu i ruszył do swojego pokoju. Zrezygnowana dołączyłam do bliźniaczek. O dziwo rozmawiało mi się z nimi całkiem fajnie. Rzeczywiście są bardzo miłe. Chyba będę musiała odstąpić od swoich zasad i dać im szansę. Przecież nie mogę żyć w tym ogromnym mieście i nikogo poza moim bratem nie znać.
- Może chciałybyście pojechać jutro ze mną do mojego domu i pomóc mi go trochę zaprojektować? - zapytałam i po chwili zdziwiłam się, że takie słowa wypłynęły z moich ust. Nie byłam z tego zadowolona, jednak nie mogłam już zmienić zdania, bo dziewczyny wydawały się bardzo ucieszone taką propozycją i od razu się zgodziły. Umówiłyśmy się, że o dziesiątej do mnie przyjdą i razem tam pojedziemy. Po dwunastej dziewczyny udały się do swojego mieszkania. Natomiast ja wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w piżamę, która składała się z krótkich spodenek i topu. Rozłożyłam kanapę, położyłam na nią czerwone prześcieradło, rzuciłam poduszkę w szarej poszewce i kołdrę w tym samym  kolorze. Położyłam się i od razu zasnęłam 

1 komentarz:

  1. szkoda, że jeszcze nie masz dużo komentarzy, ale oby się to zmieniło, bo rozdział jest naprawdę świetny! Ten jak i tamten pierwszy. po przeczytaniu charakterów tch różnych dziewczyn to stwierdziłam, że jestem podobna do tej Zoe , dlatego ją polubiłam : PP

    OdpowiedzUsuń