Od trzydziestu minut cała w nerwach siedzę na ławce przed salą rozpraw. Nie, ja nikomu nic nie zrobiłam. Wręcz przeciwnie. Czekam, aż zakończy się rozprawa o gwałt na Zoe Miles - czyli mnie. Moje życie jest straszne. Kiedy miałam trzy lata mój ojciec umarł na zawał. Pamiętam go jak przez mgłę, a jego twarz znam ze zdjęć. Potem, kiedy miałam szesnaście, czyli dwa lata temu, moja siostra została postrzelona i także zmarła. A teraz, kiedy mam osiemnaście siedzę w sądzie, bo ktoś postanowił zabawić się moim kosztem. Popatrzyłam tylko na mamę, która wydawała się być spokojniejsza ode mnie. Usiadłam bliżej niej i blado się uśmiechnęłam. Udawałam, że mnie to nie rusza, że jestem twarda. Jednak w środku płakałam jak małe dziecko. Ta cała sytuacja mnie przerasta. Na szczęście jutro wylatuję do Londynu, może tam w końcu spróbuję żyć od nowa, samotnie? Nienawidzę poznawać nowych ludzi. Jestem zamknięta w sobie i doskonale to wiem, ale przez to co przeszłam straciłam zaufanie do ludzi.
- Miles! Jeszcze Cię znajdę i się policzymy! - z zamyślenia wyrwał mnie głos oskarżonego - Przez Ciebie idę do pierdla! Znajdę Cię, zobaczysz! A wtedy za wszystko mi zapłacisz!
- Nie boję się Ciebie. - wysyczałam i przenikliwym wzrokiem popatrzyłam prosto na niego. - Nigdy mnie nie znajdziesz.- powiedziałam szeptem i razem z rodzicielką wyszłyśmy przed budynek. - Max! - krzyknęłam i pobiegłam do brata i od razu mocno go przytuliłam, a w moich oczach pojawiły się łzy. - Co ty tu robisz? - uśmiechnęłam się delikatnie nadal nie wypuszczając go z uścisku
- Wariatko! Puść mnie! - zaśmiał się, a ja zrobiłam to o co mnie poprosił. - Jak to co? Przyjechałem tu do mojej najukochańszej siostry. - uśmiechnął się szeroko i wytarł mi łzy, które właśnie spływały po moich policzkach - Cześć mamo! - przytulił się do Susan i pocałował ją w policzek - Przyjechałem Wam pomóc z przeprowadzką Zoe. - uśmiechnął się i we trójkę ruszyliśmy do samochodu, którym pojechaliśmy do domu.
- O której jutro mamy samolot? - zapytałam podczas jedzenia obiadu, który przygotował Max. Jest świetnym kucharzem, nawet zwyczajne kanapki, które przygotuje on, są znacznie lepsze od wszystkich innych. - Czy już Ci kiedyś mówiłam, że świetnie gotujesz?
- Tak, mówiłaś mi to wieeele razy. - powiedział delikatnie przeciągając słowo "wiele" - O dwunastej, ale musimy być tam o dziesiątej, najpóźniej o jedenastej.
- To ja biegnę się pakować! - powiedziałam po skończeniu spaghetti i ruszyłam do swojego pokoju.
Do dwóch walizek spakowałam wszystkie swoje ubrania, a do trzeciej włożyłam pamiątki. Różnego rodzaju zdjęcia, obrazki i małe przedmioty, które były upominkami z wakacji. Kiedy skończyłam usiadłam zrezygnowana na łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Stały tu już tylko puste meble i trzy walizki na środku. Na pewno będę tęsknić za Polską i za Kasią! Właśnie, Kasia! Miałam się z nią spotkać. Zerknęłam na zegarek. Była dziewiętnasta. Wyjęłam IPhona z kieszeni spodenek i zadzwoniłam do swojej jedynej przyjaciółki.
- Cześć. Wpadniesz do mnie? - zaproponowałam i usłyszałam tylko "Już biegnę!". I jak tu wytrzymać z taką dziewczyną? - pokręciłam głową i zeszłam na dół w celu napicia się czegoś zimnego. Jest połowa maja, a już są takie upały. To dosyć dziwne jak na Polskę. Gdy nalewałam sobie wody do szklanki w domu rozległ się dzwonek. - Już idę! - krzyknęłam i wypiłam wodę. Leniwie ruszyłam w stronę drzwi, otworzyłam je, a za nimi stała zdyszana blondynka.
- Matko, ty naprawdę biegłaś. - pokręciłam głową i wpuściłam ją do środka. - Chcesz się czegoś napić? - zaproponowałam, a ona tylko pokiwała głową. Podałam jej szklankę wody i uśmiechnęłam się, gdy wypiła ją jednym duszkiem.
- Cześć. - przywitała się i przytuliła mnie. - Spakowana? - na jej twarzy pojawił się grymas
- Cześć. - walnęłam ją w ramię. - Tak, wszystko gotowe.
- Chodź, pójdziemy do jakiejś kawiarni!- ożywiła się i była już przy drzwiach. - No ruszaj tą dupę. Chyba chcesz się jakoś ze mną pożegnać, nie? - zaśmiała się, a ja podążyłam za nią. Weszłyśmy do naszej ulubionej kafejki. Usiadłyśmy przy naszym stałym stoliku i zamówiłyśmy dwie szarlotki. Po raz ostatni rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było małe, ale bardzo przytulne. Ściany były kremowe, a podłoga jasna. Stało tu około dziesięć stoliczków. Na każdym z nich leżała kremowa serwetka i flakonik z różowymi kwiatkami. Tym razem były to tulipany natomiast na parapetach stało mnóstwo zielonych roślin.
- Gdzie będziesz mieszkać? - zaciekawiona wpatrywała się we mnie.
- Na razie u brata. Muszę przeprowadzić remont w tym domku i potem się do niego sprowadzę. - uśmiechnęłam się blado. - Jak już to zrobię, obiecuję, że Cię do siebie zaproszę i zrobimy sobie seans horrorów. - w moich oczach pojawiły się małe iskierki na co Kasia tylko się zaśmiała.
- Głupia jesteś. Wiesz, że panicznie boję się horrorów. Nie to co ty. - zagryzła dolną wargę i zaczęła wpatrywać się w ciastko, które właśnie przyniósł kelner. - Ale z zaproszenia skorzystam i na pewno przyjadę. - uśmiechnęła się i zabrała się za jedzenie szarlotki.
Ojciec przed śmiercią zapisał na mnie dom swoich rodziców, który znajdował się w centrum Londynu. Dowiedziałam się, kiedy skończyłam osiemnaście lat, bo dopiero wtedy mogłam wejść w posiadanie jakiejkolwiek posiadłości. Budynek jest podobno w bardzo dobrym stanie, jednak ja wolę przemalować wszystkie ściany i kupić nowe meble, aby urządzić go po swojemu. W końcu mam w nim mieszkać do końca swojego życia, prawda?
Zaczęłam jeść swój kawałek ciastka i szeroko uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
- Nawet nie wiesz, jak będzie mi Ciebie brakować. - Delikatnie przechyliłam swoją głowę w bok uważnie przyglądając się dziewczynie. - Nigdy nie poznam już takiego fajnego człowieka. Z resztą, już pewnie nikogo nie poznam. - wzruszyłam ramionami i kontynuowałam jedzenie
- Daj spokój. - oburzyła się - Nie możesz się zamykać w sobie. Nie wszyscy ludzie są źli. Na przykład ja. - zaśmiała się, jednak po chwili przybrała poważną twarz. - Musisz poznać kogoś nowego. Daj ludziom szansę. Proszę. - położyła nacisk na proszę i błagalnym wzrokiem na mnie spojrzała
- Wiesz, że nie mogę Ci tego obiecać. - przymrużyłam oczy i poczułam na sobie przenikliwy wzrok blondynki - Okej, okej! Spróbuję. - udobruchana skoczyła jeść swoje ciastko i przeniosła swój wzrok na moje. - Tak, możesz je zjeść. - zaśmiałam się i podsunęłam jej biały talerzyk
- Dzięki! - ucieszyła się i zjadła moją szarlotkę. - To jak idziemy? Jest już po dwudziestej. - wstała i popatrzyła na mnie wyczekująco
- Jasne. - posłałam jej uśmiech i ruszyłam za nią do drzwi. - Wpadniesz jeszcze do nas na chwilę?
- No nie wiem, nie wiem. - pokręciła głową - Może na chwilkę. - uniosła jeden kącik ust do góry.
Następnego dnia:
-Wstawaj! - usłyszałam głos brata jednak postanowiłam go zignorować i przykryłam się kołdrą aż po czubek głowy. - Leniu! - poczułam jak ktoś ściąga ze mnie kołdrę i siada obok mnie na łóżku
- Mhhhm. - wymamrotałam i powoli otworzyłam powieki. - Która godzina? - zapytałam zaspana i głośno ziewnęłam
- Dokładnie trzy po siódmej. - powiedział spoglądając na zegarek, a kiedy włożyłam głowę pod poduszkę zdjął ją ze mnie i zaczął mnie łaskotać. - Nie, proszę. Tylko nie to! - skrzywiłam się, ale już po chwili nie mogłam wytrzymać i wybuchłam donośnym śmiechem.
- Czyżby wiecznie obrażona i smutna Zoe Miles właśnie się zaśmiała? - uniósł jedną brew do góry, a ja wytknęłam język w jego stronę - Wstawaj skarbie, musisz sprawdzić czy wszystko zabrałaś. Jak zejdziesz to zrobię Ci jajecznicę, dobrze? - mruknęłam coś pod nosem, a on pocałował mnie w czoło
Ubrałam się w różowe spodenki, top i beżowe conversy. Następnie uczesałam włosy i zaplotłam je w gruby warkocz, na końcu którego przyczepiłam beżową kokardkę. Zbiegłam na dół i przywitałam się z mamą po czym ruszyłam w stronę kuchni, skąd roznosił się wspaniały zapach.
- Zamiast jajecznicy postanowiłem zrobić naleśniki. - uśmiechnął się szeroko - Nie chcę się chwalić, ale wyszły naprawdę dobre. - zaśmiał się i postawił talerz, na którym leżał ogromny naleśnik z bitą śmietaną na wierzchu, na stole.
- Mhmmm. - oblizałam usta po czym usiadłam przy stole i zaczęłam jeść kulinarne cudo Maxa. - Pyszne! - skomplementowałam i puściłam do niego oczko.
- To bardzo się cieszę. Masz jeszcze dwie godziny na sprawdzenie wszystkiego. Ja na razie zaniosę twoje trzy walizki do samochodu mamy. - przekręcił oczami - Kobiety. - pokręcił głową, a ja walnęłam go w brzuch śmiejąc się przy tym. - Widzę, że moje towarzystwo dobrze na Ciebie działa. Musisz się otworzyć na ludzi.
- Koniec. Wychodzę stąd! Nie mam zamiaru słuchać tego co właśnie chcesz mi powiedzieć! - przytknęłam dłonie do uszy i krzycząc "lalalalala" pobiegłam do swojego pokoju.
Wyjęłam telefon i napisałam wiadomość do przyjaciółki - "Okęcie, 10:00. Obecność obowiązkowa!". Jeszcze raz sprawdziłam wszystkie szuflady, szafki i szafy. Kiedy byłam pewna, że wszystko zabrałam spakowałam jeszcze laptopa i aparat do torby podręcznej. Dostałam smsa od blondynki : "Za jakie grzechy tak wcześnie? Trudno, skoro obecność obowiązkowa, to będę.". Uśmiechnęłam się sama do siebie i chwytając torbę udałam się na dół, gdzie w salonie siedzieli moi najbliżsi. Postawiłam torbę na podłodze i usiadłam między nimi na kanapie po czym przytuliłam się do rodzicielki.
-Będę tęsknić. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem odsuwając się od niej kawałek. - Mam nadzieję, że będziesz nas odwiedzać, prawda?
- Będę, będę. - uśmiechnęła się, a w jej oczach pojawiły się łzy. Mocno mnie do siebie przytuliła po czym wstała i klasnęła w dłonie. - Chodźcie dzieci, już wpół do dziesiątej.
Całą trójką wsiedliśmy do samochodu. Przez całą drogę na lotnisko trwała cisza, która była po prostu nie do zniesienia. W końcu kilka minut po dziesiątej byliśmy na miejscu. Przytuliłam przyjaciółkę, która wytrwale na nas czekała.
- Będzie mi Was bardzo brakować i będę strasznie tęsknić. - powiedziałam do blondynki i do rodzicieli, a one od razu mnie przytuliły.
- Masz dzwonić, jasne? - powiedziała Kasia i pokiwała palcem. - Na pewno do Ciebie przyjadę, tylko najpierw uporaj się z tym nieszczęsnym remontem. - ponownie ją przytuliłam i pocałowałam w policzek. To samo zrobiłam z mamą.
W końcu przeszliśmy do bramek, zapłaciliśmy za nadbagaż i wsiedliśmy na pokład samolotu. Usiadłam pod oknem, a Max obok mnie. Wyjęłam telefon wraz ze słuchawkami, które od razu włożyłam do uszy i puściłam jedną ze swoich ulubionych piosenek - Ed Sheeran - The A Team. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
____________________________________________
Miało być krótkie wprowadzenie, jednak jak się rozpisałam to pomyślałam, że ten post zaliczę już do rozdziałów.
Życzę miłego czytania i liczę na szczerą krytykę.
Do napisania, xx ;*
*O* świetny rozdział, naprawdę :D Główna bohaterka biedniutka... miała przykry żywot. Mam nadzieję, że teraz w Londynie będzie tylko coraz lepiej! Zabieram się za kolejny rozdział ^^
OdpowiedzUsuń+Zapraszamy do nas --> http://theysaywearetooyoungonedirectionstory.blogspot.com/